poniedziałek, 24 sierpnia 2015

rozdział XII


          Dzisiaj jest impreza, na którą zaprosiła mnie Jo. Boję się, że chłopacy nie puszczą mnie za to, że się upiłam i ominęłam dzień w szkole. Cholera, jakby to załatwić? Na pewno nie mogę powiedzieć im, że to impreza. Bardziej koleżeńskie spotkanie, z samymi dziewczynami, gdzie będziemy oglądać filmy, robić makijaże, malować paznokcie, nie wiem, cokolwiek. 
          Zadzwonił dzwonek. Koniec ostatniej lekcji. Od razu wyszłam ze szkoły, a na parkingu zobaczyłam auto, obok którego stał machający do mnie Louis. Przyjechał po mnie? Od razu udałam się w tamtym kierunku. Przywitał się ze mną i wsiadł do auta, więc zrobiłam to samo.
-No młoda, jak tam w dzień w szkole?
-W porządku... Co tu robisz? - zapytałam podejrzliwie, Ruszyliśmy.
-Akurat przejeżdżałem, pomyślałem że po ciebie podjadę - spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest. - Dzisiaj piątek, jakieś plany?
-W zasadzie... Dziewczyny zaprosiły mnie na taką babską nockę...
-To super! Widzę, że zaczynasz mieć koleżanki.
-Yhm, ta. To mogę iść, tak?
-Jasne, że tak - uff, łatwo poszło.
-Dzięki, Lou.
          Umówiłyśmy się z dziewczynami, że o siedemnastej spotykamy się u Jo, gdzie na spokojnie zrobimy sobie makijaż, przebierzemy się. Impreza ma się zacząć między dwudziestą a dwudziestą pierwszą. Włożyłam sukienkę i buty do plecaka, wzięłam jakieś ciuchy na jutro, kilka kosmetyków i inne przydatne rzeczy. Równo o 16:30 ubierałam buty, żeby wyjść. Wtedy zatrzymał mnie Zayn. 
-Lily...
-Hm? - spojrzałam na niego, unosząc lekko brwi.
-Nie pij, nie pal, nie bierz nic - mówiąc to, zbliżał się do mnie. - Nie uprawiaj z nikim seksu, nie całuj się z nikim - wyliczał. - No i baw się dobrze.
-Eh, jasne, dzięki. Będą tylko dziewczyny, wątpię żebym coś z nimi robiła, wolę facetów - posłałam mu uśmiech, a on złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował. Po kilkunastu sekundach odsunęłam się. - Cześć, Zayn. 
-Pa, Lily.
          Myślę, że wyglądałam nawet dobrze. Zaczęli się schodzić goście, a tak jak ich przybywało, zwiększała się ilość alkoholu w mojej krwi. Gdy impreza się rozkręcała przyszedł i Logan.
-Może na razie nie pij więcej i zrób sobie przerwę, co? - zaproponował, śmiejąc się.
-Może - uśmiechnęłam się, a on pokręcił głową z niedowierzaniem. 
-Głupku, myślę, że jutro chciałabyś pamiętać chociaż część tej imprezy.
-Może - zachichotałam.
-Gramy w butelkę! - rozniósł się czyiś głośny krzyk.
-O, butelka! Idziemy - pociągnęłam rozbawionego chłopaka za sobą. Doszliśmy do małej grupki i usiedliśmy w kole. Była tu Bethany, Jo, Matt, Luke i chłopak, którego nie znałam.
-To kto zaczyna? - zapytała Josephine.
-Ja! - wyrwał się Luke i przejął od niej butelkę. Zakręcił nią i wypadło... na mnie!
-Pytanie czy wyzwanie? - poruszył śmiesznie brwiami.
-To może na początek pytanie - powiedziałam wolno, po czym wzięłam łyk whiskey z colą, którą miałam w kubeczku. 
-To coś łatwego... - zastanowił się. - Jesteś dziewicą?
-Nie - odpowiedziałam szczerze. Luke, Matt i ten nieznany chłopak zrobili "uuu", a ja się zaśmiałam. Wzięłam butelkę i zakręciłam. Wypadło na Jo.
-Zadanie - spojrzała na mnie pewna siebie.
