środa, 26 lipca 2017

epilog

           W momencie, w którym zobaczyłam pozytywny wynik testu ciążowego mój mały świat legł w gruzach. Nawet nie skończyłam szkoły, a miałam zostać matką? Wprawdzie skończę ją przed porodem, ale nie o to chodzi... Zaraz, jakim porodem? Gdzie ja się tak spieszę? Może je usunę? Nie. Nie mogę tego zrobić. Ok, spokojnie. Po pierwsze, jak to się mogło wydarzyć? Widocznie ten raz bez gumek wystarczył, cholera. Po drugie, muszę powiedzieć o tym Zaynowi. Tylko jak ja to zrobię?
Te wszystkie myśli kotłowały się w mojej głowie, co w końcu spowodowało wybuch nerwowego płaczu. Usiadłam na podłodze łazienki, w której się znajdowałam. Oparłam głowę na kolanach i płakałam, wpatrując się w trzy testy leżące przede mną. Przecież ja się nie nadaję na matkę. Jestem skrajnie nieodpowiedzialna, jakim cudem mam odpowiadać za małą, bezbronną istotkę? Co jeśli Zayn mnie zostawi? Nie, on taki nie jest. Nie zrobiłby tego. I myślę, że będę miała oparcie w chłopakach, ale ile mogę na nich polegać? W końcu ich cierpliwość do mnie kiedyś się skończy. Czas dojrzeć. Poradzę sobie z tym. 
-Lily, jesteś tam? - dobiegł mnie głos Zayna z drugiej strony drzwi. 
-Uh, tak - odpowiedziałam, uprzednio odchrząkując.
-Wszystko w porządku? Mogę wejść? - właściwie, czemu nie? Od razu zobaczy testy i nie będę musiała mu tego mówić. Eh, zawsze idę na łatwiznę. Uniosłam się lekko, otworzyłam zamek i wróciłam na miejsce. - Okej... to ten, wchodzę - wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Spojrzał na mnie nieco przestraszony. 
-Czemu płaczesz? Co się stało? - uklęknął przede mną. Wskazałam dłonią na testy, leżące obok. Cisza, która nastąpiła była okropna. - Jesteś w ciąży? - nie kurwa, tak sobie wyszło. Kiwnęłam jedynie głową, mimo że w środku zaczęłam się irytować. Objął mnie, a nowe łzy wypłynęły mi z oczu. 
-Nie płacz kochanie - pocałował mnie w czoło. - Będziemy mieć małego szkraba - uśmiechnął się lekko. - Może nieco zbyt szybko, ale teraz to już nie ma znaczenia.
-Przecież ja sobie nie poradzę - jęknęłam. - Dziecko z dzieckiem, kto to widział?
-Spokojnie, Lils. Damy radę. Razem, tak? - jak on mógł się uśmiechać w tej sytuacji?
-Nie wiem.
-Rozchmurz się. Teraz tak mówisz, ale zobaczysz, oswoisz się z tą myślą i nie będziesz mogła się go doczekać. 
-Dlaczego Ty się tak cieszysz? - burknęłam. 
-A czy to jest powód do smutku? Faktycznie, czas nienajlepszy, ale lepiej teraz niż w ogóle, tak?
-Może i masz rację - westchnęłam, a po chwili ciszy się zaśmiałam. - Louis mnie zabije - stwierdziłam.
-A mi urwie kutasa...
          Cały następny tydzień zbierałam się, by powiedzieć o tym chłopakom. W końcu nastał ten czas, by poważnie z nimi porozmawiać. W międzyczasie ustaliliśmy z Zaynem, że wyprowadzimy się "na swoje", a on także chce odejść z zespołu, by zacząć solową karierę, nad którą podobno myślał od dłuższego czasu.
          Gdy tylko zebraliśmy się w salonie, Zayn zaczął temat.
-Chcielibyśmy Wam coś powiedzieć - odezwał się, obejmując mnie w pasie. 
-Spodziewacie się dziecka? - rzucił Harry. 
-Bingo - puściłam mu oczko.
-Ej kurwa, co? 
-No to co słyszysz.
-Żartujesz sobie? - odezwał się Liam po chwili ciszy.
-Jestem całkowicie poważna.
-O boże, będę wujkiem? - o dziwo Louis się uśmiechał. Kiwnęłam głową. Niezbyt zarejestrowałam kiedy, ale znalazł się przede mną, obejmując. Po chwili reszta dołączyła. Spojrzałam nad ramię Louisa, a na schodach po raz kolejny stała jakaś postać. Tym razem jednak była wyraźnie widoczna... Identyczna jak moja mama. Uśmiechała się. Zamknęłam oczy, by przestać mieć te chore przywidzenia. Wtedy w mojej głowie pojawiły się obrazy, gdy wylewam benzynę na podłogę, gdy odpalam zapałkę, rzucam ją w kałużę, a dom staje w płomieniach. Potem uciekam do parku, gdzie znajduje mnie Niall. W szoku otwieram oczy. Nie, to niemożliwe. Ja tego nie zrobiłam.
-Młoda, wszystko w porządku? - zapytał Harry, gdy już się odsunęli. Kiwnęłam głową.
-Ciekawe czy to będzie chłopak, czy dziewczynka - zaczął Louis. - I jak je nazwiemy? Potrzebujemy czegoś kreatywnego, z nutką finezji...
-Nie zapędzaj się tak - zaśmiał się Zayn. - I jak wiecie, myślałam wcześniej o solowej karierze... To chyba najwyższy czas na to.
-No cóż, kiedyś musiała nadejść ta chwila - westchnął Liam po chwili ciszy.
-Musiała - potwierdził Louis, śmiejąc się.

