czwartek, 30 lipca 2015

rozdział VIII


          Według planu, który dostałam od Harry'ego moją pierwszą lekcją była godzina wychowawcza.  Kto robi wychowawczą na pierwszej godzinie? Już widzę, że na tej lekcji będę rzadko się pojawiać. Ale przynajmniej będę wysypiać się w poniedziałki. 
          Gdy znalazłam się pod salą zadzwonił dzwonek. Starszy facet od razu się pojawił i wpuścił nas do sali. Zaczekałam aż wszyscy usiądą i zajęłam wolną ławkę z tyłu. Dziwnie, czemu nikt jej nie zajął? W mojej starej szkole zawsze była walka o ostatnie ławki... 
-Witam was po przerwie. Mam nadzieję, że wypoczęliście i macie siłę na naukę - facet miał miły uśmiech. - Od dzisiaj macie w klasie nową koleżankę. Pokażesz się nam? - eh, błagam. Tego się obawiałam. Niepewnie wstałam z krzesła, a nauczyciel posłał mi ciepły uśmiech. - Więc nazywasz się Lily Collins? - zapytał, a ja kiwnęłam głową. - Ja nazywam się Andrew Grey, jestem wychowawcą tej klasy i uczę historii. - Możesz już usiąść. Bądźcie dla niej... - jego wypowiedź przerwały otwierające się drzwi.
-Lerman, jak zwykle spóźniony.
-Sorcia - mruknął z wrednym uśmieszkiem. Zajął wolne miejsce obok mnie. - Jesteś nowa? - kiwnęłam głową. - Fajnie, brakowało nam tu ładnych lasek. Jestem Logan- puścił mi oczko. 
-Kontynuując, bądźcie dla niej mili. Do końca lekcji macie spokój, ale błagam bez zbędnego hałasu - gdy tylko to powiedział kilka dziewcząt i chłopaków do mnie podeszło, a ten cały Logan ulotnił się.
-Skąd jesteś?
-Czemu przeniosłaś się w połowie semestru?
-To twój kolor włosów czy farbowane?
-Specjalnie zostawiasz takie bujne brwi?
-Umówisz się ze mną?
-Błagam, nie wszyscy na raz - jęknęłam. Spojrzałam na tych ludzi, po kolei: średnia blondynka, dość ładna brunetka, kolejna ładna brunetka, przystojny brunet, przystojny chłopak o prawie czarnych włosach, przeciętny blondyn. Boże, jestem taka przeciętna... Dostanę przez nich depresji. - Może najpierw jak się nazywacie, bo moje imię już znacie?
-Bethany.
-Nina.
-Josephine, ale błagam mów mi Jo.
-Matt.
-Luke.
-Alex.
-No więc co tu robisz? - zapytała Nina.
-Przeprowadziłam się na drugą stronę Londynu, nie chciało mi się dojeżdżać - tylko po części skłamałam, bo faktycznie mieszkałam teraz na drugim końcu miasta.
-Nie było ci szkoda zostawiać przyjaciół? - zapytała zaskoczona Jo. 
-Niespecjalnie - wzruszyłam ramionami. Na szczęście nikt nie był chętny do podjęcia tego tematu. Uf, dzięki, że macie wyczucie.
-I słuchaj, nie zadawaj się z Loganem. Siedzi w tej klasie trzeci rok, nie wywalą go bo ma obrzydliwe bogatych starych. Jest pieprzonym chamem i prostakiem, no i jest niebezpieczny. Bawi się w narkotyki i przeleciał pół szkoły - Beth przyciszyła głos, gdy o tym mówiła.
-Jasne, będę uważać - posłałam jej uśmiech, jednak wiedziałam że zamierzam poznać tego chłopaka. Byłam go bardzo ciekawa.
-Masz kogoś? - zapytał Luke. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z Jamiem byliśmy dopiero na jednej randce, ale zapowiadało się, że coś z tego jednak będzie...
-Nic pewnego - odpowiedziałam w końcu, a wtedy zadzwonił dzwonek na przerwę.  
          Ostatnia lekcja. Na niej usiadłam z Jo. Na poprzednich siedziałam z Niną, Mattem lub Lukiem. Cała ta grupa była po prostu świetna. Cieszyłam się, że zdecydowali się mnie do siebie przygarnąć. Nie spodziewałam się tego, że już pierwszego dnia zdobędę jakichś znajomych. Niestety nie udało mi się porozmawiać z Loganem - zmył się ze szkoły już po pierwszej lekcji. Trudno, może kiedy indziej. 