-Rozepnij rozporek Matta... ustami - nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, gdy próbowała to zrobić. Co chwilę zamek wypadał jej z zębów, lub nie mogła w niego trafić. 
          -Wstawaj! - uh, cholera. Boli. Mnie. Kurwa. Wszystko.
-Co jest? - wychrypiałam. Powoli usiadłam, ogarniając wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowałam i osobę, która do mnie mówiła. Byłam na kanapie w salonie, a tą osobą była Jo.
-Za niedługo będą tu moi rodzice, trochę już tu ogarnęłam, chciałam po prostu żebyś zdążyła siebie ogarnąć... Wiesz, lepiej żeby cię już wtedy nie było.
-Tak, jasne, kumam. Już się ogarniam - Jo posłała mi wdzięczny uśmiech i odeszła. Wszystkie kości mnie bolały. Co ja wczoraj robiłam? Nie ważne, potem się dowiem. Teraz poleciałam do łazienki, gdzie wzięłam szybki, chłodny prysznic, ubrałam się w normalne ciuchy. Gdy skończyłam, Jo poinformowała mnie że mam jeszcze tylko piętnaście minut. Poczęstowałam się tabletkami przeciwbólowymi i udałam się na przystanek autobusowy. Czekając na autobus sprawdziłam telefon. Było tam tylko kilka smsów. W tym jeden był od Jamiego, przez co od razu zrobiło mi się strasznie głupio. Może nie będę mu odpisywać, to wkurzy się na mnie i da sobie ze mną spokój? Wtedy sprawa sama się rozwiąże... Przez ten czas autobus zdążył przyjechać. Po ponad dwudziestu minutach wchodziłam do domu. Gdy tylko zdjęłam buty, trafiłam na Nialla.
-Hejcia, i jak tam?
-Uh, hej. Okej, w porządku - odpowiedziałam.
-Wyglądasz na skacowaną, Lily. Masz mi coś do powiedzenia?
-Niby co? Nic nie piłam, Niall - dodałam jego imię na końcu, naśladując go. On tylko pokręcił głową z dezaprobatą i podszedł do mnie, przytulając. 
-Ostatnio poświęcasz mi mało czasu... - powiedział z wyrzutem.
-Hej, nie prawda! - zaprzeczyłam od razu.
-Ależ tak. Jest tylko Zayn, Zayn i Zayn. Czemu spędzasz z nim tyle czasu mimo że to ja jestem fajniejszy, przystojniejszy, zabawniejszy, milszy, błyskotliwszy, inteligentniejszy...
-Stop - przerwałam jego wymienianie. - Nie spędzam z nim jakoś super dużo czasu. A teraz chętnie poszłabym się położyć, wiesz jest dopiero chwila po południu... To nie moja pora, zwłaszcza w sobotę.
-Czyli jednak kac - skwitował, a ja walnęłam go w tył głowy.
-Nie mam żadnego kaca! 
-Ok, ok - uniósł ręce w geście obrony, a ja spojrzałam mu prosto w oczy, mrużąc swoje. Wyminęłam go i udałam się do swojego pokoju. Od razu zakopałam się pod kołdrę i odpłynęłam.
          Obudziłam się dwie godziny później. Wstałam i poszłam do łazienki. Obmywałam twarz wodą i spojrzałam z niezadowoleniem na wory pod oczami. Ogółem moja twarz nie wyglądała zbyt "zdrowo". Rozczesałam włosy i związałam je w luźnego koczka, przebrałam się w dresy i koszulkę. Nałożyłam trochę korektora, podkładu i tuszu, żeby wyglądać na bardziej żywą przy chłopakach. Wróciłam do pokoju i zajęłam się telefonem. Kolejna wiadomość od Jamiego. Nie chcę jej nawet czytać, mam zbyt wielkie wyrzuty sumienia ze względu na to, co wyprawiam z Zaynem. Gdy miałam odkładać telefon, dostałam kolejną wiadomość, tym razem od Logana. Było to zdjęcie mnie, w samej bieliźnie. Zdenerwowana poprosiłam go żeby to jakoś wytłumaczył. Szybko uspokoił mnie, tłumacząc że to było zadanie, gdy graliśmy w butelkę. Dodał jeszcze, że zadbał, żebym nie wyprawiała żadnych głupot. Podziękowałam mu i tym razem już odłożyłam telefon. 