          Poroniłam. W momencie gdy pogodziłam się z myślą o dziecku. W momencie gdy tak cieszyłam się na jego przyjście.
-O czym myślisz, Lils? 
-Co by było gdyby się urodził - wtuliłam się mocniej w jego ramię.
-Wiem, że to trudne. Może to znak, że jeszcze jest zbyt wcześnie?
-Liam... nie wiem, co mam robić. Wariuję. Zayn zamknął się na mnie. On tak bardzo kochał to dziecko, mimo że miało zaledwie kilka tygodni.
-Znasz go tak samo jak i ja. On musi to przeboleć na swój własny sposób - ah. Na swój własny sposób, tak jest. Gdy to mówił, zawiał zimny wiatr, przez który zadrżałam. - Nie chcesz wrócić do środka?
-Nie chcę. Tam panuje jeszcze gorsza atmosfera, mimo że minął już tydzień - nastała cisza. - Mogę Ci zaufać, Liam?
-Jasne, że tak. Coś się stało?
-Od kiedy się u was znalazłam... Słyszę głosy, widzę rzeczy, których nie ma - przełknęłam ślinę. - Wydaje mi się, że to ja podpaliłam swój dom - spojrzałam na jego twarz. 
-Jak to, wydaje ci się? - starał się, by jego głos nie drżał. Był zdziwiony, ale nie przestraszony, bądź zły. Nie potrafiłam dokładnie odczytać jego twarzy. Cały czas patrzyłam w jego oczy, które również wiele nie zdradzały.
-Nie pamiętam tego dnia - odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy. - Ale w snach widzę, że to ja. Widzę też, że to ja zabiłam moich biologicznych rodziców - zaśmiał się na moje słowa. Zmarszczyłam brwi. - Dlaczego się śmiejesz?
-Wmawiasz to sobie, Lilka. Próbujesz na siłę tłumaczyć rzeczy, o których nie wiesz lub których nie rozumiesz - pogładził mnie po policzku i zbliżył się odrobinę.
-A jak mam to...
-Dobrze się bawisz? - przerwał mi głos Zayna. Liam odsunął się ode mnie i oboje wstaliśmy. Zayn patrzył się na mnie z wściekłością.
-O co ci chodzi?
-Nie ma mnie przez chwilę w pobliżu a ty już zapominasz, że masz chłopaka. Jednak naprawdę jesteś jedynie niedojrzałą gówniarą - warknął. - A ty - przeniósł wzrok na Liama. - Wstydziłbyś się.
-Boże Zayn, przecież to nie tak... - zaczęłam.
-Myślę, że nie powinnaś się odzywać.
-Nie zachowuj się jak totalny kutas - Liam zabrał głos. - Jakbyś nie zauważył, ona przeżywa to samo co ty. Ja jedynie jej wysłuchuję... - kolejne sekundy minęły szybciej, niż powinny. Zayn momentalnie uderzył Liama w nos. Chciał zadać kolejny cios, ale stanęłam przed nim.
-Do reszty już zwariowałeś?! - spojrzałam na Payne'a, który powoli zalewał się krwią. - Boże...
-Nie wtrącaj się - mulat złapał mnie za ramiona i odsunął.
-O tak, lecę na twoją laskę. Pokaż mi, na co cię stać, Zayn - Liam głupkowato się uśmiechał. 
-Zostaw go, do cholery! - próbowałam odciągnąć Zayna. Odepchnął mnie. Upadłam na kafelki. Ostatnio co pamiętam, to to, jak krew ciekła z mojej głowy.

         -Jak się czujesz? - to pierwsze, co słyszę. Słowa wypowiada Liam, siedzący przy moim łóżku. Szpitalnym. On sam ma opatrunek na nosie.
-Gdzie jest Zayn? - Payne westchnął. 
-Pierwszy zapytałem.
-Proszę.
-Powiedział, że nie odważy się spojrzeć ci w oczy. Wyjechał do rodziców.
-Świetnie, naprawdę - zacisnęłam oczy, by się nie rozpłakać.
-Lils - chłopak zrobił chwilę przerwy. - Nie wydaje mi się, że on kiedykolwiek wróci do Londynu - odetchnął. - Nie chciałem ci tego mówić, bo wiem jak bardzo cię to zaboli, ale... on uważa cię za źródło swoich problemów. Powiedział, że nie zniesie już więcej.
-Mówisz poważnie? - otworzyłam szeroko oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-To on jest niedojrzałym gówniarzem. Nigdy nie spodziewałem się, że mógłby się tak zachować.
-Muszę z nim porozmawiać - stwierdziłam. Nie wierzę w to, co mówi Liam. To jest niedorzeczne...
-Nie warto.
-Jak to nie warto - łzy zaczęły płynąć po policzkach. - Tyle razem przeżyliśmy, tyle się nacierpieliśmy w tak krótkim czasie i on po prostu odchodzi?
-Może jeszcze nie wyjechał? Załatwimy zaraz szybki wypis i pojedziemy do domu, dobrze?

          Dojechaliśmy tam tak szybko, jak nigdy. Przeszukałam cały dom, ale nigdzie nikogo nie było. Załamana usiadłam na łóżku w pokoju Liama.
-Wygląda na to, że już wyjechał.
-Prawdopodobnie tak - Liam potwierdził moje słowa i usiadł tuż obok, obejmując mnie. Przypomniała mi się ta scena na balkonie, która zadecydowała o wszystkim. Mimowolnie wzdrygnęłam się.
-Co ja mam teraz zrobić? On jest dla mnie wszystkim - spojrzałam szklistymi oczami na Liama.
-Żyć dalej. Zapomnieć. Nie mogę patrzeć, jak ciągle przez niego płaczesz.
-Jak niby mam to zrobić?
-Mogę ci pokazać - uśmiechnął się. Przysunął się do mnie, patrząc jakby pytał o pozwolenie. Przesunął dłoń na mój policzek. Zamknęłam oczy, by poczuć jego usta na swoich. Był niesamowicie delikatny, gdy ułożył mnie na łóżku. Gdy mnie dotykał. Gdy ściągał moje ubrania. Otworzyłam oczy dopiero, gdy poczułam jego penisa przy wejściu.
-Masz gumki?
-Nie mam - uśmiechnął się przepraszająco. Ucałował mój policzek. - Będzie dobrze, rozluźnij się - zaufałam mu. Nie wiem dlaczego. A on cały czas był tak samo ujmująco delikatny i słodki.

          Po wszystkim poszłam do siebie. Powolny prysznic, wygodne ubrania. Odświeżona udałam się do kuchni, by się czegoś napić. W momencie gdy przekroczyłam próg, zamarłam. Przy stole siedział Zayn i Liam. Momentalne zalała mnie fala wstydu i upokorzenia. Mulat od razu poderwał się z krzesła.
-Tak bardzo cię przepraszam - objął mnie. - Nie wiem co we mnie wstąpiło. Przecież nie jesteś taka. Nigdy byś mnie nie zdradziła - stałam bez ruchu. Czułam kropelki potu na czole, dreszcze, łzy w oczach. Patrzyłam prosto na Liama, który siedział na krześle uśmiechnięty i jakby dumny z siebie. - Hej, co jest? - odsunął się i spojrzał mi w oczy.
-Nie pojechałeś do rodziców? Przypadkiem nie chciałeś mnie już znać?
-Kto ci naopowiadał takich głupot, kochanie? - Liam wstał z krzesła.
-Sorki, chciałem tylko zaliczyć - parsknął śmiechem i wyminął nas, opuszczając pomieszczenie.
-Słucham? O czym on mówi? - Zayn zmarszczył brwi. Wybuchnęłam płaczem. Kucnęłam i złapałam się za głowę. Szlochałam tak mocno, że z trudem łapałam powietrze, dławiłam się własnymi łzami. - Powiedz mi, co się dzieje!
-Zaliczył mnie - jakimś cudem wyrzuciłam to z siebie. Zayn upadł. Wydał z siebie krzyk bólu. Chyba też płakał. Podniósł się i wyszedł. Słyszałam krzyki. Słyszałam spokojny głos Liama. Chyba ktoś złamał coś komuś.
Wiem jedno.
Nie chcę mieć już z nimi nic wspólnego.