-Co robisz w piątek? - zapytała Josephine.
-Właściwie to nic, a co? 
-Robimy imprezę z okazji... - zastanowiła się. - Z resztą, czy każda impreza jest z jakiejś okazji? Tak czy inaczej, jesteś zaproszona. 
-Dzięki, na pewno będę - uśmiechnęłam się. Chociaż wcale nie byłam tego taka pewna. Chłopacy mnie puszczą? Zaraz, zaraz. Powiem że idę do dziewczyn, będziemy oglądać filmy i plotkować o chłopakach. Nie chcę ich okłamywać po tym co dla mnie robią, ale czy tak nie będzie lepiej? Nie ważne, jeszcze dużo czasu, może zdążę coś wymyślić. 
-To potem podamy ci szczegóły.
-Jasne. 
          Harry wywołał duże zamieszanie wjeżdżając na parking szkoły tak drogim samochodem. Na szczęście nikt go nie poznał. Mogłabym wrócić sama, ale on uparł się że po mnie przyjedzie. 
-Hej - mruknęłam, gdy wsiadłam do środka.
-Jak tam twój pierwszy dzień?
-W porządku - powiedziałam, a Harry ruszył w stronę domu. 
-Może coś więcej?
-Było miło - Styles nie naciskał. Normalnie uwielbiam go za to. Szybko dojechaliśmy na miejsce. W domu od razu dopadł mnie Lou, zasypując pytaniami o szkołę.
-Spokojnie - jęknęłam, a on zrobił obrażoną minę. - Było w porządku, chyba mam kilku znajomych - wzruszyłam ramionami, a Louis szeroko się uśmiechnął, zamykając mnie w uścisku. Lekko go objęłam i odsunęłam się.
-Lily, chodź na obiad! - krzyknął Niall z kuchni.
-Nie jestem głodna, ale dzięki! - odkrzyknęłam. Zamierzałam iść do swojego pokoju, ale drogę zagrodził mi Zayn.
-Musisz coś zjeść.
-Nie jestem głodna - powtórzyłam i spróbowałam przejść, ale on nadal nie pozwalał mi. - Cholera, Zayn. Serio. Przepuścisz mnie?
-Zayn ma rację - poparł go Liam, który przyszedł z salonu. 
-Nie przesadzajcie, nic mi nie będzie. Potem zjem.
-Jak chcesz - westchnął mulat i przesunął się. Posłałam mu uśmiech i udałam się do swojego pokoju. Od razu usiadłam przy biurku i zajęłam się lekcjami, Po ledwie kilku minutach zadzwonił Jamie. Odebrałam i włączyłam głośnomówiący, by jednocześnie móc dokończyć zadanie z matematyki.
-Hej, co tam? - rzuciłam.
-em, cześć. Robisz coś jutro? 
-Raczej nie, a co?
-W takim razie pozwolę sobie jutro przyjechać po ciebie do szkoły. Nie przeszkadza ci to?
-Nie, oczywiście że nie - uśmiechnęłam się pod nosem.
-To do zobaczenia. 
-Pa - zakończyłam połączenie.
          Gdy skończyłam zadania zeszłam na chwilę pogadać z chłopakami, wypiłam herbatę i wróciłam do pokoju. Zaczęłam pisać z Jamiem, w międzyczasie wzięłam prysznic, umyłam włosy i przygotowałam się do spania. Gdy miałam zamiar zgasić światło, po pokoju rozeszło się pukanie do drzwi.
-Proszę - do środka wszedł Zayn. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na łóżku. Napisałam Jamiemu, że zaraz wracam i spojrzałam wyczekująco na mulata.
-Co cię tu sprowadza? - próbowałam dowiedzieć się co on tu właściwie robi. Cisza.
-Jak tam twoje koszmary? - zapytał po chwili.
-Nie miałam wczoraj jeśli o to pytasz.
-To dobrze - powiedział, odwracając głowę gdzieś w bok. Starał się na mnie nie patrzeć.
-Co cię gryzie? - cały czas gapiłam się prosto w jego twarz, Chyba go to peszyło.
-Bo chodzi o to że... ty... ja... - przerwał.
-No? - ponagliłam go.
-Nie ważne - mruknął i wyszedł. Po prostu zniknął, w sekundę. Nawet nie miałam szansy go zatrzymać. O co mu do cholery chodzi? Wróciłam do pisania z Jamiem, zgasiłam światło i położyłam się wygodnie na łóżku, z telefonem w ręku.