          Zeszłam do salonu, gdzie zastałam Nialla i Liama.
-O, hej. Zamówiliśmy pizzę, niedługo będzie - od razu poinformował mnie Niall.
-Dzięki - rzuciłam i zabrałam leżący na kanapie koc, usiadłam w fotelu i okryłam się nim.
-Jak było wczoraj? - zapytał Liam, ściszając telewizor.
-Super, serio dobrze się bawiłam. Oglądałyśmy filmy i gadałyśmy o głupotach prawie całą noc - powiedziałam entuzjastycznie, mając nadzieję że to kupią. Błagam, nie podejrzewajcie mnie o imprezę...
-Nigdy nie zrozumiem dziewczyn - mruknął Niall. - Przecież to dość nudne i w ogóle.
-Nie znasz się - wytknęłam mu język, a on prychnął. Naszą rozmowę przerwał Zayn. Oparł się o kanapę i posłał mi szeroki uśmiech. Miałam wrażenie że to poczucie winy mnie zmiażdży. Odwróciłam od niego wzrok i szczelniej okryłam się kocem. Cały czas czułam na sobie wzrok Malika, jednakże wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Pizza! - krzyknął zadowolony Niall. Potknął się o własne nogi, gdy biegł otworzyć. Zachichotałam pod nosem z niezdarności tego blondynka, chociaż nie powinnam, bo sama nie jestem lepsza.

czwartek, 20 sierpnia 2015

rozdział XI


          Gdy się obudziłam, miałam wrażenie że w gardle mam pieprzoną Saharę. Otworzyłam oczy, jednak słońce było zbyt ostre, przez co szybko je zamknęłam. 
-Księżniczka się obudziła? - usłyszałam szept tuż nad uchem. Początkowo delikatnie spanikowałam, jednak po chwili dotarło do mnie, że to tylko Zayn. A może przez to, co robiliśmy ostatniej i przedostatniej nocy, Zayn? Po kilku sekundach czułam się jakby cegła spadła mi na głowę. Ah, jak to boli! Czy to jest ten słynny kac? Otworzyłam już normalnie oczy.
-uh, hej - wychrypiałam. Odchrząknęłam.
-Na stoliku - westchnął, a ja spojrzałam w tamtą stronę. Ujrzałam butelkę wody i tabletki przeciwbólowe. Wybawienie!
-Dzięki - to udało mi się powiedzieć w miarę normalnie, nie brzmiałam jak osoba, która wali wódę od dwudziestu pięciu lat lub wczoraj śpiewała na koncercie metalowym... Ostrożnie podniosłam się i przyssałam do butelki. Wzięłam trzy tabletki i położyłam się. 
-My chyba mamy coś do obgadania, prawda? - zaczął, a ja w myślach błagałam, by coś mnie zabiło. Przymknęłam oczy. Zayn zmienił swoją pozycję, a ja wypuściłam głośno powietrze ust.
-Miejmy to już za sobą - rzuciłam i otworzyłam oczy. Prawie dostałam zawału, gdy zobaczyłam pochylającego się nade mną Zayna. Czemu nie poczułam, mimo że praktycznie na mnie leżał? Chłopak, a może raczej mężczyzna jeszcze bardziej pochylił twarz. Nie mogłam się powstrzymać, dlatego pocałowałam go. Mulat nieco łapczywie odwzajemnił pocałunek. Po chwili odsunął się ode mnie, a między naszymi ustami utworzyła się stróżka śliny, co trochę mnie rozbawiło. Zszedł ze mnie i położył się na boku, a ja odwróciłam się w jego stronę. Podłożył rękę pod moją głowę, a drugą odsunął koszulkę i złapał mnie za biodro. Pogłaskałam go dłonią po policzku, a przez ten cały czas nie spuszczaliśmy z siebie wzroku. Pocałowaliśmy się. Wsunął dłoń głębiej pod moją koszulkę i zaczął gładzić moje plecy. Odsunął się kawałek.
