piątek, 22 kwietnia 2016

rozdział XXI

-Więc to dzisiaj znowu się z nimi zobaczysz, tak? - Phoebe uśmiechnęła się do mnie ciepło.
-Tak - odwzajemniłam uśmiech.
-I jak się z tym czujesz?
-No... jestem szczęśliwa. Ale to różni się od tego uczucia, gdy ostatnio się z nimi spotkałam, wtedy, miesiąc temu.
-Co masz na myśli? 
-Nie wiem, wszystko z tamtego okresu jest jakby... za mgłą. Rozumiesz, co mam na myśli? - gdy kiwnęła głową kontynuowałam. - Wtedy też byłam niby szczęśliwa, ale nie do końca. Coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Teraz wszystko wydaje się być na odpowiednim miejscu.
-Oh, na dzisiaj to tyle. Ten czas strasznie szybko płynie - westchnęła.
-Faktycznie - mruknęłam. - Do zobaczenia w przyszłym tygodniu. 
-Miłego spotkania z chłopakami - rzuciła na koniec.
-Dzięki! 
Na korytarzu jak zwykle minęłam się ze starszą kobietą, która miała wizytę zaraz po mnie. Po wyjściu udałam się do pobliskiego Starbucksa, tak, jak robię to za każdym razem. Kupiłam to co zawsze i miałam zamiar udać się na autobus, którym dojadę do domu. To stało się swego rodzaju rutyną. Szłam w stronę przystanku, gdy nagle dosłownie wmurowało mnie w ziemię. Patrzyłam na chłopaka stojącego po drugiej stronie ulicy. On również spojrzał na mnie. Gdy zauważyłam przód jego twarzy, byłam pewna że to on. Otrząsnęłam się i ruszyłam przed siebie nieco szybszym krokiem. Może mnie nie rozpoznał? Mam nadzieję.
-Lily!
Cholera. Nie odwracaj się. Nie odwracaj. Idź dalej. Wdech i wydech. Wtedy poczułam szarpnięcie za ramię.
-Stój, przecież widzę że to Ty. Nie udawaj, że się nie znamy - uśmiechnął się szelmowsko. Dokładnie tak samo, jak kiedyś.
-Hejka, Aaron - rzuciłam.
-Dawno się nie widzieliśmy, co? - puścił moje ramię. - Jak Ci życie mija?
-Całkiem dobrze. Przepraszam, ale spieszę się, rozumiesz. Na mnie już pora, cześć - wybełkotałam i odwróciłam się z zamiarem odejścia. Jednak on znowu mnie zatrzymał.
-Nie kłam. Porozmawiajmy, przecież nic Ci nie zrobię - wzruszył ramionami. - Zmieniłem się. Żałuję tego, jaki byłem w sierocińcu. Przepraszam za to wszystko. 
-Ok, rozumiem, ale ja naprawdę się spieszę - rozmowa z nim to jedna z ostatnich rzeczy, na jakie mam teraz ochotę. Jego dłoń nadal była na moim ramieniu, wokół którego coraz boleśniej się zaciskała. Wyszarpnęłam się z uścisku. 
-Nie kłam, do cholery! - spojrzał na mnie wściekły. No tak, on się naprawdę szybko denerwował.
-Nie kłamię. Kiedy indziej pogadamy, hej - tym razem już mnie nie zatrzymywał, jednak słyszałam jego kroki za sobą. Na przystanku stał w nieznacznej odległości, nie odzywając się. Jego twarz była pogrążona w gniewie. Gdy wsiadłam do autobusu odetchnęłam z ulgą. Ten chłopak przez kilka lat tkwił ze mną w sierocińcu. Był moją pierwszą miłością - ja mała, smutna dziewczynka, a on prawie że dorosły mężczyzna. Imponował mi pod każdym względem, był moim autorytetem. Dużo go obserwowałam, jego zachowanie, gesty, wszystko. Ten specyficzny uśmiech do teraz został w mojej pamięci... W końcu zauważył, że coś jest na rzeczy. Wtedy wyśmiał mnie, był dla mnie złośliwy na każdym kroku, robił mi głupie żarty. Czułam się przez to okropnie i wtedy też zaczęłam się ciąć - właśnie przez niego. Nie chciałabym mieć z tym człowiekiem jakiegokolwiek kontaktu. 
          Nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam na przystanek w okolicy domu. Stamtąd jedynie dziesięć minut i byłam na miejscu. Dom był jak zwykle pusty i cichy, jednak już za chwilę miało się to zmienić. Ledwo zdążyłam usiąść, gdy usłyszałam dźwięk przekręcanych kluczy w zamku. 
-Lilcia! - rozległ się krzyk. W kilku szybkich krokach znalazłam się w korytarzu, a potem ramionach chłopaków. 
-Eh, ale się za Tobą stęskniłem!
-Ja też Louis, ja też - uśmiech nie schodził z mojej twarzy. 
-Jest coś do jedzenia? - zapytał Niall, na co wszyscy się zaśmiali.
-Przepraszam za moje zachowanie w Paryżu - odezwał się Liam, gdy zostaliśmy na chwilę sami w salonie. 
-Nic się nie stało.
-Nie udawaj - unikał kontaktu wzrokowego. - Na pewno Cię to dotknęło... Nie myślałem, gdy to mówiłem - w końcu spojrzał mi w oczy.
-Li, naprawdę nic się nie stało.
-Ale...
-Hej, o czym gadacie? - zapytał Zayn, siadając obok mnie. Objął mnie ramieniem. 
-Nic ważnego - rzuciłam. Liam skinął głową i wyszedł.
-Zrobiłem coś nie tak? Przerwałem Wam? Może ja pójdę po niego i Was zostawię czy coś? - Zayn zabawnie marszczył brwi podczas tej wypowiedzi. 
-Nic się nie stało - posłałam mu półuśmiech. 
-No... dobrze. I jak było dzisiaj z psychologiem?
-Jak zawsze, w porządku.
-Strasznie za Tobą tęskniłem - zamruczał, obejmując mnie.
-Zaynee, mówiłeś mi to już dzisiaj siedem razy.
-No to powiem jeszcze raz - przejechał dłonią po moim udzie. - Tęskniłem.
-Dzieciak - burknęłam, wydymając dolną wargę. Chwycił ją między zęby i pociągnął.
-Kto tu jest młodszy, co?
-Wiek to tylko liczba, o niczym nie świadczy.
-Zapamiętam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeden z ostatnich. :D

