wtorek, 6 października 2015

rozdział XIV


          Gdy zobaczyłam, jak wiele wiadomości wysłał mi Jamie, których na dodatek nawet nie przeczytałam, zrobiło mi się słabo. Miałam ochotę się rozpłakać. Czemu ja go w ogóle ignorowałam? Jak można zrobić coś tak beznadziejnego? Po co to w ogóle było? Położyłam się na łóżku i zadzwoniłam do niego. Chwila, co ja mu powiem?
-Lily? - nie ma już odwrotu. A przez jego głos miałam tylko jeszcze większe wyrzuty sumienia. - Halo? Jesteś tam?
-Tak... Hej, Jamie - na dodatek drżał mi głos. No pięknie.
-O boże, myślałem że coś ci się stało. Nie odpisywałaś, nie odbierałaś, a chłopaki nic nie chcieli mi powiedzieć.
-Zaraz, rozmawiałeś z nimi?
-Tak. Ale to nie jest teraz ważne, dlaczego nie było z tobą kontaktu? - dlaczego oni nie raczyli mi o tym powiedzieć?
-Uh, tak wyszło...
-Tak wyszło?! 
-Przepraszam, kilka spraw się skomplikowało. Musiałam wiele przemyśleć, słabo sobie z tym radziłam.
-Sorry, praca wzywa. Pogadamy jak wrócę, na spokojnie, twarzą w twarz, okej?
-Jasne - świetnie, czyli mam cztery dni stresowania się. Rzuciłam telefon na drugą stronę łóżka.
-Co tam robisz ciekawego? - co jest ze mną nie tak?! Dlaczego nigdy nie słyszę, kiedy on przychodzi?
-Rozmawiałam z Jamiem - patrzyłam na twarz Zayna, na której widoczna była narastająca irytacja. Usiadł obok mnie.
-I co chciał, że zdecydował się znowu zadzwonić po takim ignorowaniu? - zapytał. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-To ja zadzwoniłam - wzruszyłam ramionami, a on westchnął i objął mnie. 
-Po co?
-Chciałam go przeprosić za to, wytłumaczyć choć trochę, chociaż tu i tak nie ma nic do tłumaczenia...
-Nie powinnaś go przepraszać, to pieprzony idiota, który--
-Spokojnie, Zayn - przerwałam mu. - Nie rozmawiajmy o nim, dobrze? - niechętnie się zgodził, a między nami zapadła cisza. Przyłożyłam ucho do jego klatki piersiowej, wsłuchując się w bicie jego serca. Mulat przesuwał ręką wzdłuż mojego boku.
-Cieszę się, że cię mam - powiedział nagle. Zaskoczona uniosłam głowę by spojrzeć na jego twarz, a on lekko się uśmiechnął i cmoknął mnie w usta. Zarumieniona wróciłam do słuchania jego serca.
-Głupek - mruknęłam pod nosem. Ciągle wprawiał mnie w zakłopotanie. Gdy spotkałam wtedy Nialla, nie wiedziałam że to się tak potoczy. Nawet gdy poznałam Zayna, nie miałam pojęcia, że moglibyśmy być razem. Ale bardzo mi się to podoba, że tak wyszło. On jest dla mnie taki kochany, opiekuńczy i miły. Uwielbiam spędzać z nim czas.
-Nad czym tak rozmyślasz? - zapytał.
-Nic ważnego.
-Na pewno?
-Jasne. 
-Kochanie? - mężczyzna podbiega do leżącej u dołu schodów kobiety. Upada na kolana, odsuwając małą dziewczynkę od zwłok swojej żony. Sprawdza jej puls. Jego największy skarb, jego jedyna miłość odeszła. - Co tu się stało? - szepcze.
-Spadła ze schodów, tatku. 
-Spadła, tak? - dziewczynka kiwa głową. Mężczyzna wstaje, wychodzi z pomieszczenia. Po chwili wraca ze sznurem i krzesłem.
-Co robisz? - dziewczynka pyta. On staje na krzesło, tuż pod lampą. Zawiązuje pętle. 
-Powodzenia, młoda - mówi jeszcze i kopie krzesło. Dziecko krzyczy. Płacze.
Ciężko oddychałam i za nic nie mogłam się uspokoić.
-Ciii, kochanie, spokojnie - Zayn próbował mnie uspokoić.
-O boże - wyszeptałam. Mulat mocniej mnie przytulił. 
-Spokojnie, jestem tutaj. Nic ci się nie stanie, wszystko jest dobrze, tak? - kontynuował, a ja wybuchnęłam płaczem. 
-Zayn, zabierz te wspomnienia ode mnie, błagam - powiedziałam między spazmami płaczu. 
-Kochanie... - zaczął tak, jakby chciał coś jeszcze dodać ale umilkł. Płakałam, trzymając twarz w zagłębieniu jego szyi. Zayn głaskał mnie po plecach, czekając aż się uspokoję. A ja po prostu nie mogłam przestać. Czułam się okropnie. Ta scena... nie mogła wyjść z mojej głowy. Jakby znalazła wygodne miejsce i nie miała zamiaru go opuszczać.
-Błagam - szepnęłam. Bolała mnie głowa. Jeszcze nigdy nie czułam się tak źle przez koszmar, mimo że miałam je prawie codziennie od około dziesięciu lat. 
-Lily - usiadł ciągnąc mnie za sobą. Zapalił lampkę. - Spójrz na mnie - uniósł moją głowę. - Nic się nie dzieje, kochanie. Nikt cię nie skrzywdzi. 
-Tyle że to ja skrzywdziłam, Zayn - jęknęłam. W międzyczasie dostałam czkawki, ale prawie opanowałam płacz.
-Jak to? O czym ty mówisz? To nie są te... gwałty? - ostatnie słowo ciężko przeszło mu przez gardło.
-Nie tym razem... Bo to przeze mnie moi biologiczni rodzice nie żyją - przerwałam, by spróbować pozbyć się czkawki przez połykanie powietrza. Zayn cały czas patrzył mi prosto w oczy. Był zmartwiony, zdziwiony, może wręcz zszokowany. - Gdy miałam pięć lat moja mama umarła gdy spadła ze schodów. Ona biegła do mnie i nie zauważyła tych pieprzonych małych koralików, które rozsypałam przy zabawie... Spadła i umarła - znowu przerwałam. - Gdy tata wrócił do domu i to zobaczył... Powiesił się na moich oczach. Zginęli przeze mnie...
-Lily, to był nieszczęśliwy wypadek. Byłaś tylko dzieckiem i to wydarzyło się przez przypadek - objął mnie, a ja zdążyłam się już prawie uspokoić. - Postaraj się o tym nie myśleć. To było dawno. Twoje koszmary na pewno będą rzadsze gdy pogodzisz się z wydarzeniami z przeszłości, gdy one nie będą już miały wpływu na teraźniejszość. Teraz trzeba żyć dalej, zostawiając to w tyle. Postaraj się, dobrze?
-Spróbuję.
Tej nocy już nie zasnęłam. 
          Niedziela. Idealny dzień na zmarnowanie go przed telewizorem. A zaczynam go marnować już od piątej trzydzieści. Po tym koszmarze nie mogłam zasnąć, więc po jakimś czasie zeszłam na dół. Półleżałam na kanapie okryta kocem, a w telewizji leciała jakaś komedia. Po jakimś czasie dołączył do mnie Zayn.
-Uciekłaś mi - powiedział od razu, gdy obok mnie usiadł.
-Taa - mruknęłam.
-Nie mogłaś zasnąć po tym? - kiwnęłam głową. - Ah, Lily... - westchnęłam i przytuliłam się do jego boku. Objął mnie jedną ręką i pocałował we włosy. 
-Nie rozmawiajmy już o tym więcej - poprosiłam, a on się zgodził. Odsunęłam się i sięgnęłam do jego ust, a on od razu pogłębił pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy. Po chwili Zayn wciągnął mnie na swoje kolana. Oderwałam się od niego i spojrzałam w te czekoladowe oczy, które, jak często ostatnimi czasy, świeciły radością. Mulat szybko chciał wrócić do wymieniania śliny, a ja nie protestowałam.
-Co wy tu... - Louis. Ups. Szybko zsunęłam się z kolan Zayna, o mało nie spadając z kanapy.
-Hej Lou, co ty tak wcześnie? - zapytałam beztrosko.
-Lily Collins. Do kuchni. Teraz - mruknął i udał się w tym kierunku. Zayn zachichotał.
-Powodzenia - puścił mi oczko i cmoknął mnie w usta akurat w momencie, kiedy Louis się odwrócił w naszą stronę. Jego wzrok ciskał pioruny. Posłusznie wstałam i udałam się za nim, za plecami pokazując środkowy palec Zaynowi, przez co wybuchł śmiechem. Głupek.
-Siadaj - zrobiłam to co kazał. Właściwie nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać. Był całkiem poważny, ale to jednak Louis. - Czy ty wiesz co robisz? 
-Nie rozumiem - przyznałam szczerze.
-Bo jeśli chcesz być z jakimś facetem, to nie możesz całować się z innym. To nie w porządku. Cholera, teraz serio jestem jak ojciec... Nie ważne. Tak czy inaczej tak się nie robi, Lily.
-Lou... Ja to doskonale wiem, ale jestem z Zaynem - próbowałam się nie uśmiechnąć.
-Co? Ale... Nie możesz! 
-Czemu?
-Uwiodłaś mojego kumpla, to dziwne. I nie mogę patrzeć jak moja mała dziewczynka całuje się z kimś!
-Ale jak miałam być z Jamiem to jeszcze mi pomagałeś...
-Bo zapomniałem, że będziesz się całować.
-Ale w związkach robi się takie rzeczy - oburzyłam się. Patrzyłam teraz na Lou, starając się wyglądać groźnie. Mam nadzieję że mi wyszło.
-I co, tak szybko ci przeszło i przerzuciłaś się na innego? - próbował podejść mnie z innej strony. I znowu poczułam okropne poczucie winy. 
-Najwidoczniej - mruknęłam.
-Eh, Lil - w końcu przestał się kręcić po tej kuchni jakby miał owsiki i usiadł obok mnie. - Po prostu to boli moje ojcowskie serce, gdy moja dziewczynka ma chłopaka i robi z nim takie okropne rzeczy.
-Ojcowskie serce... Wmawiaj sobie dalej - prychnęłam, a on się roześmiał. 
-Dobrze, bądź sobie z Zaynem ale nie całujcie się na moich oczach.
-Okej.
-I nie uprawiajcie seksu przed twoją osiemnastką! 
-Wiesz że wiek zgody w Wielkiej Brytanii wynosi 16 lat? - zapytałam, a on westchnął.
-Jak już musicie to chociaż dobrze się zabezpieczajcie.
-Tak jest! 
-Yh, nie chcę nawet myśleć o tym jak to robicie... Moja mała dziewczynka i on...
-Louis! 
-Już, już. Idź do niego, widzę jak się wyrywasz - uśmiechnęłam się słodko i wróciłam do salonu.
-I jak było? - zapytał Zayn, śmiejąc się pod nosem.
-Cztery metry od siebie - powiedziałam. Odsunęłam nieco fotel, żeby był dalej od kanapy i na niego usiadłam.
-Żartujesz sobie? - momentalnie przestał się śmiać. 
-Nie, Lou był śmiertelnie poważny - chyba zdradził mnie mój uśmieszek, bo Zayn wstał i w trzech krokach znalazł się przy mnie.
-Ładnie to tak sobie żartować? - zapytał i zaczął mnie łaskotać. Nie mogłam opanować śmiechu.
-Puszczaj mnie! - i już po chwili bolał mnie brzuch. - Zayn, litości - pisnęłam.
-Przeproś mnie za tak okropne kłamstwa - powiedział.
-Nigdy - ledwo skończyłam wypowiadać to słowo, a on wrócił do łaskotania.
-Przepraszam, przepraszam, przepraszam! - w końcu dał mi spokój. Odetchnęłam, a zaraz unosiłam się w powietrzu. Co?! 
-Puść mnie, połamiesz sobie ręce, kręgosłup, w ogóle wszystko - panikowałam. Zayn usiadł na kanapie, a mnie usadowił na swoich kolanach. Pocałował mnie w policzek.
-Kocham cię - szepnął, a mnie po prostu zatkało. Czy ja jestem gotowa mu odpowiedzieć? Kocham go? Boże, nie mam pojęcia! To dla mnie o wiele za szybko. W ogóle, to dla każdego powinno być za szybko! Co jest z nim nie tak?
-Obejrzyjmy coś - pisnęłam spanikowana i sięgnęłam po pilota, a on się zaśmiał pod nosem.
-Spokojnie, Lily. Przecież do niczego cię nie zobowiązuje, rozumiem i poczekam - mimo mojej zmiany tematu wrócił do tego. I szczerze mówiąc zaskoczył mnie. On naprawdę był taki wyrozumiały czy tylko udawał?