-Dlaczego się upiłaś? - zapytał szeptem. Jego usta były tak blisko moich, że gdy mówił, muskały one moje. Nie mogłam się skupić na własnych myślach, więc potrzebowałam kilkudziesięciu sekund zanim mogłam odpowiedzieć.
-Nie wiem - to jedyne, co mogłam powiedzieć. Bo właściwie, nie mam pojęcia dlaczego się upiłam.
-Masz szczęście, że cię kocham - powiedział. Jakby dopiero po kilku sekundach doszło do niego to, co powiedział. I do mnie też. Cholera, co?! Nie dał mi czasu na myślenie, szybko całując mnie tak łapczywie, jak wcześniej mu się nie zdarzyło. Jedyne co czułam to rosnące pożądanie. Nawet nie wiem, kiedy jego ręka przeniosła się z pleców na piersi, zataczając na jednej kółka i ugniatając ją. Tym bardziej nie mam pojęcia, kiedy moja ręka znalazła się w jego majtkach, dotykając stojącego już penisa. 
-uh, stop - mruknął nagle zabierając rękę i odsuwając moją. Spojrzałam na niego pytająco. - Nie możemy. Nawet nie masz 16 lat - mówił zakłopotany. - O i powinnaś być teraz w szkole.
-Zachowujesz się, jakby to miał być mój pierwszy raz - westchnęłam. Nawet nie wiem, kiedy stałam się taka śmiała. 
-Ale to zupełnie co innego.
-Okej - zgodziłam się, chociaż miałam kompletnie inne zdanie.
-I ledwo co się znamy.
-Okej - powtórzyłam.
-Oj chodź tu - mruknął i przyciągnął mnie, przytulając. - Nie gniewaj się.
-Nie gniewam - powiedziałam cicho.
-Nasza relacja ostatnio... Jest dość dziwna, co? - zadał pytanie retoryczne. Nic nie odpowiedziałam, bo nawet nie miałam pojęcia, co mogę powiedzieć. Nawet nie wiem, co będzie dalej. Lubię go, całowaliśmy się te... kilka razy, ale nadal jest jeszcze Jamie. - Co z tym zrobimy? - pytał dalej.
-Nie mam pojęcia - zagryzłam wargę, taki nawyk. - Mogę iść dalej spać? Dziwnie się czuję.
-Księżniczka ma kaca, co? - zaśmiał się. - Śpij, śpij. I nie pij już więcej.
-yhm - mruknęłam i mocniej się w niego wtuliłam.
-Dobranoc - poczułam jeszcze jego usta składające słodki pocałunek na moim czole.


          -No ładnie wczoraj zaszalałaś - usłyszałam po raz kolejny tego dnia. Gdy w końcu wstałam, około godziny trzynastej, w miarę się ogarnęłam i zeszłam na dół, słyszałam to od każdego. 
-Tak wiem, nie musisz mi już dopierdalać - spojrzałam błagalnie na Lou, a on się tylko zaśmiał. 
-To bluza Zayna? - zapytał, wskazując brodą na ubranie, w którym siedziałam.
-Tak, a co?
-A nic, tak tylko pytam. Oglądasz coś ciekawego? Gdzie chłopaki? - usiadł w fotelu.
-Nie, przelatuję po kanałach. Harry i Liam pojechali do sklepu, Niall u siebie, a Zayn w łazience, powinien zaraz wrócić.
-O wilku mowa - odwróciłam się i dostrzegłam mulata wchodzącego do salonu. Posłał mi uśmiech i usiadł tam, gdzie siedział wcześniej, czyli obok mnie. Tylko że teraz już mnie nie obejmował, ze względu na przebywającego tu Louisa. - Młoda, mogę pilota?
-Jasne - rzuciłam mu go, a on ledwo co go złapał. Parsknęłam pod nosem, za co zostałam spiorunowana wzrokiem. Skakał przez chwilę po kanałach, aż w końcu odłożył pilot na stolik i podniósł się z fotela, sfrustrowany.
-Ja pierdole, nie ma nic ciekawego - jęknął i ulotnił się. Zayn zaśmiał się pod nosem i objął mnie ramieniem. Wtuliłam twarz w jego szyję zaciągając się tym uroczym zapachem.
