wtorek, 23 czerwca 2015

rozdział IV


          Kolejny wieczór spędziłam śmiejąc się z chłopakami. Poznawaliśmy się, a ja bardzo ich polubiłam i wydaje mi się, że z wzajemnością. Z nimi czułam się szczęśliwa i nawet nie miałam najmniejszej ochoty by znowu się ciąć. Chwilę przed drugą w nocy rozeszliśmy się. Wzięłam prysznic, umyłam zęby, przebrałam się w nową pidżamę i wyszłam na balkon. Wspominałam, że "mój" pokój ma balkon? Spojrzałam na niebo i uśmiechnęłam się. Gdy poczułam podmuch wiatru na mojej skórze przez który zadrżałam, wróciłam do pokoju. Położyłam się. 
          -Nienawidzę was - szepnęłam przez łzy. - Po co mnie braliście, do cholery?! - krzyknęłam.
-Lily, spokojnie - powiedziała Amy. Podeszła do mnie i położyła mi dłonie na ramiona. Odsunęłam się gwałtownie.
-Nie dotykaj mnie.
-Lily, proszę.
-Nienawidzę was - powtórzyłam, patrząc na Grega. Stał niewzruszony kawałek dalej. Zanim stały ich dzieciaki. Ciekawe czy je też pieprzy? - Jesteście najgorsi - i wyszłam. Idealnie trafiłam na deszcz. Ja to mam szczęście... Zatrzymałam się na końcu ulicy, niezdecydowana gdzie mam pójść. Wtedy poczułam szarpnięcie za ramię.
-Co ty sobie wyobrażasz, gówniaro? - momentalnie mój policzek zaczął piec. Znowu mnie uderzył...
-Kurwa, zostaw mnie! - krzyknęłam wyrywając mu się.
-Uważaj na słowa - złapał mnie za łokieć i agresywnie pociągnął w boczną uliczkę. - Trzeba cię trochę utemperować, co? - warknął ściągając ze mnie spodnie.
-Nie masz prawa, do cholery! - krzyczałam, płacząc. - Zostaw mnie!  

          -Hej, Lily, nie płacz - usłyszałam zmartwiony głos nad uchem. Znowu miałam koszmar? A Zayn już drugi raz pojawia się tutaj.
-Przepraszam - wymamrotałam w szyję obejmującego mnie chłopaka, chociaż może lepiej będzie jeśli nazwę go mężczyzną?
-Śpij, mała.
I to uczyniłam.
          Następnego dnia obudziłam się sama. Wzięłam prysznic i ubrałam się, po czym zeszłam do kuchni gdzie zastałam jedynie Zayna. No cóż, było jeszcze wcześnie. Przywitałam się i zabrałam za robienie herbaty. Czułam się przy nim nieco niezręcznie.
-Wcześniej często miewałaś koszmary? - zapytał, gdy zalewałam napój.
-yhm, codziennie - powiedziałam cicho. Odwróciłam się tyłem do blatu i oparłam o niego. -Przepraszam, że znowu cię tak "wykorzystałam" - dodałam, a on tylko skinął głową. Podszedł do mnie i oparł ręce na blacie, po obu moich stronach.
-W takim razie od dzisiaj śpisz ze mną - powiedział po chwili zamyślenia.
-Co? - serce biło mi jak oszalałe. O czym on mówi? To nie zalicza się jako pedofilia? Halo, jestem dzieckiem!
-Wolisz co noc krzyczeć z przerażenia czy moje imię z przyjemności? - zapytał poważnie, pochylając się nade mną. Uniosłam głowę by spojrzeć na jego twarz, która nie zdradzała zbyt wielu emocji. Moje serce jakimś cudem zdołało jeszcze przyspieszyć i miałam wrażenie że zaczynałam się trząść. Musiałam wyglądać komicznie. 
-Spokojnie, tylko żartuję - zaśmiał się. Cholera, Zayn. Mógłbyś się już odsunąć. - Ale serio, śpij ze mną - złapał mnie za rękę i podwinął rękaw. Cały czas nie patrzył na mnie. - Wydaje mi się, że wtedy jesteś spokojniejsza, może koszmary ustąpią - przejeżdżał palcami po moich cięciach.
-To dziwne - powiedziałam po chwili. - Pamiętasz, że jestem dzieckiem?
-Przecież nic ci nie zrobię, Lily. Za kogo ty mnie masz? - chyba się zdenerwował... Spuściłam głowę.
-Czasem osoby, po których nie spodziewasz się... takich rzeczy potrafią zaskoczyć - powiedziałam cicho i zagryzłam wargę. Zayn westchnął i puścił moje ręce. Położył dłonie na moich policzkach i uniósł moją głową tak, bym spojrzała mu w oczy.