czwartek, 23 lipca 2015

rozdział VII


          Czy ona naprawdę zasnęła? Spojrzałem ponownie na dziewczynę, gdy już zaparkowaliśmy na podjeździe jej domu.
-Lily? - zapytałem cicho, bez odpowiedzi. Patrzyłem na nią nie ruszając się z miejsca. Ta dziewczyna... Jest cudowna. Taka drobna, chcę ją chronić przed wszystkim i każdym; urocza, chcę ją przytulać cały czas; śliczna, mógłbym na nią patrzeć godzinami. Ma cudowne oczy, które przez większość czasu naszej randki wesoło błyszczały. Jest mądra, mamy tyle wspólnych tematów... Mam nadzieję, że będzie z tego coś więcej.
          Wziąłem ją na ręce i aż byłem zaskoczony jej wagą. Ważyła tyle, co nic. Zadzwoniłem do drzwi.
-Co jej się stało?! - to Zayn. Boże, ten furiat.
-Spokojnie, przysnęło jej się. Nie krzycz bo ją obudzisz - skinął głową, nerwowy. - Gdzie jest jej pokój?
-Możesz mi ją po prostu przekazać...
-Gdzie jest jej pokój? - powtórzyłem. Malik westchnął i bez słowa zaczął iść wgłąb domu. Podążyłem za nim, aż doszliśmy do drzwi. Otworzył je i odszedł. Wszedłem do środka i przymknąłem drzwi nogą. Odsunąłem kołdrę i położyłem ją na łóżku. Zdjąłem swoją skórzaną kurtkę i odłożyłem na pobliskie krzesło, a następnie zająłem się jej butami i kurtką. Gdzie ona ma pidżamę? Chyba niezbyt wygodnie jest spać w ciasnych spodniach... Westchnąłem i spojrzałem na Lily, wtedy coś przykuło moją uwagę. Przejechałem dłonią po jej ręku, wyczuwając liczne wgłębienia. Blizny? Przykrywa je jakimiś kosmetykami do makijażu? Nie wiem jak to się nazywa, nie znam się na damskich sprawach. Przyjrzałem się i wtedy zdałem sobie sprawę, jak wiele ich jest. Z daleko było to praktycznie nie do zauważenia. Dlaczego to robi? Zapytam ją następnym razem. Zagryzłem wargę i ściągnąłem jej spodnie. Odłożyłem je na fotel i przykryłem ją kołdrą.
-Jamie? - szepnęła cicho.
-Jestem tu - odszepnąłem. - Przepraszam, nie chciałem cię obudzić - usiadłem na podłodze obok jej łóżka.
-Która jest godzina?
-Dziesiąta. Zasnęłaś mi w samochodzie, więc cię przyniosłem - dodałem, zgadując że zaraz o to zapyta. Poczułem jej dłoń w swoich włosach. - Co robisz?
-Przepraszam, od początku chciałam ich dotknąć - zabrała ją z powrotem. Zaśmiałem się i sięgnąłem po jej dłoń, wplatając swoje palce między jej.
-Więc... mogę liczyć na kolejne spotkania? - zapytałem, nieco zestresowany.
-Jasne - uniosłem nasze splecione dłonie do góry, przyglądając im się w słabym świetle wpadającym przez okno. 
-Zaśpiewasz mi coś? - zapytała cicho po chwili. Opuściłem nasze dłonie.

She wakes in her bed
Turns left but alone
Blame god for my faults
If I'm alive then where's my soul
Come place your hand in mine
I still remember the words that you said
And the thoughts in my head make me smile

Are you happy with the state that we're in
Let this sunset so the night can begin
If I find out all the answers 
Can I be part of your life
Alone is no together so
Let me stay just here tonight

Zasnęła. Wyciągnąłem ostrożnie swoją rękę z jej tak, by jej nie obudzić. Pocałowałem ją jeszcze w czoło, zabrałem kurtkę i wyszedłem. Na progu stał Zayn.
-Tylko spróbuj ją skrzywdzić, chuju - warknął, zatrzymując mnie.
-Hej, spokojnie. O co ci chodzi, Zayn?
-Ona dużo przeżyła, a dobrze wiemy, jaki ty jesteś.
-Zależy mi na niej - powiedziałem, widocznie go zadziwiając. Umilkł. - Nie jesteś przypadkiem po prostu zazdrosny i przewrażliwiony?
-Spierdalaj - burknął i odszedł. 