-Myślałaś nad tym, co będzie z nami? - zapytał szeptem, a potem pocałował mnie we włosy. Odsunęłam się na tyle, by spojrzeć mu w twarz.
-Nie bardzo - powiedziałam, a on jedynie kiwnął głową. Zbliżyłam się do niego, a on połączył nasze usta w pocałunku. Uśmiechnęłam się w jego trakcie, gdy nasze języki toczyły walkę. Było to cholernie miłe uczucie i mogłabym spędzić w ten sposób naprawdę dużo czasu.
          -A czemu to wczoraj cię nie było? - gdy tylko przekroczyłam próg szkoły zostałam zaatakowana przez Logana. - Nudziło mi się, nie miałem na kogo popatrzeć - puścił mi oczko. 
-Leczyłam kaca - mruknęłam pod nosem.
-Ups, przepraszam, że cię tak upiłem.
-Daj spokój, po prostu mam słabą głowę i nie znam umiaru - wzruszyłam ramionami, a on wesoło się zaśmiał. 
-Siadasz ze mną dzisiaj na lekcjach? - zapytał.
-Jasne, czemu nie. Mam nadzieję że potrafisz być zabawnym człowiekiem.
-Ej! Jestem zabawny.
-Nie zauważyłam - pokazałam mu język, a on zrobił urażoną minę. - Nie obrażaj się - dodałam. Zapadła cisza. - Ej, serio? - cisza. - Logan - jęknęłam, a on spojrzał na mnie poważnie i wskazał palcem na swój policzek. - Naprawdę? - uniosłam brwi do góry, a on w ramach odpowiedzi postukał palcem w policzek, ponaglając mnie. Westchnęłam i złożyłam tam szybkiego całusa, a on od razu się uśmiechnął.
-Chodźmy, moja droga koleżaneczko, na matematykę! - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę sali.

sobota, 15 sierpnia 2015

rozdział X


          Wyłączyłam irytujący dźwięk budzika. Otworzyłam oczy i spojrzałam na śpiącego, obejmującego mnie Zayna. Wczoraj... uh. Całowaliśmy się. Ściągnęłam jego koszulkę. Bezczelnie obmacywałam jego klatę. O mój boże. Czuję się jak szmata. Wiedziałam, że później będę tego żałować. Mimo wszystko nie przestałam. Dobra, to teraz nie jest ważne. Muszę wstać, dzisiaj idę do szkoły. Ok. Ostrożnie odsunęłam jego rękę i podniosłam się. Umyłam się, ogarnęłam, wysuszyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż, spakowałam rzeczy do torby i zeszłam na dół. Na szczęście Zayn nie obudził się przez ten czas, dzięki czemu ominęłam niezręczną rozmowę na temat tego, co się wczoraj stało. Nie miałam ochoty na jedzenie, więc po prostu założyłam buty i wyszłam z domu. Udałam się na pobliski przystanek autobusowy. Robiłam wszystko na ślepo, ani razu nie spojrzałam dzisiaj na zegarek. Po chwili przyjechał bus, do którego wsiadłam. Droga do szkoły minęła dość szybko. Dopiero gdy wysiadłam, zauważyłam która jest godzina - do lekcji miałam jeszcze czterdzieści pięć minut. Walnęłam się ręką w czoło i udałam się do lasku znajdującego się za szkołą. Usiadłam tam na murku, opierając się o drzewo, które rosło na samym jego końcu. Przymknęłam oczy. Usłyszałam odgłos kroków zbliżających się do mnie, odruchowo otworzyłam oczy by ujrzeć Logana.
-Hej - rzucił, siadając obok.
-Cześć - powiedziałam ostrożnie, patrząc cały czas na niego.
-Chcesz? - wyciągnął w moją stronę paczkę papierosów, a ja poczęstowałam się, dziękując mu. Sam wziął jednego i wyciągnął zapalniczkę, odpalając najpierw mi, a potem sobie. Zaciągnęłam się mocno i odetchnęłam. Uwielbiam palić. Wiem, brzydki nawyk i to w młodym wieku, no cóż, zdarza się. Wyciągnęłam lewą dłoń przed siebie i zaczęłam przyglądać się moim paznokciom.