-Obiecuję, że nic ci nie zrobię. Nie byłbym w stanie skrzywdzić kobiety - czemu on jest tak blisko mnie? - Przez te dwa dni tak bardzo cię polubiłem, że nie dam cię skrzywdzić nikomu, Lily - czy mi się wydaje czy on jest jeszcze bliżej? Nagle westchnął i szybko się odsunął.
-Dziękuję, Zayn - powiedziałam, patrząc na kafelki. Chłopak mruknął coś pod nosem i wyszedł z kuchni. 
          O godzinie dwunastej siedziałam w salonie z czwórką chłopaków. Od czasu naszej porannej rozmowy z Zaynem nie widziałam go, reszta też.
-No i co Lily, w poniedziałek do szkółki, co? - Harry trącił mnie ramieniem.
-Nie przypominaj mi - burknęłam.
-Ale przecież szkoła jest super! - wykrzyknął Lou.
-Żałosna - westchnęłam opierając się plecami o bok Louisa i kładąc nogi na Harrym.
-Nie za wygodnie ci?
-Dziękuję, tak mi pasuje - przymknęłam oczy. - Jeszcze tylko pół roku w tej szkole - westchnęłam.
-Czemu jej tak nie lubisz? - zapytał Liam.
-Gdy dzieciaki dowiadują się, że jesteś z domu dziecka nie masz już czego tam szukać. 
-Nie masz znajomych? - zapytał zdziwiony Harry.
-Właściwie rozmawiam tylko ze stażystą, który nas uczy... - mruknęłam.
-Gustujesz w starszych, co? - lokaty poruszył śmiesznie brwiami. Walnęłam go w ramię.
-To nie moja wina - wydęłam dolną wargę, a on się zaśmiał.
-Ale ty śmiesznie wyglądasz - zahaczył palcem o tę wargę, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Ten chłopak jest naprawdę dziwny, ale go lubię. Zachichotałam, gdy chłopak włożył mi palce w dziurę na kolanie i zaczął mnie po nim "smyrać". 
-Uspokój się - powiedziałam poważnie w jego stronę, a on wyszczerzył się w uśmiechu. Zacisnął dwa palce na moim kolanie, przez co zaczęłam się jeszcze bardziej śmiać.
-Hej, dzieciaki - usłyszałam gdzieś za sobą. Odwróciłam się, by ujrzeć Zayna stojącego w przejściu między korytarzem a salonem.
-O, Zayn, gdzieś ty był od rana? - zapytał Liam, a ja cały czas chichotałam pod nosem. Głupi Harry.
-Wyszedłem się przejść - powiedział i przeszedł do salonu. W tym momencie lokaty złapał mnie za stopę, łaskocząc ją,  a ja zaczęłam wymachiwać nogami, śmiejąc się.
-Litości, błagam - wyjęczałam. Harry nadstawił policzek wskazując na niego palcem. Spojrzałam na niego pytająco.
-No, czekam - ponaglał. Pokręciłam przecząco głową, a on znowu mnie łaskotał. Bolał mnie już brzuch od śmiechu i ledwo mogłam złapać oddech. 
-Ok, ok, już! - przestał, a ja nachyliłam się w jego stronę. Gdy miałam pocałować jego policzek, on obrócił głowę i trafiłam prosto w usta. Odsunęłam się.
-Jezu, jaki ty jesteś głupi - burknęłam i schowałam twarz przy szyi Louisa. Czułam, że się rumienię.
-Ktoś tu się zawstydził - zanucił pod nosem, a ja załamana westchnęłam.
-Louuu - zajęczałam. - Zabierz go ode mnie - niebieskooki rozbawiony pogłaskał mnie po głowie. Czułam na sobie spojrzenie reszty, więc zasłoniłam twarz ręką.
-Wróćmy do oglądania czy coś - mruknęłam.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

rozdział III


          -No już, nie płacz - szepnął a ja kiwnęłam głową. - Teraz pogadam z chłopakami, na pewno uda mi się coś załatwić. Dałabyś radę zająć się sobą?
-Niall, nie jestem dzieckiem...
-Trochę jesteś - poczochrał mi włosy. Prychnęłam pod nosem i przeszłam do salonu z kubkiem herbaty w ręku. 
          Na kanapie siedział Zayn i tępo wpatrywał się w telewizor. Przysiadłam się do niego. Pociągnęłam łyk gorzkiego napoju i odłożyłam kubek na stół.
-Coś ciekawego? - zapytałam a on spojrzał na mnie z widocznym zaskoczeniem. Jakbym wyrwała go z głębokich rozmyślań. - W telewizji. Pytam, czy coś ciekawego.