          Siedziałam na kanapie w jakimś domu. Co to za miejsce? Wydaje się dziwnie znajome... Wstałam i zauważyłam małą dziewczynkę. Miała najwyżej pięć lat. Była bardzo podekscytowana. U szczytu schodów rozsypywała małe, kolorowe kuleczki. Zadowolona zeszła na dół. Cholera, przecież to ja! Dziewczynka krzyknęła.
-Mamusiu, pomocy! Chodź szybko! - nie, nie, nie. Boże. Błagam, nie. Kobieta biegiem rzuciła się do schodów. Nie zauważyła tych kuleczek. Zasłoniłam twarz dłońmi. Słyszałam tylko jej krzyk, huk, chrzęst kości. Odsłoniłam oczy. To była moja matka. Leżała u dołu schodów. Jej głowa była dziwnie obrócona - prawdopodobnie skręciła kark. Młoda ja ukucnęła przed nią.
-Kocham Cię, mamusiu - ucałowała jej policzek. - Dlaczego nic nie mówisz? - rozpłakała się. Nie chcę tego widzieć. Chcę stąd uciec. Jak najdalej. Wybiegłam z tego domu. Na podjazd wjeżdżał samochód z moim ojcem w środku. Zaraz tam wejdzie, zobaczy nieżyjącą żonę. Stałam w miejscu. Po chwili jak wszedł do domu, krzyczał. I ja także zaczęłam krzyczeć. Niech to się skończy, do cholery!
          Obudziłam się. Nie krzyczałam, ale byłam cała spocona i ledwo mogłam wziąć oddech. Ten sen nie mógł być prawdą... Nie zabiłam własnej matki. Niemożliwe. Uderzyłam się z otwartej ręki w policzek. Syknęłam z bólu. Weź się w garść, Lily. Sięgnęłam po telefon. Pięć po piątej. Nie ma sensu dalej iść spać.
-Zrobiłaś to.
Wstrzymałam oddech. Kto to powiedział, do cholery?
-Kto tu jest? - po dwóch minutach ciszy zrezygnowałam. Przesłyszało mi się. Teraz muszę skupić się na pierwszym dniu w szkole. Wstałam i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Potem ubrałam się i wysuszyłam włosy. Zostawiłam je naturalnie pofalowane, zdecydowałam że tak wyglądam najkorzystniej. Potem zrobiłam delikatny makijaż i wróciłam do pokoju. Spakowałam książki i inne potrzebne rzeczy do torby i sięgnęłam po telefon w celu sprawdzenia godziny. Szósta trzydzieści. Wychodzimy za trochę ponad godzinę. Zeszłam więc na dół od razu zabierając ze sobą torbę, którą zostawiłam w salonie. W kuchni zabrałam się za przygotowanie sobie śniadania. Gdy zjadłam kanapkę, zabrałam też z miski jabłko i wsadziłam do torby. Usiadłam przez telewizorem i włączyłam go cicho na jakimś kanale muzycznym. Wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać portale społecznościowe. Po kilkunastu minutach usłyszałam trzask na górze. Odruchowo odwróciłam się w kierunku schodów, zauważyłam tam jakąś postać, stała jakby w cieniu. Lub sama nim była. Gdy mrugnęłam, zniknęła. Cholera, co się ze mną dzieje? Mam jakieś chore zwidy? Oddychałam jakoś ciężej i wtedy Harry pojawił się na schodach. Odetchnęłam. Przez to że się pojawił od razu poczułam się bezpieczniej.
-Hej, ty już gotowa? - zapytał zdziwiony.
-Obudziłam się przez przypadek wcześniej niż zamierzałam - wzruszyłam ramionami.
-Aż tak się stresujesz?
-Wcale się nie stresuję - skłamałam, a on tylko uniósł brwi, kręcąc z niedowierzaniem głową. Pokazałam mu język i wróciłam do gapienia się w telefon. Akurat Jamie do mnie napisał, życząc powodzenia. Nasza wczorajsza randka... Było bardzo miło. Jestem totalnie oczarowana tym chłopakiem. I chyba mnie polubił.
-Chodź młoda, już czas.
-Ok - mruknęłam i razem z Harrym opuściliśmy dom. Droga przebiegła nam w ciszy. Byłam zbyt zestresowana by się odezwać. W moim gardle rosła gula, która mi na to nie pozwalała.
-Powodzenia - powiedział lokaty, gdy już dojechaliśmy na miejsce.
-Dzięki - szepnęłam i wysiadłam z samochodu. Wokół było pełno dzieciaków w moim wieku lub młodszych. No tak, w końcu jestem w ostatniej klasie. Niepewnie udałam się do wejścia. Ahoj, przygodo.