czwartek, 3 września 2015

rozdział XIII


          Dni mijały. Przez ostatnie sześć właściwie nic się nie działo - unikałam wiadomości od Jamiego, unikałam Zayna, a w szkole spędzałam czas głównie z Loganem lub Jo, Beth i Niną. W końcu nastał piątek, a oprócz tego był to nieco wyjątkowy dzień - urodziny Zayna. Z tej okazji w naszym domu (chyba już potrafię swobodnie mówić o nim jak o swoim domu) miała odbyć się impreza. A prezentu dla Malika szukałam przez ostatnie sześć dni. Jednak w końcu udało się coś znaleźć i teraz jedynie mogłam liczyć na to, że mu się spodoba. Gdy tylko wróciłam do domu ze szkoły od razu udałam się do mulata. Wzięłam prezent i zapukałam do jego pokoju, nieco się stresując. Weszłam po tym, jak usłyszałam "proszę".
-Zaynee! Happy birthday to you, happy birthday to you - śpiewałam. - Dobra darujmy to sobie - mruknęłam. Zgaduję, że oboje nie chcieliśmy słyszeć jak śpiewam. - Więc, wszystkiego najlepszego! Erm - nie dokończyłam, gdyż mulat zaczął mnie całować. Cholera, kiedy on w ogóle do mnie podszedł? Nie ważne.
-Dziękuję, Lily - szepnął, gdy się ode mnie odsunął. Obejmował mnie w talii. Wzięłam nieco głębszy oddech i podałam mu prezent. Odeszłam od niego i usiadłam na łóżku, a on zaciekawiony zajrzał do środka. Gdy go zobaczył, uśmiechnął się i odłożył na biurko. Usiadł obok mnie i złożył słodki pocałunek na moim policzku, cicho dziękując. Położył się i pociągnął mnie za sobą, przez co leżałam obok niego. Obejmował mnie i uśmiechał się wesoło. W jego czekoladowych oczach skakały wesoło iskierki, co sprawiło, że zrobiło mi się cieplej na sercu.
-Dlaczego ignorowałaś mnie przez ostatni tydzień? - zapytał.
-Nie ignorowałam - palnęłam głupio.
-Nie ściemniaj, Lily.
-Uh, ok. Głupio się czuję przez to co robimy i...
-Przez to? - uśmiechnął się rozbawiony i pocałował mnie.
-Tak, dokładnie - mruknęłam, gdy przestał. Czułam, że się rumienię.
-Nie podoba ci się to?
-Tego nie powiedziałam - ledwo skończyłam mówić, gdy Zayn ponownie złączył nasze wargi ze sobą. Odwzajemniłam pocałunek.
-Ale cholera, Zayn, to nie w porządku.
-Moglibyśmy być razem.
-Co? - spojrzałam na jego twarz, ale nie wyglądał jakby żartował. - Tak mówiłeś o tej różnicy wieku, a między nami jest przecież pięć lat, to też nie mało - próbowałam się jakoś wykręcić.
-Na pewno mniej niż między tobą a nim.
-Okej.
-Czyli nie chcesz?
-Nie o to chodzi - westchnęłam. - Tylko po prostu... Krótko się znamy, nigdy nie byłam w związku, boję się że nawalę, jest jeszcze Jamie a przez to wszystko czuję się jak szmata. 
-Jesteś idealna, księżniczko. A spróbować zawsze możemy, prawda?
-Właściwie to faktycznie moglibyśmy, chyba - Zayn uśmiechnął się i sięgnął po moją dłoń.