-Oh, nie wiem - powiedział. Oderwałam spojrzenie od niego i zainteresowałam się wiadomościami. - Słyszałem twoją rozmowę z Niallem - dodał po chwili ciszy. Skinęłam powoli głową nawet na niego nie patrząc. - Musiało być ci bardzo ciężko... - kontynuował ostrożnie.
-Jest - przerwałam mu.
-I rozumiem, że przez to się krzywdzisz, ale... postaraj się tego nie robić, ok? - nie odpowiedziałam. Za to znowu miałam łzy w oczach i czułam gulę w gardle, której nie mogłam się pozbyć. Ona po prostu tam była. Nie pozwalała mi mówić. Próbowałam ją przełknąć - na marne. - Hej, spójrz na mnie - pokręciłam głową. Miałam wrażenie, że zaraz się rozpłaczę. Nie lubię, gdy ktoś ogląda mnie w takim stanie. Zayn złapał mnie za podbródek odwracając moją głowę w swoją stronę.
-Mała, nie płacz - zamknęłam oczy na dłuższą chwilę i odchrząknęłam.
-Wcale nie płaczę - mój głos... Brzmiał okropnie. Mulat westchnął i zamknął mnie w uścisku. Czułam się przy nim taka mała; jakbym była małą mrówką a on mógł zmiażdżyć mnie między dwoma palcami. - I ja... Przepraszam za to w nocy - powiedziałam cicho.
-Przestań, nic się nie stało - posłał mi pokrzepiający uśmiech a ja odsunęłam się od niego i usiadłam głębiej w sofę. Oboje wróciliśmy do telewizji i nie kontynuowaliśmy rozmowy.
          Po może piętnastu minutach dołączyła do nas reszta chłopaków. Na kanapę usiadł także Louis, który od razu położył na mnie nogi. Spiorunowałam go spojrzeniem a on się tylko roześmiał.
-Skoro już u nas zostajesz, kwiatuszku, a nie masz żadnych rzeczy myślę, że trzeba się wybrać na spore zakupy - powiedział niewzruszony moją reakcją. - Na przykład za pół godziny.
-Ale po co? - jęknęłam.
-Zamierzasz chodzić w tych ciuchach Harry'ego cały czas? - pokręciłam przecząco głową. - I za tydzień wracasz do szkoły, myślę że potrzebujesz do niej kilka rzeczy. I potrzebujesz nowy telefon, gdy patrzę na twój mam wrażenie że zaraz się rozpadnie.
-Ej, nie przesadzaj! Mój telefon jest całkiem w porządku, poza tym i tak nie stać mnie na inny - wzruszyłam ramionami.
-Młoda, przecież za wszystko zapłacimy - powiedział Harry a ja westchnęłam.
-Wasz wybór - mruknęłam.
-No to ustalone! Za pół godziny jedziemy na zakupy twojego życia, wujek Tomcio ci pokaże jak to się robi - był zadowolony z siebie. Załamana ukryłam twarz w dłoniach. Szykuje się niezła zabawa...
          Dokładnie czterdzieści trzy minuty później siedzieliśmy w samochodzie Louisa. Nawet wiedziałam, że to Maserati! Byliśmy teraz w drodze do galerii.
-Rozchmurz się trochę - powiedział nagle. Nastąpiła ogromna zmiana, kiedy jego radosny głos wypełnij tę ciszę. - Cały dzień z tym najwspanialszym Louisem Tomlinsonem, ah, zazdroszczę ci trochę.
-Trochę skromności, Lou - zaśmiałam się. 
-Po co mi ona tam, gdzie nie jest potrzebna? - posłał mi zadowolony uśmiech.
-Dziękuję.
-Za co?
-Że robicie tyle dla mnie. 
-Młoda, ogarnij się już.
-Ej, o co ci chodzi - oburzyłam się.
-Nie musisz nam już dziękować. Raz wystarczyło - prychnęłam.
-Oj już się tak nie denerwuj, kwiatuszku. Wysiadamy i na podbój sklepów!
          Gdy tylko weszliśmy do galerii Lou zaciągnął mnie do pierwszego sklepu.
-Błagam, znajdź sobie tutaj jakąś koszulkę i spodnie, nie mogę już na ciebie patrzeć, bo wyglądasz jak bezdomna.
-No dziękuję ci bardzo, Lou - na niby zdenerwowana ruszyłam między półki. Znalazłam zwykłe, dobrze przylegające czarne rurki i szary sweterek z co najważniejsze, długim rękawem. Ze sklepu wyszłam już ubrana w te ubrania, w siatce trzymając ubrania Harry'ego.