wtorek, 21 lipca 2015

rozdział VI

          -Co ty robisz? - usłyszałam. Cholera?
-Uhm, nic - powiedziałam, a Zayn podszedł i zabrał mi papierosa z ręki i zgasił w popielniczce. Nie protestowałam.
-Do środka - rzucił i tyle go widziałam. No tak, w końcu jest dość zimno. Styczeń i te sprawy...  Wzdychając, uczyniłam to o co mnie prosił. Zamknęłam drzwi balkonowe, przełknęłam ślinę i odwróciłam się w jego stronę. On stał tuż przede mną! Kilka centymetrów ode mnie. Cholera, zejdę na zawał w ciągu kilku dni przez niego.
-Co to miało być? - pochylił się nade mną. Stałam oparta o drzwi, a nogi zaczynały mi się trząść.
-Nic? - on cały czas był coraz bliżej mnie. Zaczynało brakować mi powietrza.
-Czemu palisz?
-Bo lubię? - zapytałam szeptem. Chyba nie byłabym w stanie teraz powiedzieć tego normalnie, głośno. Nasze usta dzieliły milimetry - gdyby teraz coś powiedział, złączyły by się. On przesunął głowę i przejechał nosem po mojej szyi.
-Nie rób tego nigdy więcej - syknął i odsunął się. Spojrzałam mu w oczy. Ciekawe czy wyglądałam teraz na przestraszoną? Zayn wyszedł z pokoju. Tak po prostu wyszedł! Stałam tam przez kilka minut, a "obudził" mnie sygnał przychodzącej wiadomości. Cholera, czy to... randka? Nie, na pewno nie. A może jednak? O matko! I to z Jamiem! Poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Co mam mu odpisać? Mam się cieszyć czy udawać niezainteresowaną? Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, cholera. Po chwili namyśleń odpisałam mu. Miałam ochotę skakać, piszczeć, śmiać się i płakać. Czy ja jestem nienormalna? Na odpowiedź nie czekałam długo. W co ja się ubiorę?!
          O dziewiątej byłam umyta i ubrana w dresy i byle jaką koszulkę. Zeszłam do kuchni i zjadłam śniadanie wraz z Louisem, którego tam zastałam. 
-Lou, mam pytanie, a może raczej prośbę - zaczęłam, chowając brudne naczynia do zmywarki.
-No słucham, moja ty marcheweczko - zaśmiałam się pod nosem. Marcheweczko? Kto tak mówi w ogóle?
-Bo Jamie zaproponował mi spotkanie, dzisiaj...
-No i co, nie wiesz co ubrać?
-Dokładnie - westchnęłam. Louis tylko się uśmiechnął.
-Nie martw się, jestem w tym specjalistą. O której wychodzisz?
-Piętnasta. 
-O czternastej w twoim pokoju - powiedział i wyszedł. Uff, no to mam z głowy. Przynajmniej tym nie muszę się martwić. Mimo to, nadal jestem nieco... przerażona?
-Hej, Lily! - wesoły głos Harry'ego wypełnił kuchnię. 
-Cześć - przywitałam się.
-Jakieś plany na dzisiaj? - zapytał, przygotowując sobie śniadanie.
-Wychodzę z Jamiem - mruknęłam.
-Co? - warknął Zayn, który nagle pojawił się tu nie wiadomo skąd.
-Randka? - Harry poruszył zabawnie brwiami.
-Nie, no co ty - zaśmiałam się.
-Ale teraz już serio, uważaj na siebie - nagle spoważniał. - Jesteś jeszcze młoda i w ogóle... on jest dużo starszy i no cóż, nie zawsze w porządku - uniosłam brwi, zdziwiona. - Nie chcę ci nic zabraniać, po prostu bądź ostrożna, ok? - widać było, że się martwił. Pierwszy raz w życiu ktoś się o mnie martwił. - Jakby co dzwoń, dziesięć minut i jestem na miejscu - posłał mi uśmiech. Nie wiedziałam co powiedzieć, szczerze byłam po prostu wzruszona. Przytuliłam go i szepnęłam ciche "dziękuję". Gdy się od niego odsunęłam, zauważyłam że Zayn cały się nam przyglądał. On jest naprawdę dziwny.
-A i jeszcze jedno. Pamiętasz, że jutro zaczynasz szkołę? - Harry spojrzał na mnie poważnie, a ja zamarłam.