środa, 30 marca 2016

rozdział XX

Krótki dzisiaj, przepraszam.
         Jamie nie kłamał. Faktycznie dwa dni później siedzieliśmy w samolocie do Francji. Myślałam, że zwymiotuję wnętrzności od momentu kiedy się dowiedziałam, aż do końca. Lot był okropny - mój pierwszy w życiu - nie mogłam wytrzymać ze stresu związanego i z lotem, i ze spotkaniem. Dotarliśmy na miejsce, gdzie mieli koncert. Razem z Jamiem czekaliśmy na nich za sceną. Boże, czułam się okropnie. Jakbym miała zaraz zemdleć. Moje kolana były jak z waty i ledwo mogłam stać prosto. Tylko kilka minut dzieliło mnie od nich.
-Hej, spokojnie. Cała się trzęsiesz - Jamie, który stał za mną złapał mnie za ramiona.
-Nie wytrzymam tego nerwowo - jak zwykle skubałam skórki przy paznokciach. Przy jednym powoli spływała krew.
-Nie rób sobie krzywdy, idiotko - warknął, rozdzielając moje dłonie od siebie.
-Zwymiotuję zaraz, serio - i wtedy stało się. Weszli do pomieszczenia.
-Hej chłopaki, patrzcie kogo Wam przywiozłem! - zawołał wesoło Jamie. Widziałam ich zszokowane twarze, a potem wszystko działo się dosyć szybko. Zamknęli mnie w ogromnym uścisku.
-Zostawiam Wam tę sierotkę i idę zająć się pięknymi Francuzkami! - rzucił jeszcze i zmył się.
-Co Ty tu robisz? - zapytał Niall, gdy w końcu mnie puścili.
-Nie mam pojęcia - powiedziałam cicho. Głos mi drżał, a łzy zbierały się w kącikach oczu. Louis złapał mnie za policzki.
-Jakaś Ty blada... I oczy jakieś takie przygaszone, włosy w słabej kondycji - wyliczał. - I chyba jeszcze chudsza niż byłaś.
-Dzięki za miłe słowa - mruknęłam. Lou otarł mi łzę, która zdążyła wypłynąć.
-Ledwo się na nogach trzymasz... Chodź - pociągnął mnie za rękę i posadził na sofie. Zayn usiadł obok i chwycił mnie za rękę.
-Nie patrzcie tak na mnie - powiedziałam. Niestety, głos nadal mi drżał. O dziwo, coraz bardziej. Byłam bliska wybuchnięcia płaczem.
-Gemma mówiła nam o wszystkim - powiedział ostrożnie Liam. - Nie spodziewaliśmy się, że tak to wyjdzie. 
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj - pokręcił głową. - Nie obraź się, ale nie sądziłem, że będziesz na tyle słaba, żeby nie dać sobie rady.
-Zejdź z niej, Liam - przerwał mu Harry.
-Nie ale serio, co to jest za problem być samą przez jakiś czas?
-Liam - Niall warknął ostrzegawczo.
-Gdy całe dotychczasowe życie jesteś sam, potem nagle masz kogoś, kto daje Ci wszystko, czego Ci brakowało, gdy nagle masz dla kogo żyć, uzależniasz się i nie radzisz sobie samemu - przełknęłam ślinę. Poczułam oplatające się wokół mnie ramiona Zayna. 
-Nigdy tego nie zrozumiem. Kobiety są jakieś inne - wzruszył ramionami i odszedł w nieznanym mi kierunku.
-Wybacz mu, niedawno zerwała z nim dziewczyna i nie jest w najlepszym humorze - Louis zaczął tłumaczyć przyjaciela. Skinęłam głową. 
-Dobrze jest Cię znowu widzieć - Harry uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam gest. Przymknęłam oczy byle się tylko nie rozpłakać. Oh no błagam, nie bądź pizdą.
-No to co, zwijamy się do hotelu? 
          Ich apartament był... ogromny i piękny. Ale czego można się było po nich spodziewać? Chłopacy szybko rozeszli się tłumacząc, że są zmęczeni po koncercie i zostawili nas z Zaynem samych. Leżeliśmy na łóżku w jego pokoju, wtuleni w siebie.
-Bardzo za Tobą tęskniłem - powiedział.
-Ja też - mruknęłam. - Nawet nie wiesz jak bardzo... 
-Nadal nie mogę uwierzyć, że tu jesteś - zaśmiał się. 
-Dziwnie się czuję - powiedziałam po chwili ciszy. - Jak ktoś zupełnie bezwartościowy - Zayn westchnął.
-Nie denerwuj się, ale wydaje mi się, że może powinnaś skorzystać z pomocy psychologa - powiedział ostrożnie. - Tylko się nie denerwuj, proszę.
-Chyba masz rację. Nie radzę sobie ze sobą - przyznałam. Malik posłał mi delikatny uśmiech. 
-Zajmiemy się tym jak tylko wrócimy do Londynu, okej? 
-Mhm - sięgnęłam do jego ust i złączyłam je z moimi. Zayn zamruczał, przez co zachciało mi się śmiać. W jego ciepłych ramionach czułam się bezpiecznie.
-Kocham Cię - powiedziałam szybko gdy odsunęliśmy się od siebie na chwilę. Miał zaskoczony wyraz twarzy, przez co zaczęłam się stresować. Po co ja to mówiłam? Po chwili jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. 
-Dziękuję. Ja Ciebie też kocham.
-Za co mi dziękujesz?
-Za to, że obdarzyłaś mnie tym uczuciem.
          Obudziłam się. Na dworze było jeszcze ciemno, więc mogłam się jedynie domyślać, że było na pewno przed szóstą. Było mi gorąco przez kołdrę i wciskające mnie w materac ramię Zayna. A może przez to, że przypomniałam sobie, co robiliśmy kilka godzin temu? Na samo wspomnienie przeszedł mnie dreszcz. A tak się zapierał, że nie zrobimy tego przed moją dorosłością... Gdy w końcu wyplątałam się i stanęłam na podłodze zaczęłam poszukiwania czegoś, co mogłabym ubrać. Po chwili wyglądałam względnie normalnie, co pozwoliło mi udać się do kuchni. Wypiłam szklankę wody i wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i okryłam nogi kołdrą. Uśmiechnęłam się widząc kontury twarzy mojego chłopaka. Odgarnęłam niesforne kosmyki włosów z jego czoła. Byłam okropnie zadowolona z "przejścia na kolejny poziom" naszej relacji. Dzięki temu zbliżeniu poczułam, że jesteśmy ze sobą blisko. Że to jest osoba, której mogę ufać, na której mogę polegać i której na mnie zależy. Nie mam pojęcia, co bym bez niego zrobiła. Moje życie ostatnio jest zbyt bajkowe, nie powinnam się tak cieszyć - w końcu całe moje szczęście może runąć zaledwie w chwilę - jak domek z kart.
            Niestety, nie mogłam zostać z chłopakami do końca. Trzy dni później wraz z Jamiem wróciłam do Londynu. Teraz czułam, że dam radę wytrzymać do ich powrotu. To spotkanie naładowało mnie energią.
          W Paryżu spędziłam wiele naprawdę cudownych chwil. Zwiedziliśmy kilka miejsc, widziałam ich koncert (próbowałam nawet piszczeć i krzyczeć razem z ich fankami, moje gardło nie zniosło tego zbyt dobrze), oprócz tego to tutaj był mój pierwszy i drugi raz z Zaynem. To miasto już zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć.
          Dziwnie było wrócić do szkoły po tak długiej nieobecności, spowodowanej moim dosłownym usychaniem z tęsknoty. Dopiero gdy spotkałam się tam z Loganem, zrozumiałam, jak jego również mi brakowało. Przeprosiłam go za to, jak beznadziejnie go potraktowałam, a on tylko śmiał się, gratulując mi powrotu do żywych. Kochany przyjaciel.
Przestałam też bawić się w buntowniczkę i całkowicie zrezygnowałam z alkoholu i innych używek.
          Gemma, siostra Harry'ego załatwiła mi spotkania z psychologiem. To młoda dziewczyna, nie tak wiele starsza ode mnie, jednak wiele mi uświadomiła. Z każdą wizytą czułam się... mądrzejsza, dojrzalsza. Zdałam sobie sprawę jak wiele rzeczy może zastąpić cięcie się. Teraz "pracujemy" nad moimi "zaburzeniami odżywiania". Nie mam pojęcia o co im wszystkich chodzi, pod tym względem przecież wszystko jest ze mną w porządku... Z tą dziewczyną, Phoebe, dużo rozmawiamy o mojej przeszłości. Chyba jestem w stanie pogodzić się z tym co było i zacząć żyć myśląc o jutrze, nie o wczoraj. Ogółem, czuję się lepiej. Jeszcze tylko powrót chłopców i wszystko będzie idealnie. Oby.