-Nad czym myślisz? - zapytał.
-Jeżeli byłam z jednym chłopakiem na randce czy dwóch, mamy się ku sobie i raczej wygląda jakby coś miało z tego być - zaczęłam wolno, ostrożnie dobierając słowa. - Ale potem całuję się z innym chłopakiem, na którego nie zwracałam wcześniej uwagi, to czy to sprawia że jestem szmatą? - zapytałam i opuściłam dłoń, patrząc wyczekująco w twarz Logana.
-Dlaczego miałabyś być szmatą? Nie mów tak o sobie. Z tym pierwszym chłopakiem, przecież z nim nie byłaś, prawda? - zapytał, a ja kiwnęłam głową. - No właśnie, jeśli jesteś singlem możesz robić co chcesz, z kim chcesz, kiedy chcesz. Poza tym, każdy człowiek ma czasem potrzebę całowania czy spania z kimś, bez zobowiązań. To całkiem normalne ludzkie potrzeby - posłał mi uśmiech.
-Właściwie to masz rację - zgodziłam się z nim.
-Oczywiście że mam. A jeśli chcesz coś kiedyś, bez zobowiązań, zapraszam do mnie - puścił mi oczko.
-Zapamiętam - uśmiechnęłam się i zgasiłam wypalonego już papierosa o murek. Odrzuciłam go kawałek dalej, nie bardzo przejmując się co się z nim dalej stanie. Nadal męczyły mnie myśli dotyczące Zayna, bałam się naszej rozmowy gdy już wrócę do domu. Bo pewna być mogłam, że będzie.
-Widzę, że nadal coś cię trapi. Może dzisiaj razem ze mną odpuścisz sobie szkołę? - rzucił luźną propozycję.
-Nie wiem... To dopiero mój trzeci dzień tutaj i...
-Nie daj się prosić, Lily.
-Właściwie, co mi szkodzi. Chodźmy - Logan uśmiechnął się szeroko i wstał, więc ja także to uczyniłam. Otrzepałam spodnie i poszłam za nim. Westchnęłam, gdy doszliśmy do motocykla. Jasne, świetnie. Znowu mam na tym jechać?
-Wsiadaj.
          Minęło kilka godzin, które spędziliśmy w jego domu. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy, graliśmy, spróbowaliśmy naszych sił w kuchni. Bardzo dobrze czułam się w jego towarzystwie i nadal nie wiem, dlaczego ludzie z klasy ostrzegali mnie przed nim. 
-Pijesz? - zapytał, wyciągając w moją stronę butelkę z piwem. Po chwili wahania wzięłam ją. A także kolejną. I kolejną. Dzięki temu o godzinie siedemnastej byłam już nieźle wstawiona. Nadal się wygłupialiśmy, a teraz nagrywaliśmy głupie filmiki, gdzie robiliśmy zabawne miny, próbowaliśmy śpiewać lub naśladować głosy sławnych ludzi. Wypaliliśmy chyba dwie paczki papierosów, a moje Story na Snapchacie było już trzycyfrowe. Potem Logan sięgnął po coś mocniejszego - wódkę. Więc ja także piłam. A niestety głowę miałam dość słabą. Szybko nie byłam w stanie przejść kawałka drogi, ani nawet złożyć poprawnego zdania. On był za to w dużo lepszym stanie.
-Jak mogłaś upić się tak szybko? - zapytał, a ja wzruszyłam ramionami, wybuchając głośnym śmiechem. - I drugą stronę papierosa się odpala - westchnął, zabierając mi go z ręki. Odpalił go i podał mi, a ja zadowolona zaciągnęłam się, lekko się krztusząc. Za mocno. Mój telefon zaczął dzwonić, spróbowałam go odebrać, jednak w tym stanie było to dla mnie zbyt trudne zadanie. Logan wziął go ode mnie i odebrał.