-Co? Tak szybko? Co dzisiaj jest? To jakiś żart? - zadawałam pytania zdenerwowana. Boże, ja jestem kompletnie nie gotowa! To znaczy, mam wszystkie przybory, książki, cokolwiek, ale mówię tu o stanie psychicznym. Nowa szkoła, nowi znajomi. Muszę się postarać by zrobić na nich dobre wrażenie i nie przeżywać tego koszmaru co wcześniej. Nie mogą się dowiedzieć o tym że jestem z domu dziecka i że mieszkam z jednym z najsławniejszych boysbandów na świecie. Na pewno nie dali by mi żyć za coś takiego. - Co to za szkoła? Gdzie ona w ogóle jest? Jak się tam dostanę? - dodawałam coraz to nowe pytania. Harry śmiał się ze mnie, nawet Zayn chichotał pod nosem. Zrezygnowana opadłam na krzesło.
-Oj, kwiatuszku - westchnął Styles. - Jest już niedziela, szósty styczeń. Przerwa świąteczno-noworoczna już się skończyła. A to całkiem dobra szkoła, z dobrą opinią, niedaleko stąd. Poza tym cię zawiozę - odetchnęłam z ulgą. Nieco się już uspokoiłam. - Niall specjalnie rano wstanie, żeby zrobić ci kanapeczki - zaczął się śmiać. Krzątał się po kuchni i akurat stał obok mnie kiedy to mówił, więc walnęłam go łokciem w brzuch. -Ej, za co?
-Stresujesz mnie - mruknęłam. Obejrzałam się za siebie - Zayn dłużej nie opierał się o ścianę. Zdążył się ulotnić, tak samo niezauważalnie jak pojawić. Co jest z nim nie tak? I jeszcze ta randka z Jamiem. Znaczy, to nie jest randka, tylko zwykłe spotkanie, tak? Boże, jakie to jest stresujące! Ok, spokojnie. Wdech i wydech. Będzie dobrze. Musi być. 
          Skończyło się jak zawsze - przed telewizorem. Dobry pomysł na spędzenia dnia, naprawdę. Półleżałam, opierając się plecami o bok kanapy, a nogi leżały na udach Nialla.
-Nudzi mi się, Niall - jęknęłam, a on powstrzymywał się od śmiechu.
-Eh, te nastolatki.
-Niall!
-No już spokojnie, możemy w coś pograć.
-Niby w co? - burknęłam, krzyżując ręce na piersi. Jestem tak cholernie znudzona!
-No nie wiem, fifę?
-Może być - zgodziłam się.
          Kolejny raz wygrałam. Już szósty. Niall był wściekły, widziałam to. Po kolejnej porażce rzucił pad na ziemię i wyszedł z salonu. Po chwili ciszy zaczęłam się głośno śmiać. Nie mogłam się opanować i bolał mnie już brzuch od śmiechu. W końcu spadłam na podłogę, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło. W takiej sytuacji zastał mnie Liam.
-Co ci jest?
-Bo widzisz... - próbowałam powiedzieć. - Niall... on... przegrał ze mną... sześć razy... w fifę - mocno wciągnęłam powietrze, próbując się opanować. - Wkurzył się i wyszedł - to udało mi się powiedzieć prawie spokojnie.
-Naprawdę? - zapytał, a ja kiwnęłam głową. Zaśmiał się.  - Louis kazał po ciebie przyjść.
-Co? Która godzina?
-Trochę po czternastej.
-Cholera - mruknęłam. - Dzięki Li! - rzuciłam i pobiegłam do swojego pokoju. Wpadłam do środka i oparłam się o ścianę. Moja kondycja jest idealna - nie daję rady po przebiegnięciu kilku schodów...
-Przepraszam, nie zauważyłam że już ta godzina - powiedziałam.
-Spokojnie, nic się nie stało - posłał mi uśmiech. - Już ci coś wybrałem. Co o tym myślisz?
-Oh. Super, Lou. Dziękuję - przytuliłam go. - Jesteś geniuszem.
-Mogę cię jeszcze uczesać i zrobić makijaż?
-A umiesz?
-Coś tam umiem - uśmiechnął się. Usiadłam na łóżku, a on wszystkim się zajął. Po kilkudziesięciu minutach przejrzałam się w lustrze. Oh. Kurczę, muszę powiedzieć że nawet się sobie podobam w tym momencie. - Eh, chyba jestem najlepszy.
-Zdecydowanie! - jeszcze raz go przytuliłam.
-Twój kochaś zaraz tu będzie, więc leć i uważaj na siebie!