piątek, 19 lutego 2016

rozdział XIX

          Wstałam w wyjątkowo dobrym humorze. W końcu leżał obok i obejmował mnie najlepszy facet na świecie.
-Dzień dobry kochanie. Jak się spało? - zapytał. Jego głos rano... perfekcyjny. 
-W porządku - miałam lekką chrypę, więc odchrząknęłam. 
-Chodź, wstajemy. Musisz zjeść śniadanie.
-Uh, pięć minut.
-Trzy i ani chwili dłużej. 
          Jakieś pół godziny później w końcu zeszliśmy na dół. Gdy skończyłam jeść, dołączył do nas Harry.
-O Lily, słyszałem wczoraj, że fajnie się bawiliście - już wiedziałam, że za kilka sekund będę cała czerwoniutka.
-Nie wiem o czym mówisz - odpowiedziałam.
- O tym "oh Zayn" - próbował naśladować mój głos. Załamana opuściłam twarz na blat stołu.
-To nie ja, tylko... Liam, tak! - uniosłam głowę. 
-No rzeczywiście, on ma bardzo piskliwy głos - zaśmiał się Harry. - Tylko co on robił z Zaynem?
-O no właśnie, tłumacz się - przeniosłam wzrok na Malika.
-Oj przestań Lils - objął mnie w pasie. Prychnęłam. 
-Tylko się zabezpieczajcie, nie chcemy tu na razie dzieci - Harry puścił mi oczko.
-Harry! - wstałam i podeszłam do niego, ale ta małpa zaczęła uciekać. A przede mną się nie ucieka, więc go goniłam. Przez jakieś piętnaście minut, po których byłam wyczerpana. 
-Dobra, poddaje się - zatrzymał się i uniósł ręce do góry. 
-Prawidłowo - oznajmiłam.
-Ale czemu nic mi nie zrobisz?
-A czemu bym miała? Wystarczyło mi, że uciekałeś.
-Boże Lily, jaka Ty jesteś wredna! 
-Przepraszam, kwiatuszku.
          Następne dni mijały szybko. Po szkole starałam się jak najwięcej czasu spędzać z chłopakami, aż w końcu przyszedł piątek. Dzień w którym mieli wyjechać. Gdy wróciłam ze szkoły miałam jedynie kilka godzin z nimi.
-Moja siostra ostatnio przeprowadziła się niedaleko stąd, udało mi się załatwić żeby wpadała tu co kilka dni, wiesz sprawdzić czy jeszcze żyjesz i inne takie - rzucił Harry. - Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza?
-Nie, jasne że nie - powiedziałam. Coraz bardziej wątpię w to, że przeżyję tu bez nich.
-Ej, nie smuć się lala - posłałam Louisowi zdenerwowane spojrzenie. Jak on może mówić żebym się nie smuciła? - Raz, dwa i jesteśmy w domu. 
-Pamiętasz wszystko o co Cię prosiłem? - szepnął mi do ucha Zayn. Prosił o to, żebym się nie cięła, jadła "odpowiednie ilości" jedzenia, nie piła alkoholu, nie ćpała i nie paliła, uważała na Jamiego i nie nawiązywała zbyt bliskich relacji z innymi mężczyznami, wysypiała się, dbała o siebie, nie zamartwiała się zbytnio... To chyba tyle.
-Chyba tak - odszepnęłam i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi. Pogłaskał mnie po włosach i westchnął.
-Na nas już chyba pora - Liam wypowiedział słowa, których tak bardzo nie chciałam usłyszeć. Dalej wszystko potoczyło się szybko. Przytulanie ich, płacz, trzaśnięcie drzwiami. Przez następną godzinę siedziałam w salonie, patrząc się przed siebie. Bez nich było tu tak pusto, cicho. Potem umyłam się, przebrałam i poszłam do pokoju Zayna. Wtuliłam się w jego pościel, która tak przyjemnie pachniała właścicielem. Od razu się rozpłakałam. Nie ma go niecałe dwie godziny, a ja już ledwo sobie radzę. Idealnie.
          Z następnego dnia niewiele pamiętam. Popołudniu spotkałam się z Loganem, który, jak na dobrego przyjaciela przystało, topił ze mną smutku w alkoholu. Rozmawiałam też z chłopakami, na szczęście gdy byłam jeszcze trzeźwa. Noc spędziłam u Lermana. 
          W niedzielę siedziałam w domu, gdzie wizytę złożyła mi Gemma, siostra Harry'ego. To okropnie miła dziewczyna i myślę, że ją polubiłam. Pocieszała mnie i szczerze mówiąc trochę podniosło mnie to na duchu. Wieczorem, gdy już leżałam w łóżku (oczywiśnie nie swoim) zadzwonił Zayn. Mówił, jak bardzo za mną tęskni, przez co znowu było mi okropnie źle. Znalazłam w jego szafie pełną paczkę papierosów, którą spaliłam dla odstresowania.
          Poniedziałek. Wstałam nieco później niż zwykle z jednego, ważnego powodu. Wycieczka! Poranna toaleta, śniadanie, wczoraj spakowany plecak i w drogę. Pod szkołą od razu znalazłam Logana. 
-Gotowa na pięć dni z Twoim ulubionym przyjacielem? - zapytał, zabawnie poruszając brwiami.
-Oczywiście, że tak - następne kilka spędziliśmy w drodze. Gdy dotarliśmy na miejsce kupiliśmy kilka potrzebnych rzeczy na wieczór (alkohol, alkohol, no, może jeszcze alkohol) i udaliśmy się do szkoły, w której spędzimy te pięć dni. Trafiłam do sali razem z Loganem i kilka osobami z "paczki" którą poznałam na początku mojej przygody w tamtej szkole. Rozmawiałam z chłopakami, którzy życzyli mi udanej wycieczki, a potem z samym Zaynem, który ostrzegał przed piciem alkoholu. Dobrze, tato.
          Cała wycieczka minęła bardzo szybko. Właściwie nie ma co opisywać, głównie się upijaliśmy. Dodatkowo, bardzo zbliżyliśmy się do siebie z Loganem. W piątek byłam już w domu, tego samego dnia odwiedziła mnie Gemma. Wypytywała o wyjazd, ale wątpię, że uwierzyła w moje kłamstwa. W sobotę spotkałam się z Jamiem, ale nasze wyjście zakończyło się niewiarygodnie szybko. Po prostu kompletnie nie miałam humoru, zbytnio tęskniłam za Zaynem. Drugą połowę soboty i całą niedzielę spędziłam w łóżku, a mój chłopak nie miał za wiele czasu, by ze mną rozmawiać. Minął dopiero tydzień od ich wyjazdu, nie wiem, jak to dalej przeżyję.
          W poniedziałek jakoś znalazłam w sobie siłę, by pójść do szkoły. Logan nie opuszczał mnie na krok, próbował mnie pocieszać, ale ja powoli zamieniałam się we wrak człowieka. Dopiero wieczorna rozmowa z Zaynem dała mi trochę siły, której wystarczyło tylko na umycie się. Wtorek, środa, czwartek i piątek minęły podobnie. Wszystkie czynności zaczęłam wykonywać jak robot. Nigdy nie spodziewałam się, że tęsknota może wyczyniać takie rzeczy z człowiekiem... W sobotę przyszła Gemma. Próbowała wyciągnąć mnie z łóżka, a ja wypłakałam się na jej ramieniu, jak bardzo mi ich brakuje. Podsłuchałam też jej rozmowę z Harrym, jak mówi mu, że źle to wszystko znoszę. Jak to źle? Myślę, że idzie mi całkiem nieźle - przecież jeszcze żyję. 
          Całe kolejne dwa tygodnie minęły dokładnie tak samo. Dopiero następny przyniósł jakieś zmiany - w poniedziałek nie poszłam do szkoły. Nie byłam w stanie się podnieść. Przyszedł do mnie Logan, próbował zmusić mnie do wstania, na próżno. Na zmianę płakałam i leżałam w łóżku. Czułam się okropnie, tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić. 
          We wtorek przyszedł Jamie. Po prostu siedział i patrzył na mnie.
-Możesz sobie pójść? Nie zniosę dłużej tego wzroku - rzuciłam, nie otwierając oczu. 
-Koniec z tym, Lily. Zobacz do czego Cię to doprowadziło. Nie przesadzasz trochę? To tylko chłopak - narzekał. 
-Aktualnie to on jest moim życiem - warknęłam.
-Ile Ty masz lat? Wielka miłość, całe Twoje życie uzależnione od jednej osoby?
-Nienawidzę tego i wiele bym dała żeby to zmienić - otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Normalnie bym się rozpłakała, ale nie miałam już na to siły. Z resztą, na nic nie miałam. Chciałam tylko zasnąć i obudzić się za miesiąc.
-Dosyć tego, jedziemy do nich.
-Co? 
-Zostawili Cię ze względu na to, żebyś mogła chodzić do szkoły. I tak tego nie robisz, więc gdzie problem?
-Co? Ale Ty tak serio?
-Ten jeden raz w życiu mogę zrobić dla Ciebie coś miłego - westchnął. - Postaram się coś szybko załatwić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Także no. Zostawcie komentarz, może dostanę motywacji żeby w końcu napisać coś dobrego. XD