          -O czym tak myślisz, kochanie? - obejmuje mnie. Razem patrzymy na naszych synów bawiących się na placu zabaw. Oni tak szybko rosną! Ethan ma już sześć lat, a Mike trzy. Oboje tak samo przypominają ojców. Zawsze, gdy patrzę na starszego widzę Liama. Wygląda jak jego młodsza kopia. Jednocześnie to boli, bo myślę o tych czasach, kiedy tyle wycierpiałam, ale z drugiej strony kocham moje dzieci najbardziej na świecie. Bez nich nie byłoby mnie. Pękam z dumy gdy widzę ich jakiekolwiek sukcesy. Mój narzeczony jest najcudowniejszy na świecie. Pomógł mi wydostać się z tego bagna, w które wpadłam zadając się z chłopcami z One Direction. Nie mam już z nimi kontaktu. Liam nawet nie wie, że ma syna. Niejednokrotnie zastanawiałam się, czy mu powiedzieć. Teraz jednak nie widzę w tym sensu. Jest dobrze tak, jak jest.
Czy żałuję tego, co zdarzyło się w moim życiu?
Absolutnie nie. Wiele się nauczyłam. Od Zayna. Nialla. Louisa. Harry'ego. Nawet Liama. Chłopcy wiele razy próbowali się ze mną skontaktować, jednak nigdy nie dałam im tej możliwości. To zamknięty rozdział mojego życia.
-O niczym, Jamie. Kocham Cię - daję mu buziaka w policzek. W odpowiedzi dostaję najpiękniejszy uśmiech na świecie.
-Ja ciebie też.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Pół tego rozdziału powstało rok temu, kiedy jeszcze regularnie prowadziłam tego bloga.
Ahhh.
Skończyłam.
Nie wierzę.
Koniec jest całkowicie inny, niż sobie go wymyśliłam.
Ogromnie dziękuję za niemal 30.000 wyświetleń i 120 komentarzy. Nigdy nie spodziewałam się takich wyników!

+
Chciałabym wrócić do blogowania.
Jeśli się podobało, zachęcam do zaglądania na moje przyszłe blogi!

Dziękuję, że byliście!
Buziaki!!

piątek, 22 kwietnia 2016

rozdział XXI

-Więc to dzisiaj znowu się z nimi zobaczysz, tak? - Phoebe uśmiechnęła się do mnie ciepło.
-Tak - odwzajemniłam uśmiech.
-I jak się z tym czujesz?
-No... jestem szczęśliwa. Ale to różni się od tego uczucia, gdy ostatnio się z nimi spotkałam, wtedy, miesiąc temu.
-Co masz na myśli? 
-Nie wiem, wszystko z tamtego okresu jest jakby... za mgłą. Rozumiesz, co mam na myśli? - gdy kiwnęła głową kontynuowałam. - Wtedy też byłam niby szczęśliwa, ale nie do końca. Coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Teraz wszystko wydaje się być na odpowiednim miejscu.
-Oh, na dzisiaj to tyle. Ten czas strasznie szybko płynie - westchnęła.
-Faktycznie - mruknęłam. - Do zobaczenia w przyszłym tygodniu. 
-Miłego spotkania z chłopakami - rzuciła na koniec.
-Dzięki! 
Na korytarzu jak zwykle minęłam się ze starszą kobietą, która miała wizytę zaraz po mnie. Po wyjściu udałam się do pobliskiego Starbucksa, tak, jak robię to za każdym razem. Kupiłam to co zawsze i miałam zamiar udać się na autobus, którym dojadę do domu. To stało się swego rodzaju rutyną. Szłam w stronę przystanku, gdy nagle dosłownie wmurowało mnie w ziemię. Patrzyłam na chłopaka stojącego po drugiej stronie ulicy. On również spojrzał na mnie. Gdy zauważyłam przód jego twarzy, byłam pewna że to on. Otrząsnęłam się i ruszyłam przed siebie nieco szybszym krokiem. Może mnie nie rozpoznał? Mam nadzieję.
-Lily!
Cholera. Nie odwracaj się. Nie odwracaj. Idź dalej. Wdech i wydech. Wtedy poczułam szarpnięcie za ramię.
-Stój, przecież widzę że to Ty. Nie udawaj, że się nie znamy - uśmiechnął się szelmowsko. Dokładnie tak samo, jak kiedyś.
-Hejka, Aaron - rzuciłam.
-Dawno się nie widzieliśmy, co? - puścił moje ramię. - Jak Ci życie mija?
-Całkiem dobrze. Przepraszam, ale spieszę się, rozumiesz. Na mnie już pora, cześć - wybełkotałam i odwróciłam się z zamiarem odejścia. Jednak on znowu mnie zatrzymał.
-Nie kłam. Porozmawiajmy, przecież nic Ci nie zrobię - wzruszył ramionami. - Zmieniłem się. Żałuję tego, jaki byłem w sierocińcu. Przepraszam za to wszystko. 
-Ok, rozumiem, ale ja naprawdę się spieszę - rozmowa z nim to jedna z ostatnich rzeczy, na jakie mam teraz ochotę. Jego dłoń nadal była na moim ramieniu, wokół którego coraz boleśniej się zaciskała. Wyszarpnęłam się z uścisku. 
-Nie kłam, do cholery! - spojrzał na mnie wściekły. No tak, on się naprawdę szybko denerwował.
-Nie kłamię. Kiedy indziej pogadamy, hej - tym razem już mnie nie zatrzymywał, jednak słyszałam jego kroki za sobą. Na przystanku stał w nieznacznej odległości, nie odzywając się. Jego twarz była pogrążona w gniewie. Gdy wsiadłam do autobusu odetchnęłam z ulgą. Ten chłopak przez kilka lat tkwił ze mną w sierocińcu. Był moją pierwszą miłością - ja mała, smutna dziewczynka, a on prawie że dorosły mężczyzna. Imponował mi pod każdym względem, był moim autorytetem. Dużo go obserwowałam, jego zachowanie, gesty, wszystko. Ten specyficzny uśmiech do teraz został w mojej pamięci... W końcu zauważył, że coś jest na rzeczy. Wtedy wyśmiał mnie, był dla mnie złośliwy na każdym kroku, robił mi głupie żarty. Czułam się przez to okropnie i wtedy też zaczęłam się ciąć - właśnie przez niego. Nie chciałabym mieć z tym człowiekiem jakiegokolwiek kontaktu. 
          Nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam na przystanek w okolicy domu. Stamtąd jedynie dziesięć minut i byłam na miejscu. Dom był jak zwykle pusty i cichy, jednak już za chwilę miało się to zmienić. Ledwo zdążyłam usiąść, gdy usłyszałam dźwięk przekręcanych kluczy w zamku. 
-Lilcia! - rozległ się krzyk. W kilku szybkich krokach znalazłam się w korytarzu, a potem ramionach chłopaków. 
-Eh, ale się za Tobą stęskniłem!
-Ja też Louis, ja też - uśmiech nie schodził z mojej twarzy. 
-Jest coś do jedzenia? - zapytał Niall, na co wszyscy się zaśmiali.
-Przepraszam za moje zachowanie w Paryżu - odezwał się Liam, gdy zostaliśmy na chwilę sami w salonie. 
-Nic się nie stało.
-Nie udawaj - unikał kontaktu wzrokowego. - Na pewno Cię to dotknęło... Nie myślałem, gdy to mówiłem - w końcu spojrzał mi w oczy.
-Li, naprawdę nic się nie stało.
-Ale...
-Hej, o czym gadacie? - zapytał Zayn, siadając obok mnie. Objął mnie ramieniem. 
-Nic ważnego - rzuciłam. Liam skinął głową i wyszedł.
-Zrobiłem coś nie tak? Przerwałem Wam? Może ja pójdę po niego i Was zostawię czy coś? - Zayn zabawnie marszczył brwi podczas tej wypowiedzi. 
-Nic się nie stało - posłałam mu półuśmiech. 
-No... dobrze. I jak było dzisiaj z psychologiem?
-Jak zawsze, w porządku.
-Strasznie za Tobą tęskniłem - zamruczał, obejmując mnie.
-Zaynee, mówiłeś mi to już dzisiaj siedem razy.
-No to powiem jeszcze raz - przejechał dłonią po moim udzie. - Tęskniłem.
-Dzieciak - burknęłam, wydymając dolną wargę. Chwycił ją między zęby i pociągnął.
-Kto tu jest młodszy, co?
-Wiek to tylko liczba, o niczym nie świadczy.
-Zapamiętam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeden z ostatnich. :D