          Impreza na dobre już się rozkręciła. W naszym domu była teraz ogromna ilość ludzi. Ubrana byłam w sukienkę, co jak zwykle krępowało mnie przez kilka pierwszych piw. Większość czasu na razie spędzałam z Louisem, który przymykał oko na to, że piję, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Powiedział, że urodziny Zayna są tylko raz w roku, więc tym razem mogę. Co z tego, że niedługo są urodziny Harry'ego, moje, potem Liama... Nie ważne. Potem rozmawiałam z Niallem, który również przymknął oko na mój "alkoholizm", chociaż może był już po prosty zbyt pijany, żeby ogarnąć? Wtedy podszedł do nas Zayn i pocałował mnie w policzek. Uh, tak w ogóle to nie powiedzieliśmy jeszcze chłopakom o tym, że jesteśmy razem. Trudno, później się to zrobi. 
-Co tam masz? - zapytał mulat podejrzliwie, zezując na mój kubeczek. 
-Tak właściwie to nie mam pojęcia - powiedziałam zgodnie z prawdą. Jakiś znajomy chłopaków powiedział, że zrobi mi "najlepszego drinka jakiego kiedykolwiek piłam" i muszę przyznać, smakował naprawdę dobrze. 
-Konfiskuję - mruknął, zabierając mi kubeczek z ręki.
-Ej, oddaj - zmarszczyłam brwi.
-Ty nie pijesz alkoholu.
-A to czemu?
-Bo nie jesteś pełnoletnia - powiedział poważnie.
-Nie przesadzaj, błagam. I nie bądź takim świętoszkiem, jakbyś pił dopiero od swojej pełnoletności. Poza tym wiesz, to twoje urodziny, są tylko raz w roku i...
-Nie, Lily. Ty już dzisiaj nie pijesz - pozostał nieugięty. Odwróciłam się w stronę, gdzie ostatnio stał Niall, ale on zdążył wyparować. Świetnie, czyli mi nie pomoże.
-Okej - stwierdziłam w końcu. Po prostu wezmę, kiedy odejdzie do innych znajomych.
-Tak łatwo się zgadzasz? 
-No tak - przytaknęłam, a on uśmiechnął się szeroko. Przytulił mnie i cmoknął w usta.
-Wiem co myślisz, jednak nie opuszczę cię już tego wieczoru nawet na krok.
-Zayn! - czyli jednak tym razem zostanę tylko lekko podpita. Cudownie.
          Teraz siedziałam z Zaynem w kuchni, gdzie jedliśmy śniadanie. Niestety wczoraj dotrzymał słowa i nie mogłam pić, a on sam też się od tego powstrzymał. Nie upić się w swoje urodziny? Co z nim jest nie tak? Mimo wszystko nawet dobrze się bawiłam. Zayn od dłuższej chwili mi się przyglądał z lekkim uśmiechem, więc w końcu nie wytrzymałam.
-Mam coś na twarzy może? - zapytałam podirytowana. On tylko szerzej się uśmiechnął.
-Nie, po prostu jesteś taka śliczna, nie mogę się na ciebie napatrzeć - zasłoniłam twarz obiema dłońmi, a on się zaśmiał.
-Przestań na mnie patrzeć - burknęłam. Mulat wziął moje dłonie w swoje i odsunął je. 
-Tak lepiej - cmoknął mnie w nos, a ja spojrzałam na niego jakby był pieprznięty.
-Oh, ależ wy jesteście uroczy - Niall. Czułam ciepło w okolicach policzków, cholera. - Trochę jestem zawiedziony, że musiałem się domyślać, a wy nic mi nie powiedzieliście o tym, że jesteście razem... Super z was przyjaciele - pokręcił głową z zażenowaniem.
-Sorki, tak wyszło - wzruszyłam ramionami.
-Zaraz, wy serio jesteście ze sobą?! - gdyby coś piło, na pewno by to wypluł. Przynajmniej taką miał minę.
-No tak - z odpowiedzią uprzedził mnie Zayn. 
-A co z Jamiem? - zadał to pytanie, na które nie znałam odpowiedzi. Ciągle o tym myślę, ale nadal nie mam pomysłu jak to dobrze rozwiązać, by nie stracić z nim kontaktu. Bo jednak naprawdę bardzo go lubię.
-Nic - powiedziałam nieco chłodniej, niż zamierzałam. Kątem oka zobaczyłam, że Zayn nie może powstrzymać uśmiechu cisnącego się na jego usta.
-To nawet lepiej, mimo wszystko mu nie ufam. A tak właściwie, co tu jecie ciekawego? Może jest jeszcze trochę dla mnie?
-Naleśniki. Na ladzie, za tobą jest cały stos - powiedziałam i podniosłam się, by włożyć mój brudny talerz do zmywarki.
-Wygląda pysznie! Ty robiłaś? - blondyn zaczął ładować sobie kilka...naście na talerz.
-Tak, smacznego - powiedziałam i szybko wyszłam z kuchni. Poszłam do swojego pokoju i zdecydowałam się na coś, co powinnam zrobić już dawno - przestać ignorować Jamiego i w końcu dać mu znak życia.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