piątek, 5 lutego 2016

rozdział XVIII

18+!!! (chyba)
         Gdy wróciłam do domu, pierwsze (i jedyne) co zrobiłam, to rzuciłam się na kanapę. Po prostu leżałam na niej, z zamkniętymi oczami, rozmyślając między innymi dlaczego nie jest ona zajmowana przez pewnych idiotów. Gdzie oni mogą być o osiemnastej w piątek?Do tego cholernie bolał mnie brzuch... Uroki bycia kobietą. Ale nie ważne, ważniejszy temat to to, jak powiem Zaynowi o tym, że widziałam się z Jamiem. Powinnam być z nim szczera i to powiedzieć, ale trochę boję się jego reakcji. Zdążyłam zauważyć, że nie przyjmuje dobrze jakichkolwiek informacji o nim. 
-Wróciliśmy! - po domu rozniósł się krzyk. Oho, małpeczki znowu w swoim małym zoo. Byłam zbyt leniwa, żeby chociaż otworzyć oczy, dopóki nie poczułam ciężaru na nogach. Co do cholery?
-Ja pierdole, Harry grubasie, złaź ze mnie - jęknęłam. 
-Nie przeklinaj to po pierwsze. I sama jesteś grubaską, grubasko! 
-O nie, ja się nie dam tak traktować, tłuściochu - zrzuciłam go ze swoich nóg,  przez co wylądował na podłodze. 
-Świnia! - krzyknął.
-Hej kochanie - Zayn uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam gest. Louis usiadł obok mnie.
-Jak tam w szkole? - zapytał.
-Całkiem dobrze. Idę do siebie, średnio się czuję - uśmiechnęłam się przepraszająco.
-Co Ci jest? - dobiegł mnie zmartwiony głos Zayna.
-Nic takiego.
-Boli Cię coś, przeziębiłaś się? A może...
-Damskie sprawy - przerwałam mu zanim się rozkręcił. 
-Awww, to takie młode dziewczynki już mają okres? - zakpił Harry.
-Najwyraźniej - wytknęłam mu język i poszłam do siebie.
          Dlaczego zawsze dzień lub dwa przed okresem muszę umierać? To jest tak bardzo nie fair, czemu niektóre dziewczyny nic takiego nie czują? Też tak chcę... Obiecałam sobie nie truć się już tabletkami przeciwbólowymi, jednak nie miałam wyjścia. Po kilku godzinach zwijania się z bólu zeszłam po te nieszczęsne prochy. 
-Dobrze się czujesz? Blado wyglądasz - oczywiście, że w kuchni musiałam spotkać Nialla. Gdzie indziej mógłby być? Do tego jadł kanapkę, na widok której jakoś słabiej mi się zrobiło. 
-Czuję się bardzo chujowo. Umieram z bólu - posłałam mu krzywy uśmiech i otworzyłam pudełeczko z tabletkami. Wysypałam od razu pięć.
-Nie za dużo? - usłyszałam nad uchem. Krzyknęłam przerażona i odwróciłam się by zobaczyć Zayna.
-Dobrze się bawisz? Ja pierdole, czy Ty zawsze musisz pojawiać się znikąd i mnie straszyć? Takie zabawne? Lepiej Ci? Sprawia Ci to jakąś przyjemność? - doszedł do mnie chichot Nialla. Skurczybyk. 
-Hej, spokojnie - wzięłam głęboki oddech.
-Nie, nie za dużo. Mniej nie zadziała - odpowiedziałam chłodno na zadane wcześniej pytanie. Połknęłam tabletki i zrobiłam krok w stronę wyjścia z kuchni, jednak Zayn złapał mnie za rękę.
-Nie złość się.
-Przecież nie złoszczę - mruknęłam. Zabrałam rękę z jego uścisku i wróciłam do pokoju, cały czas czując za sobą obecność mojego chłopaka. Zdjęłam dresy i położyłam się do łóżka w samej bluzie i majtkach. Zignorowałam to, że Zayn położył się obok. 
-Spotkałam się z Jamiem - wypaliłam po chwili ciszy. Nawet na niego nie spojrzałam.
-Co? Żartujesz sobie?
-Nie, mówię poważnie - zamknęłam oczy. Jego ton głosu... Jest na mnie zły. I to bardzo. 
-Dlaczego?
-Przyjechał do mnie do szkoły, byłam ciekawa co ma do powiedzenia. Przeprosił mnie i tyle - poczułam się trochę pewniej. Przecież nie zrobiłam nic złego, prawda?
-I wybaczyłaś mu? - otworzyłam oczy i obróciłam głowę w jego stronę.
-Jasne, czemu nie? 
-Nie podoba mi się to.
-Ok - oboje zamilkliśmy. Zayn westchnął i mnie przytulił.
-Dobrze, niech Ci będzie - posłałam mu uśmiech, który odwzajemnił. - Lepiej Ci już?
-Trochę tak - obróciłam się na bok, w jego stronę. Malik pocałował mnie, a ja to odwzajemniłam. Przysunął mnie bliżej. W krótkim czasie zrobiło mi się gorąco. Boże, jak on mnie działa... Moje zachłanne ręce jak zwykle znalazły się na jego umięśnionej klatce piersiowej. 
-Masz zimne dłonie - mruknął, gdy odsunęliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza. 
-Przepraszam - zaśmiałam się cicho pod nosem. Jego dłoń przesuwała się po moim udzie, a on cały czas patrzył mi w oczy. - Za to Twoje są bardzo ciepłe.
Zayn nagle podniósł się. Odsunął kołdrę i usiadł pomiędzy moimi nogami, rozsuwając je na boki. Miał poważną minę, więc posłałam mu zdziwione spojrzenie. Podciągnął moją ogromną bluzę do góry, odsłaniając przy tym uda i kawałek brzucha. Jakoś tak podnosiło mnie na duchu to, że miałam na sobie ładną bieliznę.
-Jak mogłem wcześniej nie zauważyć?