środa, 30 marca 2016

rozdział XX

Krótki dzisiaj, przepraszam.
         Jamie nie kłamał. Faktycznie dwa dni później siedzieliśmy w samolocie do Francji. Myślałam, że zwymiotuję wnętrzności od momentu kiedy się dowiedziałam, aż do końca. Lot był okropny - mój pierwszy w życiu - nie mogłam wytrzymać ze stresu związanego i z lotem, i ze spotkaniem. Dotarliśmy na miejsce, gdzie mieli koncert. Razem z Jamiem czekaliśmy na nich za sceną. Boże, czułam się okropnie. Jakbym miała zaraz zemdleć. Moje kolana były jak z waty i ledwo mogłam stać prosto. Tylko kilka minut dzieliło mnie od nich.
-Hej, spokojnie. Cała się trzęsiesz - Jamie, który stał za mną złapał mnie za ramiona.
-Nie wytrzymam tego nerwowo - jak zwykle skubałam skórki przy paznokciach. Przy jednym powoli spływała krew.
-Nie rób sobie krzywdy, idiotko - warknął, rozdzielając moje dłonie od siebie.
-Zwymiotuję zaraz, serio - i wtedy stało się. Weszli do pomieszczenia.
-Hej chłopaki, patrzcie kogo Wam przywiozłem! - zawołał wesoło Jamie. Widziałam ich zszokowane twarze, a potem wszystko działo się dosyć szybko. Zamknęli mnie w ogromnym uścisku.
-Zostawiam Wam tę sierotkę i idę zająć się pięknymi Francuzkami! - rzucił jeszcze i zmył się.
-Co Ty tu robisz? - zapytał Niall, gdy w końcu mnie puścili.
-Nie mam pojęcia - powiedziałam cicho. Głos mi drżał, a łzy zbierały się w kącikach oczu. Louis złapał mnie za policzki.
-Jakaś Ty blada... I oczy jakieś takie przygaszone, włosy w słabej kondycji - wyliczał. - I chyba jeszcze chudsza niż byłaś.
-Dzięki za miłe słowa - mruknęłam. Lou otarł mi łzę, która zdążyła wypłynąć.
-Ledwo się na nogach trzymasz... Chodź - pociągnął mnie za rękę i posadził na sofie. Zayn usiadł obok i chwycił mnie za rękę.
-Nie patrzcie tak na mnie - powiedziałam. Niestety, głos nadal mi drżał. O dziwo, coraz bardziej. Byłam bliska wybuchnięcia płaczem.
-Gemma mówiła nam o wszystkim - powiedział ostrożnie Liam. - Nie spodziewaliśmy się, że tak to wyjdzie. 
-Przepraszam.
-Nie przepraszaj - pokręcił głową. - Nie obraź się, ale nie sądziłem, że będziesz na tyle słaba, żeby nie dać sobie rady.
-Zejdź z niej, Liam - przerwał mu Harry.
-Nie ale serio, co to jest za problem być samą przez jakiś czas?
-Liam - Niall warknął ostrzegawczo.
-Gdy całe dotychczasowe życie jesteś sam, potem nagle masz kogoś, kto daje Ci wszystko, czego Ci brakowało, gdy nagle masz dla kogo żyć, uzależniasz się i nie radzisz sobie samemu - przełknęłam ślinę. Poczułam oplatające się wokół mnie ramiona Zayna. 
-Nigdy tego nie zrozumiem. Kobiety są jakieś inne - wzruszył ramionami i odszedł w nieznanym mi kierunku.
-Wybacz mu, niedawno zerwała z nim dziewczyna i nie jest w najlepszym humorze - Louis zaczął tłumaczyć przyjaciela. Skinęłam głową. 
-Dobrze jest Cię znowu widzieć - Harry uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam gest. Przymknęłam oczy byle się tylko nie rozpłakać. Oh no błagam, nie bądź pizdą.
-No to co, zwijamy się do hotelu? 
          Ich apartament był... ogromny i piękny. Ale czego można się było po nich spodziewać? Chłopacy szybko rozeszli się tłumacząc, że są zmęczeni po koncercie i zostawili nas z Zaynem samych. Leżeliśmy na łóżku w jego pokoju, wtuleni w siebie.
-Bardzo za Tobą tęskniłem - powiedział.
-Ja też - mruknęłam. - Nawet nie wiesz jak bardzo... 
-Nadal nie mogę uwierzyć, że tu jesteś - zaśmiał się. 
-Dziwnie się czuję - powiedziałam po chwili ciszy. - Jak ktoś zupełnie bezwartościowy - Zayn westchnął.
-Nie denerwuj się, ale wydaje mi się, że może powinnaś skorzystać z pomocy psychologa - powiedział ostrożnie. - Tylko się nie denerwuj, proszę.
-Chyba masz rację. Nie radzę sobie ze sobą - przyznałam. Malik posłał mi delikatny uśmiech. 
-Zajmiemy się tym jak tylko wrócimy do Londynu, okej? 
-Mhm - sięgnęłam do jego ust i złączyłam je z moimi. Zayn zamruczał, przez co zachciało mi się śmiać. W jego ciepłych ramionach czułam się bezpiecznie.
-Kocham Cię - powiedziałam szybko gdy odsunęliśmy się od siebie na chwilę. Miał zaskoczony wyraz twarzy, przez co zaczęłam się stresować. Po co ja to mówiłam? Po chwili jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. 
-Dziękuję. Ja Ciebie też kocham.
-Za co mi dziękujesz?
-Za to, że obdarzyłaś mnie tym uczuciem.
          Obudziłam się. Na dworze było jeszcze ciemno, więc mogłam się jedynie domyślać, że było na pewno przed szóstą. Było mi gorąco przez kołdrę i wciskające mnie w materac ramię Zayna. A może przez to, że przypomniałam sobie, co robiliśmy kilka godzin temu? Na samo wspomnienie przeszedł mnie dreszcz. A tak się zapierał, że nie zrobimy tego przed moją dorosłością... Gdy w końcu wyplątałam się i stanęłam na podłodze zaczęłam poszukiwania czegoś, co mogłabym ubrać. Po chwili wyglądałam względnie normalnie, co pozwoliło mi udać się do kuchni. Wypiłam szklankę wody i wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i okryłam nogi kołdrą. Uśmiechnęłam się widząc kontury twarzy mojego chłopaka. Odgarnęłam niesforne kosmyki włosów z jego czoła. Byłam okropnie zadowolona z "przejścia na kolejny poziom" naszej relacji. Dzięki temu zbliżeniu poczułam, że jesteśmy ze sobą blisko. Że to jest osoba, której mogę ufać, na której mogę polegać i której na mnie zależy. Nie mam pojęcia, co bym bez niego zrobiła. Moje życie ostatnio jest zbyt bajkowe, nie powinnam się tak cieszyć - w końcu całe moje szczęście może runąć zaledwie w chwilę - jak domek z kart.
            Niestety, nie mogłam zostać z chłopakami do końca. Trzy dni później wraz z Jamiem wróciłam do Londynu. Teraz czułam, że dam radę wytrzymać do ich powrotu. To spotkanie naładowało mnie energią.
          W Paryżu spędziłam wiele naprawdę cudownych chwil. Zwiedziliśmy kilka miejsc, widziałam ich koncert (próbowałam nawet piszczeć i krzyczeć razem z ich fankami, moje gardło nie zniosło tego zbyt dobrze), oprócz tego to tutaj był mój pierwszy i drugi raz z Zaynem. To miasto już zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć.
          Dziwnie było wrócić do szkoły po tak długiej nieobecności, spowodowanej moim dosłownym usychaniem z tęsknoty. Dopiero gdy spotkałam się tam z Loganem, zrozumiałam, jak jego również mi brakowało. Przeprosiłam go za to, jak beznadziejnie go potraktowałam, a on tylko śmiał się, gratulując mi powrotu do żywych. Kochany przyjaciel.
Przestałam też bawić się w buntowniczkę i całkowicie zrezygnowałam z alkoholu i innych używek.
          Gemma, siostra Harry'ego załatwiła mi spotkania z psychologiem. To młoda dziewczyna, nie tak wiele starsza ode mnie, jednak wiele mi uświadomiła. Z każdą wizytą czułam się... mądrzejsza, dojrzalsza. Zdałam sobie sprawę jak wiele rzeczy może zastąpić cięcie się. Teraz "pracujemy" nad moimi "zaburzeniami odżywiania". Nie mam pojęcia o co im wszystkich chodzi, pod tym względem przecież wszystko jest ze mną w porządku... Z tą dziewczyną, Phoebe, dużo rozmawiamy o mojej przeszłości. Chyba jestem w stanie pogodzić się z tym co było i zacząć żyć myśląc o jutrze, nie o wczoraj. Ogółem, czuję się lepiej. Jeszcze tylko powrót chłopców i wszystko będzie idealnie. Oby.