rozdział XII


          Dzisiaj jest impreza, na którą zaprosiła mnie Jo. Boję się, że chłopacy nie puszczą mnie za to, że się upiłam i ominęłam dzień w szkole. Cholera, jakby to załatwić? Na pewno nie mogę powiedzieć im, że to impreza. Bardziej koleżeńskie spotkanie, z samymi dziewczynami, gdzie będziemy oglądać filmy, robić makijaże, malować paznokcie, nie wiem, cokolwiek. 
          Zadzwonił dzwonek. Koniec ostatniej lekcji. Od razu wyszłam ze szkoły, a na parkingu zobaczyłam auto, obok którego stał machający do mnie Louis. Przyjechał po mnie? Od razu udałam się w tamtym kierunku. Przywitał się ze mną i wsiadł do auta, więc zrobiłam to samo.
-No młoda, jak tam w dzień w szkole?
-W porządku... Co tu robisz? - zapytałam podejrzliwie, Ruszyliśmy.
-Akurat przejeżdżałem, pomyślałem że po ciebie podjadę - spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest. - Dzisiaj piątek, jakieś plany?
-W zasadzie... Dziewczyny zaprosiły mnie na taką babską nockę...
-To super! Widzę, że zaczynasz mieć koleżanki.
-Yhm, ta. To mogę iść, tak?
-Jasne, że tak - uff, łatwo poszło.
-Dzięki, Lou.
          Umówiłyśmy się z dziewczynami, że o siedemnastej spotykamy się u Jo, gdzie na spokojnie zrobimy sobie makijaż, przebierzemy się. Impreza ma się zacząć między dwudziestą a dwudziestą pierwszą. Włożyłam sukienkę i buty do plecaka, wzięłam jakieś ciuchy na jutro, kilka kosmetyków i inne przydatne rzeczy. Równo o 16:30 ubierałam buty, żeby wyjść. Wtedy zatrzymał mnie Zayn. 
-Lily...
-Hm? - spojrzałam na niego, unosząc lekko brwi.
-Nie pij, nie pal, nie bierz nic - mówiąc to, zbliżał się do mnie. - Nie uprawiaj z nikim seksu, nie całuj się z nikim - wyliczał. - No i baw się dobrze.
-Eh, jasne, dzięki. Będą tylko dziewczyny, wątpię żebym coś z nimi robiła, wolę facetów - posłałam mu uśmiech, a on złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował. Po kilkunastu sekundach odsunęłam się. - Cześć, Zayn. 
-Pa, Lily.
          Myślę, że wyglądałam nawet dobrze. Zaczęli się schodzić goście, a tak jak ich przybywało, zwiększała się ilość alkoholu w mojej krwi. Gdy impreza się rozkręcała przyszedł i Logan.
-Może na razie nie pij więcej i zrób sobie przerwę, co? - zaproponował, śmiejąc się.
-Może - uśmiechnęłam się, a on pokręcił głową z niedowierzaniem. 
-Głupku, myślę, że jutro chciałabyś pamiętać chociaż część tej imprezy.
-Może - zachichotałam.
-Gramy w butelkę! - rozniósł się czyiś głośny krzyk.
-O, butelka! Idziemy - pociągnęłam rozbawionego chłopaka za sobą. Doszliśmy do małej grupki i usiedliśmy w kole. Była tu Bethany, Jo, Matt, Luke i chłopak, którego nie znałam.
-To kto zaczyna? - zapytała Josephine.
-Ja! - wyrwał się Luke i przejął od niej butelkę. Zakręcił nią i wypadło... na mnie!
-Pytanie czy wyzwanie? - poruszył śmiesznie brwiami.
-To może na początek pytanie - powiedziałam wolno, po czym wzięłam łyk whiskey z colą, którą miałam w kubeczku. 
-To coś łatwego... - zastanowił się. - Jesteś dziewicą?
-Nie - odpowiedziałam szczerze. Luke, Matt i ten nieznany chłopak zrobili "uuu", a ja się zaśmiałam. Wzięłam butelkę i zakręciłam. Wypadło na Jo.
-Zadanie - spojrzała na mnie pewna siebie.
-Rozepnij rozporek Matta... ustami - nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, gdy próbowała to zrobić. Co chwilę zamek wypadał jej z zębów, lub nie mogła w niego trafić. 
          -Wstawaj! - uh, cholera. Boli. Mnie. Kurwa. Wszystko.
-Co jest? - wychrypiałam. Powoli usiadłam, ogarniając wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowałam i osobę, która do mnie mówiła. Byłam na kanapie w salonie, a tą osobą była Jo.
-Za niedługo będą tu moi rodzice, trochę już tu ogarnęłam, chciałam po prostu żebyś zdążyła siebie ogarnąć... Wiesz, lepiej żeby cię już wtedy nie było.
-Tak, jasne, kumam. Już się ogarniam - Jo posłała mi wdzięczny uśmiech i odeszła. Wszystkie kości mnie bolały. Co ja wczoraj robiłam? Nie ważne, potem się dowiem. Teraz poleciałam do łazienki, gdzie wzięłam szybki, chłodny prysznic, ubrałam się w normalne ciuchy. Gdy skończyłam, Jo poinformowała mnie że mam jeszcze tylko piętnaście minut. Poczęstowałam się tabletkami przeciwbólowymi i udałam się na przystanek autobusowy. Czekając na autobus sprawdziłam telefon. Było tam tylko kilka smsów. W tym jeden był od Jamiego, przez co od razu zrobiło mi się strasznie głupio. Może nie będę mu odpisywać, to wkurzy się na mnie i da sobie ze mną spokój? Wtedy sprawa sama się rozwiąże... Przez ten czas autobus zdążył przyjechać. Po ponad dwudziestu minutach wchodziłam do domu. Gdy tylko zdjęłam buty, trafiłam na Nialla.
-Hejcia, i jak tam?
-Uh, hej. Okej, w porządku - odpowiedziałam.
-Wyglądasz na skacowaną, Lily. Masz mi coś do powiedzenia?
-Niby co? Nic nie piłam, Niall - dodałam jego imię na końcu, naśladując go. On tylko pokręcił głową z dezaprobatą i podszedł do mnie, przytulając. 
-Ostatnio poświęcasz mi mało czasu... - powiedział z wyrzutem.
-Hej, nie prawda! - zaprzeczyłam od razu.
-Ależ tak. Jest tylko Zayn, Zayn i Zayn. Czemu spędzasz z nim tyle czasu mimo że to ja jestem fajniejszy, przystojniejszy, zabawniejszy, milszy, błyskotliwszy, inteligentniejszy...
-Stop - przerwałam jego wymienianie. - Nie spędzam z nim jakoś super dużo czasu. A teraz chętnie poszłabym się położyć, wiesz jest dopiero chwila po południu... To nie moja pora, zwłaszcza w sobotę.
-Czyli jednak kac - skwitował, a ja walnęłam go w tył głowy.
-Nie mam żadnego kaca! 
-Ok, ok - uniósł ręce w geście obrony, a ja spojrzałam mu prosto w oczy, mrużąc swoje. Wyminęłam go i udałam się do swojego pokoju. Od razu zakopałam się pod kołdrę i odpłynęłam.
          Obudziłam się dwie godziny później. Wstałam i poszłam do łazienki. Obmywałam twarz wodą i spojrzałam z niezadowoleniem na wory pod oczami. Ogółem moja twarz nie wyglądała zbyt "zdrowo". Rozczesałam włosy i związałam je w luźnego koczka, przebrałam się w dresy i koszulkę. Nałożyłam trochę korektora, podkładu i tuszu, żeby wyglądać na bardziej żywą przy chłopakach. Wróciłam do pokoju i zajęłam się telefonem. Kolejna wiadomość od Jamiego. Nie chcę jej nawet czytać, mam zbyt wielkie wyrzuty sumienia ze względu na to, co wyprawiam z Zaynem. Gdy miałam odkładać telefon, dostałam kolejną wiadomość, tym razem od Logana. Było to zdjęcie mnie, w samej bieliźnie. Zdenerwowana poprosiłam go żeby to jakoś wytłumaczył. Szybko uspokoił mnie, tłumacząc że to było zadanie, gdy graliśmy w butelkę. Dodał jeszcze, że zadbał, żebym nie wyprawiała żadnych głupot. Podziękowałam mu i tym razem już odłożyłam telefon. 
          Zeszłam do salonu, gdzie zastałam Nialla i Liama.
-O, hej. Zamówiliśmy pizzę, niedługo będzie - od razu poinformował mnie Niall.
-Dzięki - rzuciłam i zabrałam leżący na kanapie koc, usiadłam w fotelu i okryłam się nim.
-Jak było wczoraj? - zapytał Liam, ściszając telewizor.
-Super, serio dobrze się bawiłam. Oglądałyśmy filmy i gadałyśmy o głupotach prawie całą noc - powiedziałam entuzjastycznie, mając nadzieję że to kupią. Błagam, nie podejrzewajcie mnie o imprezę...
-Nigdy nie zrozumiem dziewczyn - mruknął Niall. - Przecież to dość nudne i w ogóle.
-Nie znasz się - wytknęłam mu język, a on prychnął. Naszą rozmowę przerwał Zayn. Oparł się o kanapę i posłał mi szeroki uśmiech. Miałam wrażenie że to poczucie winy mnie zmiażdży. Odwróciłam od niego wzrok i szczelniej okryłam się kocem. Cały czas czułam na sobie wzrok Malika, jednakże wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Pizza! - krzyknął zadowolony Niall. Potknął się o własne nogi, gdy biegł otworzyć. Zachichotałam pod nosem z niezdarności tego blondynka, chociaż nie powinnam, bo sama nie jestem lepsza.

czwartek, 20 sierpnia 2015

rozdział XI


          Gdy się obudziłam, miałam wrażenie że w gardle mam pieprzoną Saharę. Otworzyłam oczy, jednak słońce było zbyt ostre, przez co szybko je zamknęłam. 
-Księżniczka się obudziła? - usłyszałam szept tuż nad uchem. Początkowo delikatnie spanikowałam, jednak po chwili dotarło do mnie, że to tylko Zayn. A może przez to, co robiliśmy ostatniej i przedostatniej nocy, Zayn? Po kilku sekundach czułam się jakby cegła spadła mi na głowę. Ah, jak to boli! Czy to jest ten słynny kac? Otworzyłam już normalnie oczy.
-uh, hej - wychrypiałam. Odchrząknęłam.
-Na stoliku - westchnął, a ja spojrzałam w tamtą stronę. Ujrzałam butelkę wody i tabletki przeciwbólowe. Wybawienie!
-Dzięki - to udało mi się powiedzieć w miarę normalnie, nie brzmiałam jak osoba, która wali wódę od dwudziestu pięciu lat lub wczoraj śpiewała na koncercie metalowym... Ostrożnie podniosłam się i przyssałam do butelki. Wzięłam trzy tabletki i położyłam się. 
-My chyba mamy coś do obgadania, prawda? - zaczął, a ja w myślach błagałam, by coś mnie zabiło. Przymknęłam oczy. Zayn zmienił swoją pozycję, a ja wypuściłam głośno powietrze ust.
-Miejmy to już za sobą - rzuciłam i otworzyłam oczy. Prawie dostałam zawału, gdy zobaczyłam pochylającego się nade mną Zayna. Czemu nie poczułam, mimo że praktycznie na mnie leżał? Chłopak, a może raczej mężczyzna jeszcze bardziej pochylił twarz. Nie mogłam się powstrzymać, dlatego pocałowałam go. Mulat nieco łapczywie odwzajemnił pocałunek. Po chwili odsunął się ode mnie, a między naszymi ustami utworzyła się stróżka śliny, co trochę mnie rozbawiło. Zszedł ze mnie i położył się na boku, a ja odwróciłam się w jego stronę. Podłożył rękę pod moją głowę, a drugą odsunął koszulkę i złapał mnie za biodro. Pogłaskałam go dłonią po policzku, a przez ten cały czas nie spuszczaliśmy z siebie wzroku. Pocałowaliśmy się. Wsunął dłoń głębiej pod moją koszulkę i zaczął gładzić moje plecy. Odsunął się kawałek.
-Dlaczego się upiłaś? - zapytał szeptem. Jego usta były tak blisko moich, że gdy mówił, muskały one moje. Nie mogłam się skupić na własnych myślach, więc potrzebowałam kilkudziesięciu sekund zanim mogłam odpowiedzieć.
-Nie wiem - to jedyne, co mogłam powiedzieć. Bo właściwie, nie mam pojęcia dlaczego się upiłam.
-Masz szczęście, że cię kocham - powiedział. Jakby dopiero po kilku sekundach doszło do niego to, co powiedział. I do mnie też. Cholera, co?! Nie dał mi czasu na myślenie, szybko całując mnie tak łapczywie, jak wcześniej mu się nie zdarzyło. Jedyne co czułam to rosnące pożądanie. Nawet nie wiem, kiedy jego ręka przeniosła się z pleców na piersi, zataczając na jednej kółka i ugniatając ją. Tym bardziej nie mam pojęcia, kiedy moja ręka znalazła się w jego majtkach, dotykając stojącego już penisa. 
-uh, stop - mruknął nagle zabierając rękę i odsuwając moją. Spojrzałam na niego pytająco. - Nie możemy. Nawet nie masz 16 lat - mówił zakłopotany. - O i powinnaś być teraz w szkole.
-Zachowujesz się, jakby to miał być mój pierwszy raz - westchnęłam. Nawet nie wiem, kiedy stałam się taka śmiała. 
-Ale to zupełnie co innego.
-Okej - zgodziłam się, chociaż miałam kompletnie inne zdanie.
-I ledwo co się znamy.
-Okej - powtórzyłam.
-Oj chodź tu - mruknął i przyciągnął mnie, przytulając. - Nie gniewaj się.
-Nie gniewam - powiedziałam cicho.
-Nasza relacja ostatnio... Jest dość dziwna, co? - zadał pytanie retoryczne. Nic nie odpowiedziałam, bo nawet nie miałam pojęcia, co mogę powiedzieć. Nawet nie wiem, co będzie dalej. Lubię go, całowaliśmy się te... kilka razy, ale nadal jest jeszcze Jamie. - Co z tym zrobimy? - pytał dalej.
-Nie mam pojęcia - zagryzłam wargę, taki nawyk. - Mogę iść dalej spać? Dziwnie się czuję.
-Księżniczka ma kaca, co? - zaśmiał się. - Śpij, śpij. I nie pij już więcej.
-yhm - mruknęłam i mocniej się w niego wtuliłam.
-Dobranoc - poczułam jeszcze jego usta składające słodki pocałunek na moim czole.