-O czym Ty mówisz? - podparłam się na rękach, przez co znalazłam się w pozycji pół-siedzącej. Przejechał dłońmi po bliznach na nogach. Oh, o to mu chodzi... Pokrywały prawie całe uda, biodra, dół brzucha.  Pochylił się i zbliżył usta do skóry. Zaczął składać tam delikatne pocałunki. Najpierw na jednej nodze, potem drugiej. Czułam, że się rumienię. 
-Zayn... - szepnęłam. Teraz przeniósł się na biodra i brzuch. Zatrzymał się na chwilę przy wystającej kości miednicy. Zaraz, zaraz... Czy on właśnie zrobił mi malinkę? Odsunął się i spojrzał mi w oczy. Cholera, czy ja nadal staje się coraz bardziej czerwona?
-Masz śliczne ciało. Dlaczego je krzywdzisz? - zapytał.
-Nie jest śliczne - mruknęłam, odwracając wzrok na drzwi do pokoju. 
-Idealne - spojrzałam na niego kątem oka. Pochylił się nade mną i pocałował. Złapałam za rąbek koszulki, jakbym chciała ją z niego ściągnąć. Znaczy, chciałam. Odsunęłam się.
-Mogę? - zapytałam, znając jego podejście do sytuacji, w których robi się "zbyt gorąco". Zayn westchnął, ale w końcu kiwnął głową. Uśmiechnęłam się i ściągnęłam koszulkę. Oh, dużo lepiej. Lubię patrzeć na te mięśnie. Niestety, nie mogłam nimi zbyt długo nacieszyć oczu, ponieważ ktoś znowu mnie pocałował. Ale nadal mogłam ich dotknąć. O dziwo, tym razem nie pozostawał mi dłużny i dość szybko pozbył się mojej bluzy. Teraz byłam przed nim w samej bieliźnie. Mimo wszystko, trochę krępowało mnie to, jak się przygląda. Przeniósł się z ust na dekolt, zostawiając tam mokre ślady. Jego dłoń sunęła w dół, aż złapała mnie za biodro. Uniósł głowę i westchnął.
-Nie wiem, Lily.
-Czego nie wiesz? - zdziwiłam się. 
-Czy powinniśmy... Źle się z tym czuję. Że zrobię Ci krzywdę - cały czas patrzył mi w oczy. Był trochę spięty. - Jesteś w wieku jednej z moich sióstr. Gdy tylko pomyślę, że ona mogłaby... - potrząsnął głową, jakby odganiając od siebie te myśli. Przełknęłam ślinę.
-Czyli nie chcesz.
-Nie o to chodzi, Lils. 
-To o co?
-No... boję się.
-Czyli jednak nie chcesz. Okej.
-Kurwa, to nie tak.
-Nie wiem, nie podniecam Cię? - Zayn prychnął i wskazał dłonią na wybrzuszenie w swoich dresach. - Okej, nie ważne - chłopak uśmiechnął się czarująco i położył obok. Przykrył nas kołdrą.
-Innym razem.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale - przerwał mi.
-Zaynee... proszę - jęknęłam.
-Kurwa - odetchnął. - Nie kuś mnie.
-Proszę - powtórzyłam. Mężczyzna pocałował mnie po raz kolejny tego wieczoru. Odpiął stanik i ściągnął go ze mnie. Zacisnął  dłoń na jednej piersi, bawiąc się nią. Potem przesunął dłoń na dół. Zataczał palcami kółeczka na materiale majtek. Zamruczałam, a on uśmiechnął się, cały czas mnie całując. Po chwili robił to samo, tylko już bez zbędnego materiału. Odsunął swoją twarz od mojej, a niedługo potem wsunął we mnie jeden palec, po czym zaczął nim poruszać. Przymknęłam oczy, zacisnęłam dłoń na kołdrze, a z moich ust wydobył się cichy jęk. Czułam na sobie jego wzrok. Kolejny raz zgiął i wyprostował palec.
-Ślicznie wyglądasz w takim stanie.
-Zayn - jęknęłam, próbując być najciszej jak tylko mogłam.
-Taka mokra - szepnął. - Tylko dla mnie.
-Uhm - mruknęłam. Wyjął palec ze środka i zaczął pieścić łechtaczkę. Ciche jęki, które się ze mnie wydobywały były naprawdę zawstydzające, mimo że starałam się je tłumić. 
-Lily... chcę Cię usłyszeć - szepnął. Spojrzałam w jego oczy, w których widać było jedynie pożądanie. Mój oddech stał się ciężki i drżący, zwłaszcza gdy znowu poczułam go w sobie. Zacisnęłam mocno oczy, plecy mimowolnie wygięły się w lekki łuk. Łza wypłynęła mi z oka. Koniec.
-Zayn... - otworzyłam oczy i spojrzałam na jego przystojną twarz. 
-Tyle na razie Ci wystarczy - uśmiechnął się łobuzersko. - Zaraz wracam, teraz muszę zadowolić siebie.
-Uhm, ja mogę...
-Nie - przerwał mi.
-Czemu?
-Bo nie. Zaraz przyjdę - pocałował mnie w czoło i wyszedł. Nagle poczułam się wyjątkowo zmęczona. Założyłam bluzę, przykryłam się i zamknęłam oczy. A moja twarz nadal była cholernie gorąca... Nienawidzę się rumienić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Długo zwlekałam z dodaniem, bo jakoś tak wstyd mi za tę scenę na końcu - jest beznadziejna i nie podoba mi się.
Szczerze mówiąc nie mam po prostu siły czytać tego jeszcze raz i zmieniać...
Zabijcie mnie.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Przy okazji: ostatnio spojrzałam na liczbę odwiedzin i aż mnie zatkało. 13 tysięcy! Moją reakcją było jedynie "ja pierdole". I do tego 85 komentarzy... Aaaa, to mój największy blogowy sukces do tej pory i jestem tak cholernie szczęśliwa... 
Dziękuję, kocham Was. <3