piątek, 19 lutego 2016

rozdział XIX

          Wstałam w wyjątkowo dobrym humorze. W końcu leżał obok i obejmował mnie najlepszy facet na świecie.
-Dzień dobry kochanie. Jak się spało? - zapytał. Jego głos rano... perfekcyjny. 
-W porządku - miałam lekką chrypę, więc odchrząknęłam. 
-Chodź, wstajemy. Musisz zjeść śniadanie.
-Uh, pięć minut.
-Trzy i ani chwili dłużej. 
          Jakieś pół godziny później w końcu zeszliśmy na dół. Gdy skończyłam jeść, dołączył do nas Harry.
-O Lily, słyszałem wczoraj, że fajnie się bawiliście - już wiedziałam, że za kilka sekund będę cała czerwoniutka.
-Nie wiem o czym mówisz - odpowiedziałam.
- O tym "oh Zayn" - próbował naśladować mój głos. Załamana opuściłam twarz na blat stołu.
-To nie ja, tylko... Liam, tak! - uniosłam głowę. 
-No rzeczywiście, on ma bardzo piskliwy głos - zaśmiał się Harry. - Tylko co on robił z Zaynem?
-O no właśnie, tłumacz się - przeniosłam wzrok na Malika.
-Oj przestań Lils - objął mnie w pasie. Prychnęłam. 
-Tylko się zabezpieczajcie, nie chcemy tu na razie dzieci - Harry puścił mi oczko.
-Harry! - wstałam i podeszłam do niego, ale ta małpa zaczęła uciekać. A przede mną się nie ucieka, więc go goniłam. Przez jakieś piętnaście minut, po których byłam wyczerpana. 
-Dobra, poddaje się - zatrzymał się i uniósł ręce do góry. 
-Prawidłowo - oznajmiłam.
-Ale czemu nic mi nie zrobisz?
-A czemu bym miała? Wystarczyło mi, że uciekałeś.
-Boże Lily, jaka Ty jesteś wredna! 
-Przepraszam, kwiatuszku.
          Następne dni mijały szybko. Po szkole starałam się jak najwięcej czasu spędzać z chłopakami, aż w końcu przyszedł piątek. Dzień w którym mieli wyjechać. Gdy wróciłam ze szkoły miałam jedynie kilka godzin z nimi.
-Moja siostra ostatnio przeprowadziła się niedaleko stąd, udało mi się załatwić żeby wpadała tu co kilka dni, wiesz sprawdzić czy jeszcze żyjesz i inne takie - rzucił Harry. - Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza?
-Nie, jasne że nie - powiedziałam. Coraz bardziej wątpię w to, że przeżyję tu bez nich.
-Ej, nie smuć się lala - posłałam Louisowi zdenerwowane spojrzenie. Jak on może mówić żebym się nie smuciła? - Raz, dwa i jesteśmy w domu. 
-Pamiętasz wszystko o co Cię prosiłem? - szepnął mi do ucha Zayn. Prosił o to, żebym się nie cięła, jadła "odpowiednie ilości" jedzenia, nie piła alkoholu, nie ćpała i nie paliła, uważała na Jamiego i nie nawiązywała zbyt bliskich relacji z innymi mężczyznami, wysypiała się, dbała o siebie, nie zamartwiała się zbytnio... To chyba tyle.
-Chyba tak - odszepnęłam i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi. Pogłaskał mnie po włosach i westchnął.
-Na nas już chyba pora - Liam wypowiedział słowa, których tak bardzo nie chciałam usłyszeć. Dalej wszystko potoczyło się szybko. Przytulanie ich, płacz, trzaśnięcie drzwiami. Przez następną godzinę siedziałam w salonie, patrząc się przed siebie. Bez nich było tu tak pusto, cicho. Potem umyłam się, przebrałam i poszłam do pokoju Zayna. Wtuliłam się w jego pościel, która tak przyjemnie pachniała właścicielem. Od razu się rozpłakałam. Nie ma go niecałe dwie godziny, a ja już ledwo sobie radzę. Idealnie.
          Z następnego dnia niewiele pamiętam. Popołudniu spotkałam się z Loganem, który, jak na dobrego przyjaciela przystało, topił ze mną smutku w alkoholu. Rozmawiałam też z chłopakami, na szczęście gdy byłam jeszcze trzeźwa. Noc spędziłam u Lermana. 
          W niedzielę siedziałam w domu, gdzie wizytę złożyła mi Gemma, siostra Harry'ego. To okropnie miła dziewczyna i myślę, że ją polubiłam. Pocieszała mnie i szczerze mówiąc trochę podniosło mnie to na duchu. Wieczorem, gdy już leżałam w łóżku (oczywiśnie nie swoim) zadzwonił Zayn. Mówił, jak bardzo za mną tęskni, przez co znowu było mi okropnie źle. Znalazłam w jego szafie pełną paczkę papierosów, którą spaliłam dla odstresowania.