          -No ładnie wczoraj zaszalałaś - usłyszałam po raz kolejny tego dnia. Gdy w końcu wstałam, około godziny trzynastej, w miarę się ogarnęłam i zeszłam na dół, słyszałam to od każdego. 
-Tak wiem, nie musisz mi już dopierdalać - spojrzałam błagalnie na Lou, a on się tylko zaśmiał. 
-To bluza Zayna? - zapytał, wskazując brodą na ubranie, w którym siedziałam.
-Tak, a co?
-A nic, tak tylko pytam. Oglądasz coś ciekawego? Gdzie chłopaki? - usiadł w fotelu.
-Nie, przelatuję po kanałach. Harry i Liam pojechali do sklepu, Niall u siebie, a Zayn w łazience, powinien zaraz wrócić.
-O wilku mowa - odwróciłam się i dostrzegłam mulata wchodzącego do salonu. Posłał mi uśmiech i usiadł tam, gdzie siedział wcześniej, czyli obok mnie. Tylko że teraz już mnie nie obejmował, ze względu na przebywającego tu Louisa. - Młoda, mogę pilota?
-Jasne - rzuciłam mu go, a on ledwo co go złapał. Parsknęłam pod nosem, za co zostałam spiorunowana wzrokiem. Skakał przez chwilę po kanałach, aż w końcu odłożył pilot na stolik i podniósł się z fotela, sfrustrowany.
-Ja pierdole, nie ma nic ciekawego - jęknął i ulotnił się. Zayn zaśmiał się pod nosem i objął mnie ramieniem. Wtuliłam twarz w jego szyję zaciągając się tym uroczym zapachem.
-Myślałaś nad tym, co będzie z nami? - zapytał szeptem, a potem pocałował mnie we włosy. Odsunęłam się na tyle, by spojrzeć mu w twarz.
-Nie bardzo - powiedziałam, a on jedynie kiwnął głową. Zbliżyłam się do niego, a on połączył nasze usta w pocałunku. Uśmiechnęłam się w jego trakcie, gdy nasze języki toczyły walkę. Było to cholernie miłe uczucie i mogłabym spędzić w ten sposób naprawdę dużo czasu.
          -A czemu to wczoraj cię nie było? - gdy tylko przekroczyłam próg szkoły zostałam zaatakowana przez Logana. - Nudziło mi się, nie miałem na kogo popatrzeć - puścił mi oczko. 
-Leczyłam kaca - mruknęłam pod nosem.
-Ups, przepraszam, że cię tak upiłem.
-Daj spokój, po prostu mam słabą głowę i nie znam umiaru - wzruszyłam ramionami, a on wesoło się zaśmiał. 
-Siadasz ze mną dzisiaj na lekcjach? - zapytał.
-Jasne, czemu nie. Mam nadzieję że potrafisz być zabawnym człowiekiem.
-Ej! Jestem zabawny.
-Nie zauważyłam - pokazałam mu język, a on zrobił urażoną minę. - Nie obrażaj się - dodałam. Zapadła cisza. - Ej, serio? - cisza. - Logan - jęknęłam, a on spojrzał na mnie poważnie i wskazał palcem na swój policzek. - Naprawdę? - uniosłam brwi do góry, a on w ramach odpowiedzi postukał palcem w policzek, ponaglając mnie. Westchnęłam i złożyłam tam szybkiego całusa, a on od razu się uśmiechnął.
-Chodźmy, moja droga koleżaneczko, na matematykę! - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę sali.