-Dzisiaj musimy kupić jeszcze przynajmniej: 3 pary spodni, z 4 koszulki, 2 swetry, jakieś koszule, kurtkę, bieliznę, buty, pidżamy i co ci się oprócz tego spodoba - wymieniał w drodze do kolejnego sklepu.
-Żartujesz sobie? Przecież my nie wyjdziemy stąd do jutra - marudziłam, a on niewzruszony pociągnął mnie do kolejnego sklepu. 
          Po dwóch godzinach musieliśmy wrócić do samochodu odłożyć torby. Byliśmy cali obładowani. Miałam cichą nadzieję że wrócimy wtedy do domu, jednak Louis szybko wybił mi w ten pomysł z głowy. Odwiedziliśmy kolejne pięć sklepów, a gdy mieliśmy już wszystkie rzeczy które "musiały być" i kilka dodatkowych dotarło do mnie, że przecież zaliczyliśmy tylko rzeczy odzieżowe. Potem kupiliśmy mi kilka dodatków typu czapka, torebka, plecak i zajęliśmy się rzeczami związanymi ze szkołą - podręczniki, zeszyty, długopisy, zakreślacze, karteczki i wszystkie inne duperele. 
-Louis, nie mam już siły... Bolą mnie nogi i głowa, mam dość - jęczałam mu nad uchem.
-Możemy teraz iść na jakąś kawę czy coś...
-Oh dzięki ci boże! - naprawdę czułam się jakbym "wygrała życie" w tamtym momencie. Udaliśmy się do Starbucksa, gdzie dostałam karmelowe frappuccino i powiem szczerze, że było bardzo dobre. 
-Zostały nam jeszcze dwie rzeczy - powiedział, gdy usiedliśmy przy stole mając już nasze napoje. - Naprawdę masz już dość? - spojrzałam na niego z miną "serio?!".
-Nie widać? Ledwie żyję - mruknęłam. 
-To jeszcze tylko kosmetyki i telefon - pocieszył mnie.
-Nie wiem czy przeżyję.
          Gdy wyszliśmy z galerii było już ciemno. W samochodzie zauważyłam że dochodziła dwudziesta, co oznaczało że spędziliśmy tu prawie osiem godzin...
-Dziękuję, Lou - powiedziałam i pocałowałam go w policzek, gdy wsiadł do samochodu.
-Dla mnie to była przyjemność - uśmiechnął się do mnie. Reszta drogi minęła nam w towarzystwie radia.
          Gdy wróciliśmy nawet nie zerknęłam na chłopaków. Razem z Lou wnieśliśmy te wszystkie pierdoły do pokoju, w którym spałam. Potem zostawił mnie samą, żebym na spokojnie mogła się w tym odnaleźć. Usiadłam na łóżku i omiotłam te wszystkie torby spojrzeniem.
-Nie mam na to siły - mruknęłam sama do siebie. Wzięłam jedną z nich i gdy zobaczyłam co się w niej znajduje, zamarłam. Lou poszedł sam kupić mi telefon, jednak nie spodziewałam się czegoś takiego. Kupił mi iPhona i to 6. Przecież to sporo kosztuje... Wzięłam pudełko i przeszłam do salonu, gdzie udało mi się go znaleźć.
-Lou! - powiedziałam głośno żeby zwrócił na mnie uwagę. - Nie przyjmę tego, było za drogie - i wyciągnęłam rękę z opakowaniem w jego stronę. 
-Młoda, nie rób scen - jęknął.
-Ale... - przerwał mi pociągnięciem mnie za wyciągniętą w jego stronę rękę, przez co wylądowałam tyłkiem na jego kolanach. Wzdrygnęłam się i przesunęłam. 
-Serio, nie marudź. Po prostu to weź.
-Ale...
-Cicho już - spiorunował mnie spojrzeniem a ja posłusznie się zamknęłam. 
-Hej Lily, jak podobało ci się wyjście z Lou? - zapytał Harry z drwiącym uśmieszkiem.
-Nigdy więcej - burknęłam zasłaniając się rękoma, a oni zaczęli się śmiać. Idioci.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

rozdział II



Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja nie mogłam oderwać wzroku. Nie mogłam panować nad swoim ciałem, zupełnie tak jak wcześniej. Momentalnie zeszkliły mi się oczy i spuściłam głowę. Zacisnęłam dłonie w pięści. 
Poczułam łzę spadającą mi na spodnie.
-Mała, co jest? - Louis objął mnie ramieniem. Otarłam łzy wierzchem dłoni.
-Nic, nic - pociągnęłam nosem. Przed kolejnymi pytaniami uchronił mnie Niall, który wrócił do salonu z kubkiem i talerzem pełnym kanapek. Postawił to na stoliku przede mną i posłał zaskoczonej mnie uśmiech.