          Poniedziałek. Wstałam nieco później niż zwykle z jednego, ważnego powodu. Wycieczka! Poranna toaleta, śniadanie, wczoraj spakowany plecak i w drogę. Pod szkołą od razu znalazłam Logana. 
-Gotowa na pięć dni z Twoim ulubionym przyjacielem? - zapytał, zabawnie poruszając brwiami.
-Oczywiście, że tak - następne kilka spędziliśmy w drodze. Gdy dotarliśmy na miejsce kupiliśmy kilka potrzebnych rzeczy na wieczór (alkohol, alkohol, no, może jeszcze alkohol) i udaliśmy się do szkoły, w której spędzimy te pięć dni. Trafiłam do sali razem z Loganem i kilka osobami z "paczki" którą poznałam na początku mojej przygody w tamtej szkole. Rozmawiałam z chłopakami, którzy życzyli mi udanej wycieczki, a potem z samym Zaynem, który ostrzegał przed piciem alkoholu. Dobrze, tato.
          Cała wycieczka minęła bardzo szybko. Właściwie nie ma co opisywać, głównie się upijaliśmy. Dodatkowo, bardzo zbliżyliśmy się do siebie z Loganem. W piątek byłam już w domu, tego samego dnia odwiedziła mnie Gemma. Wypytywała o wyjazd, ale wątpię, że uwierzyła w moje kłamstwa. W sobotę spotkałam się z Jamiem, ale nasze wyjście zakończyło się niewiarygodnie szybko. Po prostu kompletnie nie miałam humoru, zbytnio tęskniłam za Zaynem. Drugą połowę soboty i całą niedzielę spędziłam w łóżku, a mój chłopak nie miał za wiele czasu, by ze mną rozmawiać. Minął dopiero tydzień od ich wyjazdu, nie wiem, jak to dalej przeżyję.
          W poniedziałek jakoś znalazłam w sobie siłę, by pójść do szkoły. Logan nie opuszczał mnie na krok, próbował mnie pocieszać, ale ja powoli zamieniałam się we wrak człowieka. Dopiero wieczorna rozmowa z Zaynem dała mi trochę siły, której wystarczyło tylko na umycie się. Wtorek, środa, czwartek i piątek minęły podobnie. Wszystkie czynności zaczęłam wykonywać jak robot. Nigdy nie spodziewałam się, że tęsknota może wyczyniać takie rzeczy z człowiekiem... W sobotę przyszła Gemma. Próbowała wyciągnąć mnie z łóżka, a ja wypłakałam się na jej ramieniu, jak bardzo mi ich brakuje. Podsłuchałam też jej rozmowę z Harrym, jak mówi mu, że źle to wszystko znoszę. Jak to źle? Myślę, że idzie mi całkiem nieźle - przecież jeszcze żyję. 
          Całe kolejne dwa tygodnie minęły dokładnie tak samo. Dopiero następny przyniósł jakieś zmiany - w poniedziałek nie poszłam do szkoły. Nie byłam w stanie się podnieść. Przyszedł do mnie Logan, próbował zmusić mnie do wstania, na próżno. Na zmianę płakałam i leżałam w łóżku. Czułam się okropnie, tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić. 
          We wtorek przyszedł Jamie. Po prostu siedział i patrzył na mnie.
-Możesz sobie pójść? Nie zniosę dłużej tego wzroku - rzuciłam, nie otwierając oczu. 
-Koniec z tym, Lily. Zobacz do czego Cię to doprowadziło. Nie przesadzasz trochę? To tylko chłopak - narzekał. 
-Aktualnie to on jest moim życiem - warknęłam.
-Ile Ty masz lat? Wielka miłość, całe Twoje życie uzależnione od jednej osoby?
-Nienawidzę tego i wiele bym dała żeby to zmienić - otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Normalnie bym się rozpłakała, ale nie miałam już na to siły. Z resztą, na nic nie miałam. Chciałam tylko zasnąć i obudzić się za miesiąc.
-Dosyć tego, jedziemy do nich.
-Co? 
-Zostawili Cię ze względu na to, żebyś mogła chodzić do szkoły. I tak tego nie robisz, więc gdzie problem?
-Co? Ale Ty tak serio?
-Ten jeden raz w życiu mogę zrobić dla Ciebie coś miłego - westchnął. - Postaram się coś szybko załatwić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Także no. Zostawcie komentarz, może dostanę motywacji żeby w końcu napisać coś dobrego. XD