sobota, 15 sierpnia 2015

rozdział X


          Wyłączyłam irytujący dźwięk budzika. Otworzyłam oczy i spojrzałam na śpiącego, obejmującego mnie Zayna. Wczoraj... uh. Całowaliśmy się. Ściągnęłam jego koszulkę. Bezczelnie obmacywałam jego klatę. O mój boże. Czuję się jak szmata. Wiedziałam, że później będę tego żałować. Mimo wszystko nie przestałam. Dobra, to teraz nie jest ważne. Muszę wstać, dzisiaj idę do szkoły. Ok. Ostrożnie odsunęłam jego rękę i podniosłam się. Umyłam się, ogarnęłam, wysuszyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż, spakowałam rzeczy do torby i zeszłam na dół. Na szczęście Zayn nie obudził się przez ten czas, dzięki czemu ominęłam niezręczną rozmowę na temat tego, co się wczoraj stało. Nie miałam ochoty na jedzenie, więc po prostu założyłam buty i wyszłam z domu. Udałam się na pobliski przystanek autobusowy. Robiłam wszystko na ślepo, ani razu nie spojrzałam dzisiaj na zegarek. Po chwili przyjechał bus, do którego wsiadłam. Droga do szkoły minęła dość szybko. Dopiero gdy wysiadłam, zauważyłam która jest godzina - do lekcji miałam jeszcze czterdzieści pięć minut. Walnęłam się ręką w czoło i udałam się do lasku znajdującego się za szkołą. Usiadłam tam na murku, opierając się o drzewo, które rosło na samym jego końcu. Przymknęłam oczy. Usłyszałam odgłos kroków zbliżających się do mnie, odruchowo otworzyłam oczy by ujrzeć Logana.
-Hej - rzucił, siadając obok.
-Cześć - powiedziałam ostrożnie, patrząc cały czas na niego.
-Chcesz? - wyciągnął w moją stronę paczkę papierosów, a ja poczęstowałam się, dziękując mu. Sam wziął jednego i wyciągnął zapalniczkę, odpalając najpierw mi, a potem sobie. Zaciągnęłam się mocno i odetchnęłam. Uwielbiam palić. Wiem, brzydki nawyk i to w młodym wieku, no cóż, zdarza się. Wyciągnęłam lewą dłoń przed siebie i zaczęłam przyglądać się moim paznokciom.
-Nad czym myślisz? - zapytał.
-Jeżeli byłam z jednym chłopakiem na randce czy dwóch, mamy się ku sobie i raczej wygląda jakby coś miało z tego być - zaczęłam wolno, ostrożnie dobierając słowa. - Ale potem całuję się z innym chłopakiem, na którego nie zwracałam wcześniej uwagi, to czy to sprawia że jestem szmatą? - zapytałam i opuściłam dłoń, patrząc wyczekująco w twarz Logana.
-Dlaczego miałabyś być szmatą? Nie mów tak o sobie. Z tym pierwszym chłopakiem, przecież z nim nie byłaś, prawda? - zapytał, a ja kiwnęłam głową. - No właśnie, jeśli jesteś singlem możesz robić co chcesz, z kim chcesz, kiedy chcesz. Poza tym, każdy człowiek ma czasem potrzebę całowania czy spania z kimś, bez zobowiązań. To całkiem normalne ludzkie potrzeby - posłał mi uśmiech.
-Właściwie to masz rację - zgodziłam się z nim.
-Oczywiście że mam. A jeśli chcesz coś kiedyś, bez zobowiązań, zapraszam do mnie - puścił mi oczko.
-Zapamiętam - uśmiechnęłam się i zgasiłam wypalonego już papierosa o murek. Odrzuciłam go kawałek dalej, nie bardzo przejmując się co się z nim dalej stanie. Nadal męczyły mnie myśli dotyczące Zayna, bałam się naszej rozmowy gdy już wrócę do domu. Bo pewna być mogłam, że będzie.
-Widzę, że nadal coś cię trapi. Może dzisiaj razem ze mną odpuścisz sobie szkołę? - rzucił luźną propozycję.
-Nie wiem... To dopiero mój trzeci dzień tutaj i...
-Nie daj się prosić, Lily.
-Właściwie, co mi szkodzi. Chodźmy - Logan uśmiechnął się szeroko i wstał, więc ja także to uczyniłam. Otrzepałam spodnie i poszłam za nim. Westchnęłam, gdy doszliśmy do motocykla. Jasne, świetnie. Znowu mam na tym jechać?
-Wsiadaj.
          Minęło kilka godzin, które spędziliśmy w jego domu. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy, graliśmy, spróbowaliśmy naszych sił w kuchni. Bardzo dobrze czułam się w jego towarzystwie i nadal nie wiem, dlaczego ludzie z klasy ostrzegali mnie przed nim. 
-Pijesz? - zapytał, wyciągając w moją stronę butelkę z piwem. Po chwili wahania wzięłam ją. A także kolejną. I kolejną. Dzięki temu o godzinie siedemnastej byłam już nieźle wstawiona. Nadal się wygłupialiśmy, a teraz nagrywaliśmy głupie filmiki, gdzie robiliśmy zabawne miny, próbowaliśmy śpiewać lub naśladować głosy sławnych ludzi. Wypaliliśmy chyba dwie paczki papierosów, a moje Story na Snapchacie było już trzycyfrowe. Potem Logan sięgnął po coś mocniejszego - wódkę. Więc ja także piłam. A niestety głowę miałam dość słabą. Szybko nie byłam w stanie przejść kawałka drogi, ani nawet złożyć poprawnego zdania. On był za to w dużo lepszym stanie.
-Jak mogłaś upić się tak szybko? - zapytał, a ja wzruszyłam ramionami, wybuchając głośnym śmiechem. - I drugą stronę papierosa się odpala - westchnął, zabierając mi go z ręki. Odpalił go i podał mi, a ja zadowolona zaciągnęłam się, lekko się krztusząc. Za mocno. Mój telefon zaczął dzwonić, spróbowałam go odebrać, jednak w tym stanie było to dla mnie zbyt trudne zadanie. Logan wziął go ode mnie i odebrał.
-Halo...? Uh, jej kolegą. Jest obok ale nie jest w stanie rozmawiać... Naprawdę nie da rady... Nie unoś się tak... Możesz po nią przyjechać... Tak, zaraz podam adres... - wydęłam wargi niezadowolona. Jakim cudem ja byłam spita jak świnia a on był tylko w lepszym humorze? Wypiłam kolejny kieliszek gorzkiego napoju i odłożyłam puste naczynie na stolik. Nawet nie zapijałam. Usiadłam na kanapie i podciągnęłam kolana pod brodę, obejmując się ramionami. Nagle zrobiło mi się zimno. Logan odłożył mój telefon na stolik.
-Zimno ci? - zapytał, a ja rzuciłam mu jakieś pijackie potwierdzenie. Boże, jak ja się spiłam... Chłopak po chwili okrył mnie kocem i usiadł obok, obejmując. - Dzwonił twój brat, zaraz ma po ciebie przyjechać - brat? Ale ja nie mam brata... Może któryś z One Direction tak się przedstawił? Cholera, tak bardzo nie chcę by oni widzieli mnie w tym stanie. I mam nadzieję, że nie przyjedzie Zayn. Nie chcę patrzeć mu w oczy. 
          Czułam, że się unoszę, Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Zayna przed sobą. Gdzie ja jestem? Co się stało? Mulat wyniósł mnie z jakiegoś domu i wsadził do auta, zapinając pasy. Oh, to dom Logana... Zayn wrócił się jeszcze na chwilę do środka, a wyszedł na dwór niosąc moją torbę w ręku. Schował ją na tył samochody i zajął miejsce kierowcy. Spojrzałam na Logana stojącego na ganku i wesoło mu pomachałam, na co on zrobił tak samo. Uśmiechnęłam się pod nosem. Na dworze było już ciemno.
-Co ci strzeliło do łba?! - wyrzucił z siebie w końcu z frustracją. - Iść do jakiegoś idioty, żeby się upić?! - zeszkliły mi się oczy. Czułam się delikatnie trzeźwiej, niż zanim przysnęłam.
-Nie krzycz - szepnęłam cicho, bojąc się, że zaraz się rozpłaczę.
-Przepraszam - powiedział już spokojniej. - Więc czemu to zrobiłaś?
-Nie wiem - mruknęłam, odwracając się w stronę bocznej szyby. Milczeliśmy przez resztę drogi. Gdy wysiadałam z samochodu zachwiałam się, ale złapałam się drzwi dzięki czemu uniknęłam bolesnego spotkania z ziemią. Wyciągnęłam z tyłu moją torbę i ruszyłam w stronę drzwi na chwiejnych nogach. Zayn złapał mnie w talii, dzięki czemu mogłam się na nim wesprzeć. Bardzo ułatwiło mi to drogę do domu. Weszłam do środka i zdjęłam buty. Oczywiście przy tej czynności prawie wywaliłam się dwa razy, jednak na szczęście Zayn miał refleks, by złapać mnie w dobrym momencie. Z oddali widziałam rozczarowaną moim zachowaniem twarz Nialla. Jakoś udało mi się dojść do pokoju, opierając się na meblach spotkanych po drodze. Zayn cały czas szedł za mną. Weszliśmy do środka.
-Czemu za mną przyszedłeś?
-Dzisiaj przesadziłaś, Lily.
-Yhm, przepraszam - podeszłam do niego. Spojrzałam w jego oczy, a dłonie oparłam na jego klatce piersiowej. Całowanie się z nim to moja zwykła, ludzka potrzeba.
-Co zamierasz teraz zrobić? - zapytał. Uniosłam się na palcach, by dosięgnąć jego ust. Czułam, że mimo złości uśmiechał się. Polizałam jego dolną wargę, a on uchylił usta. Nasze języki spotkały się i ponownie idealnie ze sobą współgrały. Ściągnęłam jego koszulkę i objęłam go za kark, a on zrobił krok do przodu, zmuszając mnie do zrobienia kroku w tył. Wkrótce opadliśmy na łóżko, całując się. A seks to też zwykła, ludzka potrzeba.