piątek, 15 stycznia 2016

rozdział XVII


          Zostałam jeszcze chwilę z Zaynem, po czym udałam się do swojego pokoju. Zrobiłam zadania domowe, pisałam chwilę z Loganem i, o dziwo, uczyłam się. Czyli podsumowując - robiłam wszystko, żeby nie myśleć o tym, że zostanę tu sama. Wieczorem poszłam się umyć, a potem zabrałam się za rysowanie. W trakcie przelewania emocji na papier zadzwonił mój telefon. Odebrałam i włączyłam głośnomówiący. Położyłam urządzenie na biurku i kontynuowałam czynność.
-uhm, Lily? - Jamiemu zadrżał głos. Brzmiał bardzo niepewnie. Hm, fajnie.
-Tak, mów.
-Nie odpisałaś, więc dzwonię. Przepraszam za wczoraj. I za to w nocy - milczałam. - Nie panowałem nad sobą. Powiedziałem wtedy kilka słów za dużo, ale nie o to mi chodziło. Po prostu poczułem się zraniony, może trochę wykorzystany i odsunięty na bok.  I to że Cię pocałowałem... Boże, jak żałośnie. Przepraszam. Jesteś tam jeszcze?
-T-tak, jestem. No dobra, ale co teraz proponujesz zrobić? Z nami? 
-Myślałem, że moglibyśmy się, no wiesz... Przyjaźnić. Naprawdę Cię polubiłem - zaskoczona przerwałam w połowie linii, którą rysowałam.
-Właściwie to czemu nie, okej. Po prostu zapomnijmy o tym co było - dokończyłam linię.
-Zgoda. 
Po zakończonej rozmowie odetchnęłam. Odłożyłam ołówek i wstałam, by się przeciągnąć. Dochodziła 23. Niewiele myśląc wzięłam telefon i poszłam do pokoju Zayna. W środku było pusto, więc zwyczajnie położyłam się do jego łóżka. Wtuliłam się w pościel, która tak uroczo nim pachniała. Przymknęłam oczy. Jak to możliwe, że ten chłopak tak szybko zawrócił mi w głowie? Jedno spojrzenie i już byłam jego, na każde zawołanie. Zgaduję, że mógłby ze mną zrobić co tylko by chciał, byleby był obok. No właśnie. Dwa pieprzone miesiące. I nie tylko bez niego, a także tych wariatów. Co ja będę tu robić? Spotkam się kilka razy z dzieciakami ze szkoły, Loganem, może nawet Jamiem. Ale co dalej? Boże, jakie to beznadziejne. Usłyszałam otwierające się drzwi, jednak nawet nie otworzyłam oczu.
-A więc to tu jesteś - pomieszczenie wypełnił cichy szept Zayna. Słyszałam, że krzątał się chwilę po pokoju, potem poczułam materac uginający się pod jego ciężarem. Objął mnie, a ja się w niego wtuliłam.
-Myślałem, że śpisz - uśmiechnęłam się delikatnie na jego słowa. Zaciągnęłam się jego zapachem.
-Zdarza się - przejechałam dłonią po jego zaroście. 
-Te dwa miesiące szybko miną, zobaczysz - mruknął. 
-Próbujesz pocieszyć siebie czy mnie? 
-Nas.
-Wstawaj, księżniczko - usłyszałam nad uchem głos Zayna. Jego zarost połaskotał mnie po policzku.
-Pięć minut - mruknęłam. Poczułam jego rękę na nodze. Chwycił mnie pod kolanem i pociągnął, przez co leżałam na nim. Zaskoczona otworzyłam oczy. Oparłam się przedramionami po bokach jego głowy.
-Dzień dobry - uśmiechnął się.
-Która godzina?
-Szósta trzydzieści.
-To jeszcze dużo czasu, mogę iść spać - stwierdziłam zadowolona. Zayn miał jednak inne plany - pocałował mnie. Odsunęłam się.
-Fuj, nie myłam jeszcze zębów - burknęłam.
-Przeżyjesz - powiedział i ponowił poprzednią czynność. Już na starcie byłam na straconej pozycji. Odwzajemniłam pocałunek, a on odwrócił nas tak, że to ja byłam pod nim. Objęłam go za szyję. 
-Zaraz musisz iść do szkoły - rzucił.
-Racja - westchnęłam. Zayn uśmiechnął się i musnął mnie ustami w nos. - To idę - powiedziałam a on wstał ze mnie i usiadł na łóżku. Spojrzałam na niego.
-I to tyle? Nie zatrzymasz mnie czy coś?
-Nie, dlaczego? - uśmiechnął się głupawo.
-Szkoda. 
          Dzień w szkole minął przyjemnie. No i zaczynamy weekend! I tak to praktycznie nic nie zmienia, ale sam fakt sprawia, że jest jakoś milej. 
-Jamie? - jak tylko zobaczyłam go na parkingu po wyjściu ze szkoły, stanęłam w miejscu. Normalnie mnie zamurowało. Gdy się ogarnęłam, od razu do niego podeszłam.
-Co Ty tu robisz? - zapytałam podejrzliwie.
-Cześć Lily, Ciebie także miło widzieć - czy mi się wydaje, czy jego uśmiech naprawdę był złośliwy? 
-No więc? - ponagliłam go.
-Chciałem osobiście przeprosić - tym razem uśmiechnął się w miły sposób. - No więc przepraszam, szczerze. I chciałem zaprosić Cię na stuprocentowo przyjacielską kawę. 
-Stuprocentowo? - uniosłam brew.
-Tak. Więc jak?
-Okej, wchodzę w to - o dziwo, nawet nie narzekałam na to, że będę musiała jechać na tej przeklętej maszynie. Chyba ufałam mu, że nas nie zabije. 
-Jak tam w szkole? - zapytał, gdy już zajęliśmy miejsca w kawiarni i złożyliśmy zamówienie. 
-Pytasz, bo wypada czy dlatego, że Cię to interesuje?
-Dlatego, że mnie to interesuje - zmarszczyłam brwi i przyglądałam się przez dłuższą chwilę jego twarzy. 
-Całkiem znośnie - zaczęłam powoli. 
-To ostatnia klasa, prawda?
-Yhym, a co?
-Pamiętam te czasy... Kiedyś też byłem w Twoim wieku, dzieciaczku - zakpił.
-Świnia - mruknęłam pod nosem na tyle cicho, że prawdopodobnie tego nie usłyszał. - No, a teraz zbliżasz się już do emerytury, staruchu - powiedziałam głośniej, a on uśmiechnął się krzywo. Jak wiele różnych uśmiechów zaprezentuje mi dzisiaj? W międzyczasie dostaliśmy nasze kawy. 
-Jak właściwie do tego doszło, że jesteś z Zaynem? - zmienił temat. Cholera, tego się nie spodziewałam.
-Nie wiem, tak wyszło - powiedziałam ostrożnie. Uważam, że to dość delikatny temat w relacji mojej i Jamiego, dlatego nie wiem, dlaczego go porusza. 
-Jakby Cię skrzywdził, wiesz do kogo masz lecieć na skargę - puścił mi oczko.  Zaśmiałam się i skinęłam głową.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę, zostaw po sobie komentarz. ❤️