piątek, 5 lutego 2016

rozdział XVIII

18+!!! (chyba)
         Gdy wróciłam do domu, pierwsze (i jedyne) co zrobiłam, to rzuciłam się na kanapę. Po prostu leżałam na niej, z zamkniętymi oczami, rozmyślając między innymi dlaczego nie jest ona zajmowana przez pewnych idiotów. Gdzie oni mogą być o osiemnastej w piątek?Do tego cholernie bolał mnie brzuch... Uroki bycia kobietą. Ale nie ważne, ważniejszy temat to to, jak powiem Zaynowi o tym, że widziałam się z Jamiem. Powinnam być z nim szczera i to powiedzieć, ale trochę boję się jego reakcji. Zdążyłam zauważyć, że nie przyjmuje dobrze jakichkolwiek informacji o nim. 
-Wróciliśmy! - po domu rozniósł się krzyk. Oho, małpeczki znowu w swoim małym zoo. Byłam zbyt leniwa, żeby chociaż otworzyć oczy, dopóki nie poczułam ciężaru na nogach. Co do cholery?
-Ja pierdole, Harry grubasie, złaź ze mnie - jęknęłam. 
-Nie przeklinaj to po pierwsze. I sama jesteś grubaską, grubasko! 
-O nie, ja się nie dam tak traktować, tłuściochu - zrzuciłam go ze swoich nóg,  przez co wylądował na podłodze. 
-Świnia! - krzyknął.
-Hej kochanie - Zayn uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam gest. Louis usiadł obok mnie.
-Jak tam w szkole? - zapytał.
-Całkiem dobrze. Idę do siebie, średnio się czuję - uśmiechnęłam się przepraszająco.
-Co Ci jest? - dobiegł mnie zmartwiony głos Zayna.
-Nic takiego.
-Boli Cię coś, przeziębiłaś się? A może...
-Damskie sprawy - przerwałam mu zanim się rozkręcił. 
-Awww, to takie młode dziewczynki już mają okres? - zakpił Harry.
-Najwyraźniej - wytknęłam mu język i poszłam do siebie.
          Dlaczego zawsze dzień lub dwa przed okresem muszę umierać? To jest tak bardzo nie fair, czemu niektóre dziewczyny nic takiego nie czują? Też tak chcę... Obiecałam sobie nie truć się już tabletkami przeciwbólowymi, jednak nie miałam wyjścia. Po kilku godzinach zwijania się z bólu zeszłam po te nieszczęsne prochy. 
-Dobrze się czujesz? Blado wyglądasz - oczywiście, że w kuchni musiałam spotkać Nialla. Gdzie indziej mógłby być? Do tego jadł kanapkę, na widok której jakoś słabiej mi się zrobiło. 
-Czuję się bardzo chujowo. Umieram z bólu - posłałam mu krzywy uśmiech i otworzyłam pudełeczko z tabletkami. Wysypałam od razu pięć.
-Nie za dużo? - usłyszałam nad uchem. Krzyknęłam przerażona i odwróciłam się by zobaczyć Zayna.
-Dobrze się bawisz? Ja pierdole, czy Ty zawsze musisz pojawiać się znikąd i mnie straszyć? Takie zabawne? Lepiej Ci? Sprawia Ci to jakąś przyjemność? - doszedł do mnie chichot Nialla. Skurczybyk. 
-Hej, spokojnie - wzięłam głęboki oddech.
-Nie, nie za dużo. Mniej nie zadziała - odpowiedziałam chłodno na zadane wcześniej pytanie. Połknęłam tabletki i zrobiłam krok w stronę wyjścia z kuchni, jednak Zayn złapał mnie za rękę.
-Nie złość się.
-Przecież nie złoszczę - mruknęłam. Zabrałam rękę z jego uścisku i wróciłam do pokoju, cały czas czując za sobą obecność mojego chłopaka. Zdjęłam dresy i położyłam się do łóżka w samej bluzie i majtkach. Zignorowałam to, że Zayn położył się obok. 
-Spotkałam się z Jamiem - wypaliłam po chwili ciszy. Nawet na niego nie spojrzałam.
-Co? Żartujesz sobie?
-Nie, mówię poważnie - zamknęłam oczy. Jego ton głosu... Jest na mnie zły. I to bardzo. 
-Dlaczego?
-Przyjechał do mnie do szkoły, byłam ciekawa co ma do powiedzenia. Przeprosił mnie i tyle - poczułam się trochę pewniej. Przecież nie zrobiłam nic złego, prawda?
-I wybaczyłaś mu? - otworzyłam oczy i obróciłam głowę w jego stronę.
-Jasne, czemu nie? 
-Nie podoba mi się to.
-Ok - oboje zamilkliśmy. Zayn westchnął i mnie przytulił.
-Dobrze, niech Ci będzie - posłałam mu uśmiech, który odwzajemnił. - Lepiej Ci już?
-Trochę tak - obróciłam się na bok, w jego stronę. Malik pocałował mnie, a ja to odwzajemniłam. Przysunął mnie bliżej. W krótkim czasie zrobiło mi się gorąco. Boże, jak on mnie działa... Moje zachłanne ręce jak zwykle znalazły się na jego umięśnionej klatce piersiowej. 
-Masz zimne dłonie - mruknął, gdy odsunęliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza. 
-Przepraszam - zaśmiałam się cicho pod nosem. Jego dłoń przesuwała się po moim udzie, a on cały czas patrzył mi w oczy. - Za to Twoje są bardzo ciepłe.
Zayn nagle podniósł się. Odsunął kołdrę i usiadł pomiędzy moimi nogami, rozsuwając je na boki. Miał poważną minę, więc posłałam mu zdziwione spojrzenie. Podciągnął moją ogromną bluzę do góry, odsłaniając przy tym uda i kawałek brzucha. Jakoś tak podnosiło mnie na duchu to, że miałam na sobie ładną bieliznę.
-Jak mogłem wcześniej nie zauważyć?