czwartek, 13 sierpnia 2015

rozdział IX


          Następny dzień w szkole minął... zwyczajnie. Czas spędzałam z poznaną grupką, a Logana w szkole nie było. Wyczekiwałam końca lekcji i spotkania z Jamiem. Gdy tylko zadzwonił dzwonek kończący ostatnią godzinę szybkim krokiem wyszłam z budynku. Od razu go zauważyłam... opierającego się o motocykl. Mogę się jeszcze wycofać, nie spostrzegł mnie, krok do tyłu i... Zauważył. Uśmiechnął się i pomachał w moją stronę, a ja podeszłam do niego jak na ścięcie. Zrobił krok w moją stronę i pocałował mnie w policzek, a ja czułam że się rumienię.
-To co, jedziemy? - zapytał, a ja przełknęłam ślinę.
-Nie wsiądę na to. Nie mam mowy.
-Lily, nic się nie stanie. Spokojnie - uśmiechnął się ciepło. 
-Nie zginiemy? - spojrzałam na niego, a on się zaśmiał. Jasne, ja jestem przerażona a ten się śmieje.
-Nie bój się - wsiadł na ten piekielny środek transportu patrząc na mnie wyczekująco. - Zapraszam - westchnęłam i zajęłam miejsce za nim. Zauważyłam wychodzących ze szkoły znajomych, którzy patrzyli na mnie. Już widzę pytania od dziewczyn... Objęłam go w pasie i zamknęłam oczy.
-Błagam, ostrożnie - powiedziałam jeszcze.
-Zaufaj mi - ruszyliśmy. 
          -Lily, już dojechaliśmy - powoli otworzyłam oczy i puściłam chłopaka. - I jak widzisz, żyjemy - odetchnęłam. Jamie zszedł z motocykla, ja chciałam jak najszybciej odsunąć się od tego cholerstwa i oczywiście, musiałam zaczepić się nogą, przez co wpadłam w jego ramiona.
-Kurwa - mruknęłam pod nosem. Zaśmiał się, za co spiorunowałam go spojrzeniem. Stanęłam na nogach i odsunęłam się. - Dzięki. Gdzie my w ogóle jesteśmy? - rozejrzałam się dookoła. Staliśmy na podjeździe jakiegoś domu.
-U mnie - uśmiechnął się. - Chodź - pociągnął mnie za rękę do drzwi. Po chwili znaleźliśmy się w środku. - Chcesz coś do picia?
-Wodę - odłożyłam plecak na podłogę w salonie i usiadłam na kanapie. Jak zwykle "po turecku". Jamie wrócił z dwiema szklankami, zostawił je na stoliku i usiadł obok mnie. 
-Zabrałem cię do siebie bo chciałem porozmawiać, na poważnie - powiedział, a ja zmarszczyłam brwi. O co mu chodzi? Sięgnął po moją prawą rękę i podciągnął rękaw. Musiał ostatnio zauważyć, cholera. Przejechał palcami po bliznach.
-Zostaw - mruknęłam, zabierając rękę.
-Dlaczego to robisz? - zapytał, łapiąc mnie za dłoń i łącząc nasze palce.
-Przez dziesięć lat miotałam się między domem dziecka a rodzinami zastępczymi. W ostatniej rodzinie ten facet pieprzył mnie kiedy się tylko dało i nie rzadziej bił - powiedziałam bez emocji. Zacisnęłam drugą rękę w pięść. Nie wiem czemu to zrobiłam. Czemu podzieliłam się tym z nim? Chciał. To jego wybór. Zacisnęłam oczy. Nie mogę płakać, już wystarczająco łez wylałam. Objął mnie.
-Kiedy ostatnio się cięłaś? - zapytał.
-Jakoś tydzień temu - powiedziałam, a mój głos został stłumiony przez jego szyję.
-Nie rób już tego - mruknął i pocałował mnie we włosy. Westchnęłam.
-Ale ja to lubię...
-Błagam, nie mów tak.
-Możemy o tym nie rozmawiać, proszę? 
          -Więc widzimy się dopiero za dwa tygodnie - mruknął smutno Jamie, gdy staliśmy pod drzwiami domu, w którym mieszkałam. Właściwe, mogłabym go nazwać swoim domem, ale... Czy nie było na to za wcześnie? Tak czy inaczej, był już wieczór. - Będę tęsknić, Lily. Znamy się dopiero kilka dni ale zdążyłem się... bardzo do ciebie przywiązać - nie miałam pojęcia, co mu odpowiedzieć, więc po prostu go objęłam. Staliśmy przytuleni przez kilka minut, dopóki nie przerwał ciszy.
-Na mnie już pora - odsunął się ode mnie.
-Do zobaczenia w takim razie - powiedziałam, a on pocałował mnie w policzek.
-Cześć - uśmiechnął się smutno i odszedł w stronę motocyklu. Spojrzał na mnie, a ja pomachałam mu. Zmrużyłam oczy, gdy zauważyłam obok niego jakiś cień. Pokręciłam głową i weszłam do środka, od razu wpadając na Louisa.
-Podglądałeś? - westchnęłam, zamykając za sobą drzwi.
-Sorry, mała. Uroczy jesteście - posłał mi uśmiech, a ja burknęłam pod nosem kilka przekleństw skierowanych w stronę Tomlinsona. Dopiero teraz zauważyłam jak późno się zrobiło - dochodziła dziesiąta. 
-Oglądamy horror, dołączysz się?
-Nie bardzo - pokręciłam głową. - Jutro mam szkołę i rozumiesz, muszę się wyspać - przeszliśmy przez korytarz.
-A no racja, zapomniało mi się - wyszczerzył się, a ja pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Dobranoc chłopaki! - rzuciłam głośno w stronę salonu i udałam się do swojego pokoju.
          Po wykonaniu wieczornej toalety położyłam się do łóżka. Pisałam jeszcze chwilę z Jamiem, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Miałam ochotę piszczeć, skakać po łóżku, śmiać się, płakać, cokolwiek. On był taki kochany! Gdy odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka, po pokoju rozniósł się dźwięk pukania.
-Proszę! - powiedziałam. W pokoju znalazł się Zayn. Czego on mógł chcieć? Ostatnio był trochę dziwny...
-Mogę? - zapytał nieśmiało.
-yhm, jasne - rzuciłam, a on zamknął za sobą drzwi. Podszedł i usiadł na krawędzi łóżka. Jedyne światło w pokoju dawała mała lampka nocna.  
-Więc, chciałem z tobą porozmawiać... - uniosłam brwi zaciekawiona i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-No to słucham - uśmiechnęłam się, a on nerwowo odwzajemnił to.
-Chodzi o Jamiego - rzucił szybko, jakby chciał jak najszybciej mieć to za sobą. Milczeliśmy.
-Nie rozumiem, rozwiń to jakoś - westchnęłam. Wziął głęboki oddech.
-Bo rozumiem, romansujecie tam sobie i w ogóle, szanuję to... dobra wróć, nie szanuję tego w ogóle - zaciął się. - Ale nie uważasz, że on jest dla ciebie jednak trochę za stary? Osiem lat różnicy to dość sporo. Znam go od kilku lat i wiem jaki potrafi być. Przez ostatni czas tylko zdobywał dziewczyny i zostawiał, bo nudził się i sprawiało mu to frajdę. Nie chcę żebyś cierpiała. Ok, mówił mi że się zmienił, że jesteś dla niego ważna, ale ta różnica wieku... Lily, do cholery, to jest dorosły facet a ty nie jesteś nawet pełnoletnia!
-Zayn, spokojnie, nie nakręcaj się. Wiem jaki był, wierzę w to że będzie inaczej. A różnica wieku mi nie przeszkadza, ludzie z którymi się zadawałam zawsze byli starsi. Jemu to z resztą też nie przeszkadza - mulat nie odpowiedział. Przysunął się do mnie i przełknął ślinę. Siedział tuż przede mną. Uniósł lewą dłoń, a ja zamknęłam oczy myśląc, że mnie uderzy. Zamiast tego ułożył ją na moim policzku. Poczułam jego oddech na mojej twarzy, co oznaczało że się nachylił. Złączył nasze usta ze sobą. O dziwo nie byłam spanikowana. Moja dłoń także wylądowała na jego policzku. Całowałam się z nim. Czy to była zdrada, nawet jeżeli nie byłam z Jamiem, ale wszystko zmierzało ku temu, bym z nim była? Ale całowanie się z Zaynem było wyjątkowo miłe. Sprawiało mi przyjemność.