-Jasne.

czwartek, 9 lipca 2015

rozdział V


          -Może byśmy gdzieś wyszli? - zaproponowałam po godzinie bezsensownego gapienia się w telewizor.
-Ale po co? - zaczął jęczeć Lou.
-To wcale nie taki zły pomysł - poparł mnie Liam. Jedyny mądry! - Dostaję paranoi od tego ciągłego siedzenia w domu.
-Właściwie możemy - zgodził się powoli Niall. - Ale musimy iść zjeść coś dobrego - dodał. W końcu wszyscy się zgodzili, a pół godziny później staliśmy w przedpokoju, gotowi do wyjścia.
          Najpierw poszliśmy do parku. Siedzieliśmy nad rzeką zachowując się jak upośledzona banda dzieci. Skoro są tak sławni, lepiej niech mają nadzieję że nikt ich nie widział... Potem zdecydowaliśmy żeby coś zjeść. Gdy wychodziliśmy z parku spotkaliśmy jednego ze znajomych chłopaków. Dopiero po chwili rozmowy mnie zauważył.
-O, hej. Jestem Jamie - wyciągnął rękę w moją stronę uśmiechając się przy tym szeroko. Był kompletnie nie w moim typie, ale spodobał mi się. I to bardzo. Zauroczyły mnie jego blond włosy do ramion, co mnie zaskoczyło - do tej pory u mężczyzn wolałam krótsze, w kolorze ciemnego brązu lub czerni.
-Lily - uścisnęłam jego rękę. Strasznie nie lubię tego robić, ponieważ wydaje się dość sztuczne, ale tym razem było w porządku. Miał mocny, ale przyjemny uścisk. Jego ręka była wręcz ogromna w porównaniu do mojej.
-Jesteś dziewczyną któregoś z tych idiotów? - zapytał, puszczając mi oczko.
-Łapy precz od mojej małej córeczki, zboczeńcu! - wykrzyknął Lou, obejmując mnie do tyłu i mocno ściskając.  Zaśmiałam się pod nosem.
-Co? - widać było, że Jamie był zakłopotany.
-Adoptowałem ją - powiedział poważnie. Cholera, on serio już to zrobił? Ciekawe, kiedy to załatwił i ile im zapłacił, żeby tak szybko przejść te wszystkie formalności. Z resztą, dla ich pieniędzy formalności nie istnieją.
-No, możesz mnie już puścić - burknęłam, a Lou odsunął się ode mnie.
-Idziemy coś zjeść, może zabierzesz się z nami? - zapytał Niall, a ja miałam nadzieję, że się zgodzi. Naprawdę mi się spodobał, poza tym patrzenie na niego sprawiało mi przyjemność. 
-Właściwie to nie mam nic lepszego do roboty, więc czemu nie? Poza tym w towarzystwie tak pięknej dziewczyny...
-Nie zapędzaj się - syknął Zayn, przerywając mu. Gdy spojrzałam na niego zobaczyłam, że zaciska dłonie w pięści. 
-Hej, spokojnie - Jamie wzruszył ramionami. Teraz w siódemkę kierowaliśmy się w stronę Nando's. Podczas drogi nie odzywałam się, a jedynie słuchałam tego co mówili. Weszliśmy do restauracji i zajęliśmy miejsca. Miałam to szczęście i siedziałam obok Jamiego. Chyba trochę przesadzam, ups.
-Lily, co bierzesz? - zapytał siedzący po mojej drugiej stronie Niall.
-Tylko twarde narkotyki - mruknęłam. Harry i Louis zaśmiali się, Niall zachichotał a Zayn posłał mi piorunujące spojrzenie, które mogło zabijać. - A poza tym nie wiem, jestem tu po raz pierwszy. Wybierzesz mi coś?
-Jasne, wujek Niall skombinuje ci coś pysznego - śmiesznie poruszył brwiami.
-Dzięki. Zaraz wracam, idę do toalety.
          Gdy skończyłam i wyszłam z toalety na korytarzu zobaczyłam Jamiego opierającego się o ścianę. Kiedy mnie spostrzegł, "odbił się" od niej i podszedł do mnie. 
-Czemu wcześniej tak zamilkłaś? - zapytał. 
-Zamyśliłam się.
-Oh, ok. Ile ty masz lat w ogóle? - żeby spojrzeć musiałam unieść głowę naprawdę wysoko. Czemu on jest taki ogromny?
-Szesnaście za dwa miesiące - on pokiwał głową ze zrozumieniem. - A ty?