-O czym Ty mówisz? - podparłam się na rękach, przez co znalazłam się w pozycji pół-siedzącej. Przejechał dłońmi po bliznach na nogach. Oh, o to mu chodzi... Pokrywały prawie całe uda, biodra, dół brzucha.  Pochylił się i zbliżył usta do skóry. Zaczął składać tam delikatne pocałunki. Najpierw na jednej nodze, potem drugiej. Czułam, że się rumienię. 
-Zayn... - szepnęłam. Teraz przeniósł się na biodra i brzuch. Zatrzymał się na chwilę przy wystającej kości miednicy. Zaraz, zaraz... Czy on właśnie zrobił mi malinkę? Odsunął się i spojrzał mi w oczy. Cholera, czy ja nadal staje się coraz bardziej czerwona?
-Masz śliczne ciało. Dlaczego je krzywdzisz? - zapytał.
-Nie jest śliczne - mruknęłam, odwracając wzrok na drzwi do pokoju. 
-Idealne - spojrzałam na niego kątem oka. Pochylił się nade mną i pocałował. Złapałam za rąbek koszulki, jakbym chciała ją z niego ściągnąć. Znaczy, chciałam. Odsunęłam się.
-Mogę? - zapytałam, znając jego podejście do sytuacji, w których robi się "zbyt gorąco". Zayn westchnął, ale w końcu kiwnął głową. Uśmiechnęłam się i ściągnęłam koszulkę. Oh, dużo lepiej. Lubię patrzeć na te mięśnie. Niestety, nie mogłam nimi zbyt długo nacieszyć oczu, ponieważ ktoś znowu mnie pocałował. Ale nadal mogłam ich dotknąć. O dziwo, tym razem nie pozostawał mi dłużny i dość szybko pozbył się mojej bluzy. Teraz byłam przed nim w samej bieliźnie. Mimo wszystko, trochę krępowało mnie to, jak się przygląda. Przeniósł się z ust na dekolt, zostawiając tam mokre ślady. Jego dłoń sunęła w dół, aż złapała mnie za biodro. Uniósł głowę i westchnął.
-Nie wiem, Lily.
-Czego nie wiesz? - zdziwiłam się. 
-Czy powinniśmy... Źle się z tym czuję. Że zrobię Ci krzywdę - cały czas patrzył mi w oczy. Był trochę spięty. - Jesteś w wieku jednej z moich sióstr. Gdy tylko pomyślę, że ona mogłaby... - potrząsnął głową, jakby odganiając od siebie te myśli. Przełknęłam ślinę.
-Czyli nie chcesz.
-Nie o to chodzi, Lils. 
-To o co?
-No... boję się.
-Czyli jednak nie chcesz. Okej.
-Kurwa, to nie tak.
-Nie wiem, nie podniecam Cię? - Zayn prychnął i wskazał dłonią na wybrzuszenie w swoich dresach. - Okej, nie ważne - chłopak uśmiechnął się czarująco i położył obok. Przykrył nas kołdrą.
-Innym razem.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale - przerwał mi.
-Zaynee... proszę - jęknęłam.
-Kurwa - odetchnął. - Nie kuś mnie.
-Proszę - powtórzyłam. Mężczyzna pocałował mnie po raz kolejny tego wieczoru. Odpiął stanik i ściągnął go ze mnie. Zacisnął  dłoń na jednej piersi, bawiąc się nią. Potem przesunął dłoń na dół. Zataczał palcami kółeczka na materiale majtek. Zamruczałam, a on uśmiechnął się, cały czas mnie całując. Po chwili robił to samo, tylko już bez zbędnego materiału. Odsunął swoją twarz od mojej, a niedługo potem wsunął we mnie jeden palec, po czym zaczął nim poruszać. Przymknęłam oczy, zacisnęłam dłoń na kołdrze, a z moich ust wydobył się cichy jęk. Czułam na sobie jego wzrok. Kolejny raz zgiął i wyprostował palec.
-Ślicznie wyglądasz w takim stanie.
-Zayn - jęknęłam, próbując być najciszej jak tylko mogłam.
-Taka mokra - szepnął. - Tylko dla mnie.
-Uhm - mruknęłam. Wyjął palec ze środka i zaczął pieścić łechtaczkę. Ciche jęki, które się ze mnie wydobywały były naprawdę zawstydzające, mimo że starałam się je tłumić. 
-Lily... chcę Cię usłyszeć - szepnął. Spojrzałam w jego oczy, w których widać było jedynie pożądanie. Mój oddech stał się ciężki i drżący, zwłaszcza gdy znowu poczułam go w sobie. Zacisnęłam mocno oczy, plecy mimowolnie wygięły się w lekki łuk. Łza wypłynęła mi z oka. Koniec.
-Zayn... - otworzyłam oczy i spojrzałam na jego przystojną twarz. 
-Tyle na razie Ci wystarczy - uśmiechnął się łobuzersko. - Zaraz wracam, teraz muszę zadowolić siebie.
-Uhm, ja mogę...
-Nie - przerwał mi.
-Czemu?
-Bo nie. Zaraz przyjdę - pocałował mnie w czoło i wyszedł. Nagle poczułam się wyjątkowo zmęczona. Założyłam bluzę, przykryłam się i zamknęłam oczy. A moja twarz nadal była cholernie gorąca... Nienawidzę się rumienić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Długo zwlekałam z dodaniem, bo jakoś tak wstyd mi za tę scenę na końcu - jest beznadziejna i nie podoba mi się.
Szczerze mówiąc nie mam po prostu siły czytać tego jeszcze raz i zmieniać...
Zabijcie mnie.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Przy okazji: ostatnio spojrzałam na liczbę odwiedzin i aż mnie zatkało. 13 tysięcy! Moją reakcją było jedynie "ja pierdole". I do tego 85 komentarzy... Aaaa, to mój największy blogowy sukces do tej pory i jestem tak cholernie szczęśliwa... 
Dziękuję, kocham Was. <3