-Tak naprawdę jestem o to chorobliwie zazdrosny - mruknął, gdy po chwili się odsunął. - Przepraszam za to. Pójdę już i... - zaczął się wycofywać. 
-Nie - złapałam go za rękę, zatrzymując. Ponownie złączyłam nasze usta. Wiedziałam, że jest zaskoczony, przez co uśmiechnęłam się podczas pocałunku. Nasze języki idealnie współgrały, a moja dłoń przeczesywała jego włosy. Drugą ręką obejmowałam go za kark. 

czwartek, 30 lipca 2015

rozdział VIII


          Według planu, który dostałam od Harry'ego moją pierwszą lekcją była godzina wychowawcza.  Kto robi wychowawczą na pierwszej godzinie? Już widzę, że na tej lekcji będę rzadko się pojawiać. Ale przynajmniej będę wysypiać się w poniedziałki. 
          Gdy znalazłam się pod salą zadzwonił dzwonek. Starszy facet od razu się pojawił i wpuścił nas do sali. Zaczekałam aż wszyscy usiądą i zajęłam wolną ławkę z tyłu. Dziwnie, czemu nikt jej nie zajął? W mojej starej szkole zawsze była walka o ostatnie ławki... 
-Witam was po przerwie. Mam nadzieję, że wypoczęliście i macie siłę na naukę - facet miał miły uśmiech. - Od dzisiaj macie w klasie nową koleżankę. Pokażesz się nam? - eh, błagam. Tego się obawiałam. Niepewnie wstałam z krzesła, a nauczyciel posłał mi ciepły uśmiech. - Więc nazywasz się Lily Collins? - zapytał, a ja kiwnęłam głową. - Ja nazywam się Andrew Grey, jestem wychowawcą tej klasy i uczę historii. - Możesz już usiąść. Bądźcie dla niej... - jego wypowiedź przerwały otwierające się drzwi.
-Lerman, jak zwykle spóźniony.
-Sorcia - mruknął z wrednym uśmieszkiem. Zajął wolne miejsce obok mnie. - Jesteś nowa? - kiwnęłam głową. - Fajnie, brakowało nam tu ładnych lasek. Jestem Logan- puścił mi oczko. 
-Kontynuując, bądźcie dla niej mili. Do końca lekcji macie spokój, ale błagam bez zbędnego hałasu - gdy tylko to powiedział kilka dziewcząt i chłopaków do mnie podeszło, a ten cały Logan ulotnił się.
-Skąd jesteś?
-Czemu przeniosłaś się w połowie semestru?
-To twój kolor włosów czy farbowane?
-Specjalnie zostawiasz takie bujne brwi?
-Umówisz się ze mną?
-Błagam, nie wszyscy na raz - jęknęłam. Spojrzałam na tych ludzi, po kolei: średnia blondynka, dość ładna brunetka, kolejna ładna brunetka, przystojny brunet, przystojny chłopak o prawie czarnych włosach, przeciętny blondyn. Boże, jestem taka przeciętna... Dostanę przez nich depresji. - Może najpierw jak się nazywacie, bo moje imię już znacie?
-Bethany.
-Nina.
-Josephine, ale błagam mów mi Jo.
-Matt.
-Luke.
-Alex.
-No więc co tu robisz? - zapytała Nina.
-Przeprowadziłam się na drugą stronę Londynu, nie chciało mi się dojeżdżać - tylko po części skłamałam, bo faktycznie mieszkałam teraz na drugim końcu miasta.
-Nie było ci szkoda zostawiać przyjaciół? - zapytała zaskoczona Jo. 
-Niespecjalnie - wzruszyłam ramionami. Na szczęście nikt nie był chętny do podjęcia tego tematu. Uf, dzięki, że macie wyczucie.
-I słuchaj, nie zadawaj się z Loganem. Siedzi w tej klasie trzeci rok, nie wywalą go bo ma obrzydliwe bogatych starych. Jest pieprzonym chamem i prostakiem, no i jest niebezpieczny. Bawi się w narkotyki i przeleciał pół szkoły - Beth przyciszyła głos, gdy o tym mówiła.
-Jasne, będę uważać - posłałam jej uśmiech, jednak wiedziałam że zamierzam poznać tego chłopaka. Byłam go bardzo ciekawa.
-Masz kogoś? - zapytał Luke. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z Jamiem byliśmy dopiero na jednej randce, ale zapowiadało się, że coś z tego jednak będzie...
-Nic pewnego - odpowiedziałam w końcu, a wtedy zadzwonił dzwonek na przerwę.  
          Ostatnia lekcja. Na niej usiadłam z Jo. Na poprzednich siedziałam z Niną, Mattem lub Lukiem. Cała ta grupa była po prostu świetna. Cieszyłam się, że zdecydowali się mnie do siebie przygarnąć. Nie spodziewałam się tego, że już pierwszego dnia zdobędę jakichś znajomych. Niestety nie udało mi się porozmawiać z Loganem - zmył się ze szkoły już po pierwszej lekcji. Trudno, może kiedy indziej. 
-Co robisz w piątek? - zapytała Josephine.
-Właściwie to nic, a co? 
-Robimy imprezę z okazji... - zastanowiła się. - Z resztą, czy każda impreza jest z jakiejś okazji? Tak czy inaczej, jesteś zaproszona. 
-Dzięki, na pewno będę - uśmiechnęłam się. Chociaż wcale nie byłam tego taka pewna. Chłopacy mnie puszczą? Zaraz, zaraz. Powiem że idę do dziewczyn, będziemy oglądać filmy i plotkować o chłopakach. Nie chcę ich okłamywać po tym co dla mnie robią, ale czy tak nie będzie lepiej? Nie ważne, jeszcze dużo czasu, może zdążę coś wymyślić. 
-To potem podamy ci szczegóły.
-Jasne. 
          Harry wywołał duże zamieszanie wjeżdżając na parking szkoły tak drogim samochodem. Na szczęście nikt go nie poznał. Mogłabym wrócić sama, ale on uparł się że po mnie przyjedzie. 
-Hej - mruknęłam, gdy wsiadłam do środka.
-Jak tam twój pierwszy dzień?
-W porządku - powiedziałam, a Harry ruszył w stronę domu. 
-Może coś więcej?
-Było miło - Styles nie naciskał. Normalnie uwielbiam go za to. Szybko dojechaliśmy na miejsce. W domu od razu dopadł mnie Lou, zasypując pytaniami o szkołę.
-Spokojnie - jęknęłam, a on zrobił obrażoną minę. - Było w porządku, chyba mam kilku znajomych - wzruszyłam ramionami, a Louis szeroko się uśmiechnął, zamykając mnie w uścisku. Lekko go objęłam i odsunęłam się.
-Lily, chodź na obiad! - krzyknął Niall z kuchni.
-Nie jestem głodna, ale dzięki! - odkrzyknęłam. Zamierzałam iść do swojego pokoju, ale drogę zagrodził mi Zayn.
-Musisz coś zjeść.
-Nie jestem głodna - powtórzyłam i spróbowałam przejść, ale on nadal nie pozwalał mi. - Cholera, Zayn. Serio. Przepuścisz mnie?
-Zayn ma rację - poparł go Liam, który przyszedł z salonu. 
-Nie przesadzajcie, nic mi nie będzie. Potem zjem.
-Jak chcesz - westchnął mulat i przesunął się. Posłałam mu uśmiech i udałam się do swojego pokoju. Od razu usiadłam przy biurku i zajęłam się lekcjami, Po ledwie kilku minutach zadzwonił Jamie. Odebrałam i włączyłam głośnomówiący, by jednocześnie móc dokończyć zadanie z matematyki.
-Hej, co tam? - rzuciłam.
-em, cześć. Robisz coś jutro? 
-Raczej nie, a co?
-W takim razie pozwolę sobie jutro przyjechać po ciebie do szkoły. Nie przeszkadza ci to?
-Nie, oczywiście że nie - uśmiechnęłam się pod nosem.
-To do zobaczenia. 
-Pa - zakończyłam połączenie.
          Gdy skończyłam zadania zeszłam na chwilę pogadać z chłopakami, wypiłam herbatę i wróciłam do pokoju. Zaczęłam pisać z Jamiem, w międzyczasie wzięłam prysznic, umyłam włosy i przygotowałam się do spania. Gdy miałam zamiar zgasić światło, po pokoju rozeszło się pukanie do drzwi.
-Proszę - do środka wszedł Zayn. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na łóżku. Napisałam Jamiemu, że zaraz wracam i spojrzałam wyczekująco na mulata.
-Co cię tu sprowadza? - próbowałam dowiedzieć się co on tu właściwie robi. Cisza.
-Jak tam twoje koszmary? - zapytał po chwili.
-Nie miałam wczoraj jeśli o to pytasz.
-To dobrze - powiedział, odwracając głowę gdzieś w bok. Starał się na mnie nie patrzeć.
-Co cię gryzie? - cały czas gapiłam się prosto w jego twarz, Chyba go to peszyło.
-Bo chodzi o to że... ty... ja... - przerwał.
-No? - ponagliłam go.
-Nie ważne - mruknął i wyszedł. Po prostu zniknął, w sekundę. Nawet nie miałam szansy go zatrzymać. O co mu do cholery chodzi? Wróciłam do pisania z Jamiem, zgasiłam światło i położyłam się wygodnie na łóżku, z telefonem w ręku.