sobota, 9 stycznia 2016

rozdział XVI

          Po telefonie Jamiego nie byłam w stanie zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, aż w końcu wstałam z łóżka. Może chłopaki maja jakieś środki nasenne w domu? - z tą myślą udałam się do kuchni i otworzyłam szafkę z lekami. Przeciwbólowe, na katar, na gardło, na kaszel... Wszystko tylko nie to, czego potrzebuję. Zrezygnowana nalałam sobie szklankę wody. Usiadłam na blacie i zaczęłam ją powoli pić. Co jest ze mną nie tak, że nie mogę spać? I w ogóle, czemu Zayn sobie poszedł? I ten zalany Jamie... Wróciłam do pokoju i zdecydowałam się włączyć telefon. Kilkanaście nieodebranych połączeń. Najpierw mnie zwyzywał, a potem wydzwania... Telefon zawibrował w mojej dłoni. 
-Nie dzwoń do mnie - powiedziałam do słuchawki.
-Lily...
-Rozłączam się. Na razie - i tak też uczyniłam. Odetchnęłam i ułożyłam się na łóżku, kolejny raz próbując zasnąć.
-Lily, ja się chyba na Ciebie obrażę.
-Co tym razem, Logan? - spojrzałam na chłopaka, z którym spędzałam przerwę między lekcjami. 
-Bo Ty mi nic nie mówisz. Ja Ci tutaj opowiadam historie mojego życia, a Ty mi nic. Nie ufasz mi? - burknął.
-Jasne, że ufam. Po prostu nie udaje mi się wcisnąć między Twoje gadulstwo - wytknęłam język w jego stronę.
-Jesteś okropna, wiesz?
-Wiem. Za to mnie lubisz! - powiedziałam radośnie. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Najbardziej - puścił mi oczko. - Porozmawiajmy o Twoich relacjach romantycznych. Podczas naszej pierwszej rozmowy o tym wspominałaś.
-Niby co? - prychnęłam.
-Że romansujesz z dwoma na raz - poruszył śmiesznie brwiami, a ja walnęłam go w głowę.
-Idiota. Z jednym jestem, z drugim już nie rozmawiam. Lepiej Ci, kwiatuszku?
-Jestem dumny, w końcu mi coś mówisz  - dzwonek na lekcje. Uff. - Co teraz mamy?
-Historię.
-O tak! Szybko, idziemy. Chcę pomęczyć tego drania - pociągnął mnie za rękę w stronę sali. Nie mogłam się nie uśmiechnąć, cieszę się, że poznałam tego chłopaka. Znamy się krótko, ale myślę, że mogę go uznać za przyjaciela. Gdy tylko weszliśmy do sali, wraz z Loganem zajęliśmy ławkę z tyłu klasy. Wyjęłam podręczniki, piórnik i telefon na ławkę. Od razu rzucił mi się w oczy sms od Jamiego.
-Hej, pokaż co tam masz - niestety, Logan jest strasznie ciekawski.
-Nie dla psa - szepnęłam. Nienawidzę, kiedy ktoś zagląda mi w telefon. 
Przepraszam za wczoraj.
Nic nie odpisałam. 
-Dzieciaki, zrobimy teraz wychowawczą, a w poniedziałek będzie historia - nauczyciel poprawił okulary. - Jak co roku szykuje nam się pięciodniowa wycieczka, tym razem do Irlandii.
-Zajebiście - usłyszałam nad uchem zadowolonego Lermana.
-Pojedziemy całym rocznikiem, ale musi być przynajmniej połowa z tej klasy. Chętni niech podniosą ręce - nim zdążyłam zareagować, Logan uniósł za mnie rękę. Zaśmiałam się pod nosem.
-Mówię Ci, to może nie brzmi fajnie, ale wycieczki w tej szkole są najlepsze - Logan mocno gestykulował, gdy to mówił. - Serio. Możemy robić co tylko chcemy, gdzie tylko chcemy.
-No dobrze, wierzę. 
-Już widzę nas dwoje - objął mnie ramieniem i machnął dłonią przed nami. - za dnia obce, irlandzkie miasto, nocą alkohol i inne zabawy. Kurwa, ale jestem tym zajarany. Nie mogę się już doczekać - wyszczerzył się do mnie.
-Właśnie widzę - roześmiana odsunęłam się od niego. - W takim razie i ja nie mogę się doczekać.
-Wróciłam! - krzyknęłam, gdy weszłam do domu. Nie mam pojęcia po co, ale miałam naprawdę dobry humor, więc czemu nie. Przeszłam do salonu, gdzie natknęłam się na Louisa. Miał zbolałą minę.
-Hej, co jest? Ktoś umarł? - uniosłam brew.
-Jedziemy w trasę. Nie będzie nas dwa miesiące.
Momentalnie uciekł ze mnie dobry humor. Przełknęłam niepewnie ślinę.
-To... chyba dobrze, prawda? Koncerty i w ogóle... Lubicie to, nie?
-Nie chcemy Cię zostawiać, Lils. A zabrać ze sobą nie możemy - odwróciłam wzrok. Będę dwa miesiące sama tutaj? Jak to ich nie będzie? Głupie zachowanie Louisa, zabawne Nialla, kompletnie idiotyczne Harry'ego, odpowiednie Liama... I Zayn. Dwa miesiące bez jego dotyku, pocałunków, czułych słów. Zeszkliły mi się oczy.
-Gdzie jest Zayn? - zapytałam, patrząc się w przestrzeń za Louisem.
-U siebie.
-Dzięki - rzuciłam, po czym udałam się do pokoju mojego chłopaka. Jak zwykle weszłam do środka bez pukania. Stał przed szafą, w samych dresach. Jego włosy były wilgotne i opadały na czoło. Prawdopodobnie przed chwilą brał prysznic. Bez słowa podeszłam do niego i wtuliłam się w jego ciało.
-Hej, mała... Co jest? - usłyszałam jego szept nad uchem.
-Kiedy jedziecie? - zapytałam, a on odsunął mnie na odległość ramion i spojrzał mi w oczy.
-Za dwa tygodnie - wyraz jego twarzy wyrażał, że średnio był zadowolony tym wyjazdem.
-Okej - mruknęłam i spowrotem do niego przywarłam. Przyłożyłam ucho do jego klatki piersiowej, nasłuchując bicie serca. Wspominałam, że uwielbiam to robić? Wtedy dokładnie czuję jego obecność.
-Cholernie chciałbym z Tobą zostać, albo zabrać Cię z nami - nic nie odpowiedziałam. Znowu miałam łzy w oczach. - Poradzisz sobie sama?
-Nie - powiedziałam prosto. Zayn westchnął i pocałował mnie we włosy. 
-Kocham Cię, Lil.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udało się! Kolejny rozdział bez dłuższej przerwy!
Boże, jestem z siebie dumna.
I nawet kolejny już się szykuje.
Chyba wracam do formy. ♥

sobota, 2 stycznia 2016

rozdział XV

          