-24. Skąd w ogóle znasz się z chłopakami? O co chodziło z tą adopcją?
-Straciłam dom, przygarnęli mnie - uśmiechnęłam się pod nosem. Kochani. - Wracamy?
-Poczekaj, dasz mi jeszcze swój numer?
-Jasne. 
          Gdy wróciliśmy do domu chłopacy od razu rzucili się przed telewizor. Czy oni robią cokolwiek poza tym? Ja udałam się do kuchni i nalałam sobie szklankę wody, a potem poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku unosząc nogi i opierając je o ścianę. Najwygodniejsza pozycja! Przeglądałam bez celu internet w telefonie. Po chwili z ciekawości wpisałam imię i nazwisko dzisiaj poznanego chłopaka w wyszukiwarkę. Oczywiście, aktor, yhm. Kto by się spodziewał? O, ma też zespół. Zainteresowana odtworzyłam playlistę z ich piosenkami, odkładając telefon na bok. Przymknęłam oczy i uśmiechnęłam się pod nosem. Właściwie to nawet mi się podoba. Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły się, a ja przestraszona aż podskoczyłam w miejscu. Matko, zaraz zejdę na zawał. Usiadłam normalnie i zobaczyłam że to Zayn.
-Yhm, a co gdybym była nago? - zapytałam, ściszając muzykę.
-Przepraszam, przyzwyczajenie. Chciałem ci tylko przypomnieć żebyś dzisiaj przyszła do mnie.
-To było na serio? - chłopak tylko skinął głową, a ja westchnęłam.
-I że jest już jedenasta, do spania, dzieciaku - poczochrał mnie a ja wywróciłam oczami. 
          Pół godziny później stałam pod pokojem Zayna. Cholera, czemu ja się na to zgodziłam? Zapukałam, a gdy odpowiedziało mi ciche proszę, weszłam. W pokoju panował półmrok, jedynie mała lampka na biurku dawała jakieś światło ale niewielkie - była skierowana na ścianę za sobą. Sam Zayn stał na środku pokoju, jedynie w bokserkach. Zlustrowałam jego mięśnie, ale szybko odwróciłam wzrok. Nie rumień się. Nie rumień się. Błagam. Nie odezwał się, ja także. Usiadłam ostrożnie na łóżku. Chłopak zgasił lampkę i zbliżył się do łóżka. Zajął drugą stronę. Ale niezręcznie... Nadal bez słowa położyłam się na "swojej połowie" i okryłam kołdrą, patrząc na to by wziąć jej jak najmniej. Starałam się nawet oddychać jak najciszej. Wtedy mój telefon wydał dźwięk przychodzącej wiadomości.
-Kto to? - zapytał chłopak.
-Jamie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Miałam wrażenie że powietrze nagle stało się jakieś gęstsze.
-Czego chce? - chyba był zły. Ale dlaczego?
-Napisał tylko dobranoc - powiedziałam. Odpisałam Jamiemu i odłożyłam telefon pod poduszkę. - I właściwie to... dobranoc? 
-Dobranoc, Lily - mruknął. Leżałam na plecach z otwartymi oczami. Zayn przysunął się do mnie i objął mnie w taki sposób, że moja głowa spoczywała na jego ręce. Chciałam zaprotestować - szczerze bałam się że coś mu zrobię - ale on powstrzymał mnie. Drugą ręką objął mnie w pasie. Pocałował mnie w policzek, co jednocześnie mnie zestresowało i uspokoiło. 
          Kiedy się obudziłam Zayn jeszcze spał. Po chwili do mnie dotarło, że przespałam całą noc! Czy on naprawdę aż tak na mnie działa? Wyciągnęłam telefon z pod poduszki - była godzina siódma, kilka minut po. Wyswobodziłam się z uścisku chłopaka, wzięłam koc i telefon i wyszłam na balkon. Owinęłam się i usiadłam na krześle. Na parapecie leżała paczka papierosów i zapalniczka. Właściwie to czemu nie? Chyba się nie obrazi jeśli podprowadzę mu jedną? Zajrzałam przez okno do pokoju - Zayn śpi więc droga wolna. Wyciągnęłam szluga i zapaliłam. Zaciągnęłam się, a dym przyjemnie podrażnił mi gardło. Brakowało mi tego, kiedyś często paliłam by się uspokoić. Co z tego, że mam dopiero szesnaście lat i nawet nie jest to dla mnie "legalne"?
-Co ty robisz? - usłyszałam nagle. Cholera?