-Pewnie jesteś głodna - gdy to powiedział usiadł na kanapę obok Harry'ego.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego. Byłam bardzo mile zaskoczona. Jego zachowanie, zachowanie ich wszystkich - byli dla mnie tacy mili... Wzięłam jedną kanapkę i usadowiłam się wygodniej na kanapie - usiadłam głębiej i "po turecku". Teraz czułam się pewniej i co więcej - czułam że mogę im ufać. Chłopacy zaczęli normalnie rozmawiać między sobą a ja zaczęłam powoli jeść, co jakiś czas zerkając na mulata. Był strasznie przystojny, a jego tatuaże były po prostu piękne.
-Halo, Lily? - zobaczyłam rękę przed sobą. - Ślinisz się do niego, fuj.
-Co? Nieprawda! - zaprzeczyłam zawstydzona, a Louis zaczął się śmiać.
-Spokojnie, tylko żartuję. Pytałem jakiej muzyki słuchasz i jak możesz nas nie znać.
-uhm, rapcore, metal, rock - powiedziałam. - Nie wyglądacie na wykonujących taką muzykę, to pewnie dlatego - próbowałam powstrzymać śmiech. Szczerze to oni wyglądali trochę... lalusiowato? Przepraszam, chłopaki!
-No dobrze, wybaczam - powiedział nieco zasmucony. - Powinnaś słuchać naszej muzyki - burknął pod nosem. Wzięłam kubek z herbatą do rąk i upiłam łyk. Niestety jestem idiotką i nie pomyślałam że jest gorąca, przez co poparzyłam sobie język.
-Oj no przepraszam - powiedziałam, a on rzucił się na mnie, by mnie objąć. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, gdy Louis przewrócił mnie na Harry'ego przez co kubek przechylił się a cała bardzo gorąca zawartość znalazła się na mojej ręce i podłodze. Syknęłam i przymknęłam oczy.
-Lou... - jęknęłam zrezygnowana.
-Kurwa! Przepraszam, bardzo przepraszam - mówił pod nosem. - Jestem taki głupi, kurwa... Przepraszam.
-Jest ok - posłałam mu lekki uśmiech, a wtedy poczułam że ktoś wyciąga mi kubek z ręki i ciągnie mnie za sobą. Momentalnie wstałam na nogi i zobaczyłam że to Zayn. Posłałam mu zdziwione spojrzenie, a on tylko mocniej złapał mnie za rękę, przez co zadrżałam, i pociągnął w sobie tylko znanym kierunku.
          Już po chwili dotarliśmy do łazienki.
-Ściągaj tę bluzkę - rzucił, jednocześnie podchodząc do prysznica.
-Co? - zapytałam.
-Ściągaj i chodź tutaj - nie chciałam tego robić ale wolałam z nim nie dyskutować. On w tym czasie włączył lekki strumień lodowatej wody. Gdy do niego podeszłam objął mnie i wyciągnął oparzoną rękę pod prysznic i zalał ją wodą. Syknęłam. Spojrzałam na jego twarz - widziałam że przyglądał się licznym cięciom. Świeżym, starym, blizny też były. Na jego czole pojawiło się kilka zmarszczek, a w oczach widziałam smutek. Nawet nie zauważyłam kiedy siedziałam na toalecie, a on owijał mi rękę bandażem. Teraz widziałam skupienie gdy to robił i znowu smutek, gdy przeniósł wzrok na posiniaczony brzuch. Przytulił mnie, więc ja także go objęłam. Było to bardzo miłe i miałam wrażenie, że tego potrzebowałam od bardzo dawna.
-Nie wiem dlaczego to robisz, ale wiem że chcę ci pomóc, Lily. Bądź silna, dobrze? - odsunął się ode mnie. Kiwnęłam głową.
-Dziękuję, Zayn.
           Amy wyjechała na weekend w związku ze swoją pracą. A ja wiedziałam co to oznacza. Miałam ochotę umrzeć, gdy tylko Greg przyprowadził swojego znajomego. Zostawił nas samych.
-Hej, Lily. Miło mi cię poznać - uśmiechnął się wrednie. - Ja jestem Tom - nagle, nie wiadomo skąd czułam jego chytre ręce wszędzie, na całym moim ciele. Już po chwili brakowało mi ubrań, jemu także. Całował, lizał, ssał moją szyję, a ja nie mogłam krzyczeć. Nie mogłam wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Czułam jego dłonie na moich udach. Zbliżał się tam, gdzie nie powinien. Gdzie nikt nie powinien. Wiedziałam że to koniec, gdy zaczął się mnie wchodzić. Płakałam. Wtedy odzyskałam głos. Krzyczałam jak tylko najgłośniej mogłam.