          Środa. Najgorszy dzień w tygodniu. A ta środa ma być jeszcze gorsza niż powinna. Ale od początku, nienawidzę tego dnia, bo mam wtedy najgorsze lekcje, siedzę z Beth, która jednak okazała się... beznadziejna. Wydawała się całkiem w porządku, ale okazała się pusta, próżna i chamska, a całe lekcje pieprzy mi nad uchem o głupotach. Do tego mam pierwszy wf, a szczerze nie cierpię tego przedmiotu. Jestem straszną niedorajdą w tej kwestii. A na dodatek wrócił Jamie i dzisiaj mam się z nim spotkać. Gdy wróciłam do domu Zayn też był jakiś nerwowy, ale nie udało mi się z niego wyciągnąć o co chodzi. 
-Nie obgryzaj paznokci! - zwrócił mi uwagę Louis.
-To nie paznokcie tylko skórki - mruknęłam. 
-Czym się tak stresujesz? 
-Jamie wrócił.
-Aha. Ale co z tego? - jaki on jest głupi... 
-Dzisiaj mam się z nim spotkać i porozmawiać o tej całej sytuacji, ale nawet nie wiem co mam mu powiedzieć.
-O tej sytuacji gdzie miałaś z nim być, ale znalazłaś innego? Właściwie to chcesz go wpakować do friendzonu - wzdrygnął się na ostatnie słowo. Zdzieliłam go ręką po głowie.
-Jesteś głupi - skwitowałam.
-Jak ty się odzywasz do ojca?! - zaśmiałam się.
-Nie wytrzymam tu dłużej z tobą, idę do Zayna.
-Nie wiem czy to dobry wybór, on ma chyba jakiś okres, czy coś - wzruszył ramionami.
-Ta, poradzę sobie - mruknęłam i udałam się do pokoju mojego chłopaka. Weszłam do środka bez pukania, bo kto by się przejmował takimi drobiazgami? Leżał na łóżku, na plecach, z zamkniętymi oczami. Usiadłam obok niego. Siedzieliśmy w ciszy, podczas której obserwowałam go. Miał strasznie długie rzęsy i...
-Nie idź - powiedział nagle, otwierając oczy. 
-Co? - zapytałam głupio. Zayn sięgnął po moją dłoń i splótł nasze palce ze sobą.
-Nie spotykaj się z nim.
-Czemu? Dobrze wiesz, że muszę to wszystko wyjaśnić, przeprosić.
-Po co - warknął, a ja westchnęłam.
-Bo tak należy się zachować. 
-Jestem cholernie zazdrosny, Lily - usiadł. - Jesteś moja, nikogo innego - przytuliłam się do niego.
-Tak, jestem - mruknęłam. - Nie masz o co być zazdrosny - dodałam.
-Na pewno?
-Tak, Zayn - spojrzałam mu w oczy. On patrzył w moje, jakby próbował tam coś znaleźć.
-Powiedzmy, że ci ufam - w końcu westchnął, całując mnie w policzek.
          Gdy doszłam do umówionego miejsca zauważyłam go. Siedział na ławce. Na jego widok zrobiło mi się strasznie przykro. Miałam ochotę się spoliczkować, wrócić do domu, zakopać pod kołdrę, płakać i już nigdy stamtąd nie wyjść.
-Hej - moje nogi same tam powędrowały, a usta same się otworzyły. 
-Lily! Hej - wstał i objął mnie. Odwzajemniłam uścisk i odsunęłam się po sekundzie. Chyba go tym uraziłam, wnioskując po jego minie.
-No więc jak tam wyjazd? - zapytałam by przerwać ciszę.
-Dobrze, chyba dostanę tę rolę - uśmiechnął się lekko. - Więc czemu mnie ignorowałaś? - nie odzywałam się. Cały czas stałam przed nim, gapiąc się na to co było na wysokości moich oczu. - No więc? - ponaglał mnie.
-Jestem z Zaynem - powiedziałam cicho i szybko.
-Żartujesz sobie? - zaśmiał się nerwowo. Pokręciłam przecząco głową. - Czyli to co było między nami nic dla ciebie nie znaczy, tak?
-To nie tak - uniosłam głowę by spojrzeć na jego twarz. Wyrażała ból.
-Zabawiłaś się, robiło się poważnie to uciekłaś, tak? 
-Nie, Jamie... - przerwały mi jego usta napierające na moje. Mimo tego że był zły, pocałunek był z rodzaju tych słodkich, delikatnych. Miał miękkie wargi i... Stop. Gdy tylko oprzytomniałam, od razu się odsunęłam.  Wzięłam zamach i go uderzyłam. Miał pięknie odciśniętą dłoń na policzku.
-To nie ma sensu. Przepraszam za kłopot. Spadam stąd - powiedziałam i odwróciłam się.
-Jak ja nie lubię niezdecydowanych, rozpieszczonych małolat - usłyszałam jeszcze jak to mówi. Szybkim krokiem oddaliłam się, a po chwili oczy zaszły mi łzami. Gdy po kilkunastu minutach dotarłam do domu chciałam jedynie ściągnąć buty i pójść do swojego pokoju, jednak zatrzymał mnie Louis i zatargał siłą do salonu, gdzie byli wszyscy. Miałam szczęście, że powstrzymałam łzy w drodze powrotnej.
-Jak było? - zapytał Lou, gdy już usiadłam. Zayn chyba widział, że mam ochotę się rozpłakać, bo patrzył na mnie zmartwiony.
-Chyba niezbyt dobrze to przyjął - mruknęłam.
-Co tam się stało? - zapytał Niall. - Jesteś super nerwowa i nie mów, że zamierzasz płakać.
-Pocałował mnie - powiedziałam cicho, a wszyscy na mnie patrzyli. Kątem oka widziałam, że Zayn zaciska dłonie w pięści.
-A ty co na to? - zapytał wyraźnie zaciekawiony Lou.
-Uderzyłam go.
-Uuu, młoda! Coraz bardziej cię lubię - Harry zaśmiał się perliście.
-Pięknie - Lou również się zaśmiał. 
-Zabiję tego cwela - warknął Zayn, a ja spiorunowałam go spojrzeniem.
-Uspokój się - Styles położył mu rękę na ramieniu. 
-Lepiej się zamknij, to nie twoją dziewczynę całuje pierdolony--
-Nie chcę tego słuchać, idę do siebie - przerwałam mu. Szybko wstałam i zwiałam do pokoju. Od razu zabrałam potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, który w całości przepłakałam. Gdy skończyłam się myć ubrałam się w pidżamę, czyli o wiele na mnie za dużą koszulkę Zayna (sam mi ją dał, kompletnie nic nie zabrałam) i majtki. Umyłam zęby i byłam gotowa. Wróciłam do pokoju, gdzie zastałam rozłożonego na łóżku Zayna.
-Fajna koszulka - rzucił, gdy tylko mnie zobaczył.
-Wiem, dzięki - położyłam się obok niego i przykryłam kołdrą.
-Idziesz już spać? Jeszcze wcześnie.
-Nie, chciałam sobie poleżeć, poczytać.
-Albo miło spędzić ze mną czas - przewróciłam oczami i przytuliłam się do niego. - No to teraz możesz mi opowiedzieć wszystko, co się tam stało.
-Nic się nie stało. Nie gadajmy o tym, proszę - Zayn milczał przez chwilę.
-Eh, no dobrze - w końcu uległ, a ja się uśmiechnęłam. Właściwie to byłam już trochę zmęczona, więc nie zaszkodzi jeśli się całkiem położę i przymknę oczy.
-Oho, nie idziesz spać, tak? - zadrwił.
-Przecież nie śpię - burknęłam. 
-Dobranoc w takim razie - wyczułam nutkę rozbawienia w jego głosie. Musnął ustami moje czoło, a ja zaczęłam odpływać. - Kocham cię - szepnął mi jeszcze do ucha.
           Dźwięk dzwonka telefonu. Co do cholery? Gdy otworzyłam oczy dotarło do mnie, że jest ciemno, że nie ma ze mną Zayna i naprawdę dzwoni mój telefon. Usiadłam i szybko wzięłam go do ręki. Trzecia w nocy. A dzwonił Jamie. Długo wahałam się czy odebrać, ale dlaczego miałby dzwonić w środku nocy? Może coś się stało?
-Halo?
-Prze-przeprasza-m - jak bardzo pijany on był? Bardzo. 
-Jamie... - westchnęłam cicho.
-Ja wiem... zjebał-em, przepra-szam - bełkotał. - Zależy mi na to-bie, to co mówiłem to nie praw-da, Li-ly. 
-Wiem, wiem. Ale pogadamy jak będziesz trzeźwy, okej? Proszę.
-Jest-em trzeźwy! Kurwa... - ściszył głos.
-Dobranoc, Jamie - rozłączyłam się. Odłożyłam telefon i padłam na łóżko. Patrzyłam w sufit, a właściwie miałam otwarty oczy w całkowicie ciemnym pomieszczeniu. Telefon ponownie zaczął dzwonić. Odrzuciłam połączenie i całkowicie wyłączyłam urządzenie. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, wróciłam.
Zagląda tu jeszcze ktoś w ogóle?
Pokładałam wielkie nadzieje w tym opowiadaniu i miałam nadzieję, że będzie to chociaż jedno, które skończę i które będę aktualizować w miarę regularnie. Wyszło jak zawsze. :) Ten rozdział miałam napisany jeszcze przed moją przerwą (nie mam pojęcia czemu go nie wrzuciłam), także lecę przeczytać wcześniejsze rozdziały i zabieram się za pisanie dalej! 
No, dajcie znać jeśli nadal tu jesteście. :)