-Lily, spokojnie, jestem tu - usłyszałam cichy głos przy moim uchu. Czułam silne ręce, które mnie obejmują. Inne niż wcześniej. Te zapewniały mi bezpieczeństwo, a nie robiły krzywdę. -Ciii, nie płacz - ja płaczę? Halo, gdzie ja jestem?
-Spokojnie, to tylko sen.
-Zayn? - wyszeptałam cicho, a jego ręce tylko mocniej mnie objęły.
-Jestem tutaj - odgarnął mi włosy z twarzy. Zapewne byłam cała spocona. I nadal nie mogłam unormować oddechu.
-Zostaniesz? Proszę.
-Oczywiście - po chwili zasnęłam.
          Rano obudziłam się w łóżku sama, a miejsce obok pachniało Zaynem, gdzie głównym składnikiem zapachu były papierosy. Co się wczoraj stało? Gdy zajął się moim oparzeniem wróciliśmy do chłopaków, gdzie siedzieliśmy do późna. Dobrze się z nimi bawiłam, jednak o drugiej, albo nawet trzeciej nad ranem byłam już ledwo przytomna. Dostałam koszulkę od Harry'ego, umyłam się i poszłam spać do pokoju gościnnego, który mi użyczyli. W nocy miałam koszmar, krzyczałam, a przez to przyszedł Zayn... Boże, jaki wstyd... I jeszcze zmusiłam tego biedaka żeby ze mną został...
          Sięgnęłam po telefon żeby dowiedzieć się, że jest godzina 9. Wstałam i udałam się do pobliskiej łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i ponownie założyłam koszulkę Harry'ego i jego dresy, które także wczoraj dostałam. Potem zeszłam na dół, do kuchni, gdzie zostałam Nialla.
-Hej - rzuciłam w jego stronę.
-O, Lily. Słuchaj, musimy porozmawiać - wziął nieco głębszy oddech. - Jeśli mam ci pomóc muszę poznać twoją pełną historię - kiwnęłam głową, wzdychając. - Siadaj tu, zaraz zrobię ci coś do picia - ponownie skinęłam i zajęłam wskazane miejsce naprzeciw niego. On zajął się robieniem herbaty, a ja zaczęłam nerwowo bawić się palcami skubiąc skórki przy paznokciach. Zawsze tak robiłam gdy się stresowałam. I denerwowałam się tym, że mam na sobie koszulkę z krótkim rękawem, która ukazuje cięcia. Ale na razie tego nie zauważył. 
-Pros... - postawił przede mną kubek i zamarł. -Ty... się tniesz? - schowałam ręce pod stół, jednak on usiadł obok i chwycił mnie za dłonie, żeby móc się im przyjrzeć. Spuściłam głowę.
-Trochę - mruknęłam pod nosem. - Więc... Moja historia... To... - wzięłam głęboki oddech, a Niall puścił moje dłonie. - Moi rodzice zginęli gdy miałam pięć lat. Trafiłam do domu dziecka, ponieważ nie mieli żadnej rodziny... Po roku znalazła się jakaś rodzina dla mnie. Oddali mnie po cztery latach. Cztery lata w sierocińcu a potem znowu trafiłam do jakiejś rodziny. Niezbyt się lubiliśmy... I on...- przerwałam na chwilę. W moich oczach zebrały się łzy. - Oni nie był w porządku wobec mnie. Zwłaszcza on - powiedziałam cicho i dałam łzom swobodnie płynąć. Blondyn objął mnie.
-Co to znaczy?
-Zmuszał mnie do wielu rzeczy... Robił ze mnie prostytutkę... - pociągnęłam nosem. Ukryłam twarz w dłoniach. - Ten dom spłonął, oni zginęli... A ja muszę znowu iść do domu dziecka... - podniosłam głowę i spojrzałam w zeszklone oczy blondyna. - Nie chcę tam iść. Tam... tam też robili wiele nieodpowiednich rzeczy, Niall - spojrzałam gdzieś w bok, gdzie jedynie mignęła mi ciemna czupryna. Może mi się tylko wydawało? 
-Lily... tak mi przykro - wyszeptał, dalej mnie obejmując. - Zostaniesz z nami, dobrze? Chłopacy cię polubili, na pewno się zgodzą. Któryś z nas cię adoptuje... Zostaniesz z nami. Będę cię chronił jak tylko mogę najlepiej. Wystarczająco już w życiu wycierpiałaś.
-Dziękuję, Niall. Tak bardzo dziękuję - wyjąkałam. - Jestem tak bardzo wdzięczna... - a łzy jedynie spływały w dół mojej twarzy.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

rozdział I


          Halo? Co się stało? Dlaczego ten dom... płonie? Pomocy! Uciekaj stąd - mówi mi pomocny głos w mojej głowie.Ale ja nie mogę zrobić żadnego kroku; utknęłam. Coś mnie trzyma za nogi, nie chce puścić. Próbuję, ale nie mogę. Pomocy! Czy ktokolwiek mnie słyszy? Jestem jak w transie, wszystko dzieje się obok mnie, a jednocześnie daleko stąd. Dopiero dźwięk syren straży pożarnej budzi mnie do życia. Jeśli mnie złapią będzie po mnie. Posyłam spojrzenie w stronę zbliżającego się samochodu i uciekam w przeciwnym kierunku. Czuję łzy formujące się w moich oczach. Po szybkim biegu ląduje w pobliskim parku. Siadam na ławce, podkulam nogi i zastanawiam się co dalej. Straciłam dom, straciłam "rodziców" i "rodzeństwo". Wyjmuję z kieszeni płaszczyka jedyne, co udało mi się zabrać oprócz karty kredytowej - telefon i słuchawki.Włączam moją ulubioną playlistę, która w połowie składa się z utworów Hollywood Undead i płaczę. Prostuję nogi i pochylam się. Co teraz?
          -Przepraszam, nic ci nie jest? - usłyszałam miły, nieco przestraszony głos gdzieś obok siebie. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i zobaczyłam twarz tuż przed sobą. Wydałam z siebie coś w rodzaju pisku, odsuwając się szybko. Przede mną kucał jakiś mężczyzna. Czego on chce?! Rozejrzałam się wokół siebie - było już ciemno, a on był jedyną osobą w okolicy. Co jeżeli on chce mi coś zrobić?! Nie panikuj.
-Kim jesteś? - zapytałam drżącym głosem. - Czego chcesz? - dodałam.
-Jestem Niall - pobliska latarnia oświetlała jego twarz, dzięki czemu byłam w stanie zobaczyć delikatny uśmiech na bladej twarzy. - Jest już dość późno, siedzisz tu sama i płaczesz... Czekasz na kogoś? Odprowadzić cię do domu?
-Ja nie mam domu - mruknęłam cicho. - Nie czekam na nikogo i dziękuję, nie trzeba - powiedziałam nieco głośniej.
-Jak to nie masz domu? - widziałam jak zmarszczył brwi. Obserwowałam go, gdy wstał i usiadł na ławkę, tuż obok mnie.
-Spłonął, dzisiaj - czułam zbierające się łzy. Spojrzałam w oczy nieznajomego. - I oni... umarli. A ja... ja nie mam co ze sobą zrobić - pociągnęłam nosem. - Nie chcę wracać do domu dziecka - dodałam niepewnie. Widziałam, że nad czymś się zastanawiał. Na jego czole pojawiło się kilka małych zmarszczek. Podniósł się z ławki.
-Chodź ze mną - powiedział. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. - Mieszkam z czwórką chłopaków, mam nadzieję że nie będzie ci to przeszkadzać - przeczesał swoje gęste blond włosy z widocznymi ciemnymi odrostami. - Zostaniesz u nas na noc czy dwie, potem zastanowimy się co robić, dobrze? - uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę. I tak nie masz co ze sobą zrobić. Odwzajemniłam delikatnie jego uśmiech i chwyciłam jego rękę, by wstać. Gdy stałam już na nogach, od razu ją puściłam. Udałam się za nim w stronę czarnego samochodu; nie mam pojęcia jakiej był marki ale no cóż, wyglądał na drogiego. Otworzył przede mną drzwi pasażera, a gdy wsiadłam zamknął je za mną. Dopiero wtedy zauważyłam która jest godzina - dochodziła dwudziesta trzecia. Dźwięk silnika miło mnie zaskoczył, praktycznie w ogóle nie było go słychać. 
-Jak masz na imię? - zapytał po minucie ciszy.
-Lily - gdy to powiedziałam znowu nastała cisza. Łzy napłynęły mi do oczu.
-Co robiłeś o tej porze w parku? - zadałam to pytanie tylko po to żeby się nie rozpłakać.
-Wracałem z randki - skrzywił się lekko. 
-Oh - ponownie umilkłam. Niall mocno zaciskał ręce na kierownicy. - Niezbyt udana?
-Bingo - mruknął.
-Nie przejmuj się zbytnio - posłałam mu półuśmiech gdy tylko na mnie spojrzał. Odwzajemnił go i przeniósł spojrzenie na drogę.
-Ile ty masz w ogóle lat?
-Szesnaście za dwa miesiące.
-Czyli chodzisz jeszcze do szkoły? - kiwnęłam głową, jednak potem zdałam sobie sprawę że przecież patrzy na drogę, a nie na mnie. Idiotka. Odchrząknęłam.
-Tak, teraz mam tygodniową przerwę.
-Jesteśmy - powiedział. Wjechaliśmy przez bramę na podwórko, gdzie zaparkował samochód. Gdy tylko wysiadłam z auta przeżyłam mały szok. Ten dom... Był przepiękny. 
-Wygraliście w totka czy okradliście bank? - zapytałam cicho gdy blondyn stanął obok mnie. 
-Jesteśmy dość znanym zespołem...
-Serio? - zapytałam zaskoczona, odwracając się w jego stronę.
-One Direction - powiedział zadowolony.
-Oh, coś kojarzę - posłałam mu lekki uśmiech.
-Będziemy tak stać czy wejdziemy do środka? - mogłabym tak stać i podziwiać ten dom, ale zaczynało kropić i zerwał się mocny wiatr. Poza tym w środku jest pewnie równie piękny. 
-Chodźmy.
          Gdy tylko weszliśmy do przedpokoju, ściągnęłam buty a Niall przejął ode mnie mój płaszcz i odwiesił go do szafy. Czekając aż on się rozbierze podziwiałam wszystko co się dało. Po tym co zobaczyłam wydawało się, że jest on urządzony w stylu minimalistycznym, a kolory tutaj to odcienie czarnego, szarego i białego. Przeszliśmy do salonu gdzie dodane były drewniane akcenty. Nie mam pojęcia kto to projektował, ale odwalił kawał naprawdę dobrej roboty. Na białej, skórzanej kanapie rozwalona była dwójka chłopaków, a na dwóch fotelach pozostali. Oglądali telewizję na ogromnym telewizorze. Szczerze to nawet nie wiedziałam że takie produkują.
-Chłopaki, mamy gościa - powiedział Niall. Odruchowo schowałam się za nim, a on złapał mnie za ramiona i wyciągnął przed siebie.
-Hej wam - mruknęłam cicho. Spuściłam głowę, mając nadzieję że włosy mnie zasłonią.
-To twoja dziewczyna? - zapytał jeden z nich. Nie wiem jak ma na imię, ale ma ciemniejszą karnację niż reszta.
-Ogarnij się, to jeszcze dziecko - powiedział mój "bohater Niall". Spojrzałam na niego, nie lubię gdy ktoś nazywa mnie dzieckiem. Chociaż to prawda...
-Więc jest to...? - zapytał podejrzliwie chłopak w lokach. Blondyn puścił moje ramiona.
-Lily - powiedział. - Spotkałem ją w parku, a ona potrzebuje pomocy. Nie macie nic przeciwko jeśli zostanie na kilka dni? - zapytał z nadzieją. Jeden z nich wstał i podszedł, a raczej podbiegł do nas o mało nie przewracając się o własne nogi.
-Jestem Louis! - wykrzyknął przytulając mnie. Zadrżałam czując jego dotyk. Nie chcę, żeby mnie dotykał. Chyba to wyczuł bo odsunął się ode mnie. - Oczywiście, że możesz tu zostać!
-Dziękuję - uśmiechnęłam się delikatnie. 
-Usiądź sobie a ja zaraz wrócę - powiedział Niall i tyle go widziałam. Niepewnie zajęłam miejsce na kanapie, a Louis przysiadł się na moje oko za blisko. I jeszcze lekko mnie zepchnął w stronę chłopaka z lokami, przez co siedziałam między tą dwójką. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich.
-Macie ładny dom - powiedziałam w końcu. - Bardzo ładny.
-Jestem Harry - powiedział ten "chłopak w lokach".
-Ja Liam - odezwał się chłopak siedzący na fotelu. Wyglądał nieco poważniej niż reszta.
-A ja Zayn - przedstawił się ten o ciemniejszej karnacji, który siedział na drugim fotelu. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Miał wysoko postawione, ciemne włosy, lekki zarost i hipnotyzujące oczy o barwie czekolady.
-Ile masz lat, skoro Nialler mówi o tobie "dziecko"? - niechętnie przeniosłam wzrok z mulata na Louisa.
-Szesnaście.
-Cholera, nie wyglądasz! - powiedział zdumiony.
-Dzięki? - zaśmiałam się cicho i znowu spojrzałam na Zayna. Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja nie mogłam oderwać wzroku. Nie mogłam panować nad swoim ciałem, zupełnie tak jak wcześniej. Momentalnie zeszkliły mi się oczy i spuściłam głowę. Zacisnęłam dłonie w pięści.