-Halo...? Uh, jej kolegą. Jest obok ale nie jest w stanie rozmawiać... Naprawdę nie da rady... Nie unoś się tak... Możesz po nią przyjechać... Tak, zaraz podam adres... - wydęłam wargi niezadowolona. Jakim cudem ja byłam spita jak świnia a on był tylko w lepszym humorze? Wypiłam kolejny kieliszek gorzkiego napoju i odłożyłam puste naczynie na stolik. Nawet nie zapijałam. Usiadłam na kanapie i podciągnęłam kolana pod brodę, obejmując się ramionami. Nagle zrobiło mi się zimno. Logan odłożył mój telefon na stolik.
-Zimno ci? - zapytał, a ja rzuciłam mu jakieś pijackie potwierdzenie. Boże, jak ja się spiłam... Chłopak po chwili okrył mnie kocem i usiadł obok, obejmując. - Dzwonił twój brat, zaraz ma po ciebie przyjechać - brat? Ale ja nie mam brata... Może któryś z One Direction tak się przedstawił? Cholera, tak bardzo nie chcę by oni widzieli mnie w tym stanie. I mam nadzieję, że nie przyjedzie Zayn. Nie chcę patrzeć mu w oczy. 
          Czułam, że się unoszę, Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Zayna przed sobą. Gdzie ja jestem? Co się stało? Mulat wyniósł mnie z jakiegoś domu i wsadził do auta, zapinając pasy. Oh, to dom Logana... Zayn wrócił się jeszcze na chwilę do środka, a wyszedł na dwór niosąc moją torbę w ręku. Schował ją na tył samochody i zajął miejsce kierowcy. Spojrzałam na Logana stojącego na ganku i wesoło mu pomachałam, na co on zrobił tak samo. Uśmiechnęłam się pod nosem. Na dworze było już ciemno.
-Co ci strzeliło do łba?! - wyrzucił z siebie w końcu z frustracją. - Iść do jakiegoś idioty, żeby się upić?! - zeszkliły mi się oczy. Czułam się delikatnie trzeźwiej, niż zanim przysnęłam.
-Nie krzycz - szepnęłam cicho, bojąc się, że zaraz się rozpłaczę.
-Przepraszam - powiedział już spokojniej. - Więc czemu to zrobiłaś?
-Nie wiem - mruknęłam, odwracając się w stronę bocznej szyby. Milczeliśmy przez resztę drogi. Gdy wysiadałam z samochodu zachwiałam się, ale złapałam się drzwi dzięki czemu uniknęłam bolesnego spotkania z ziemią. Wyciągnęłam z tyłu moją torbę i ruszyłam w stronę drzwi na chwiejnych nogach. Zayn złapał mnie w talii, dzięki czemu mogłam się na nim wesprzeć. Bardzo ułatwiło mi to drogę do domu. Weszłam do środka i zdjęłam buty. Oczywiście przy tej czynności prawie wywaliłam się dwa razy, jednak na szczęście Zayn miał refleks, by złapać mnie w dobrym momencie. Z oddali widziałam rozczarowaną moim zachowaniem twarz Nialla. Jakoś udało mi się dojść do pokoju, opierając się na meblach spotkanych po drodze. Zayn cały czas szedł za mną. Weszliśmy do środka.
-Czemu za mną przyszedłeś?
-Dzisiaj przesadziłaś, Lily.
-Yhm, przepraszam - podeszłam do niego. Spojrzałam w jego oczy, a dłonie oparłam na jego klatce piersiowej. Całowanie się z nim to moja zwykła, ludzka potrzeba.
-Co zamierasz teraz zrobić? - zapytał. Uniosłam się na palcach, by dosięgnąć jego ust. Czułam, że mimo złości uśmiechał się. Polizałam jego dolną wargę, a on uchylił usta. Nasze języki spotkały się i ponownie idealnie ze sobą współgrały. Ściągnęłam jego koszulkę i objęłam go za kark, a on zrobił krok do przodu, zmuszając mnie do zrobienia kroku w tył. Wkrótce opadliśmy na łóżko, całując się. A seks to też zwykła, ludzka potrzeba.

czwartek, 13 sierpnia 2015

rozdział IX


          Następny dzień w szkole minął... zwyczajnie. Czas spędzałam z poznaną grupką, a Logana w szkole nie było. Wyczekiwałam końca lekcji i spotkania z Jamiem. Gdy tylko zadzwonił dzwonek kończący ostatnią godzinę szybkim krokiem wyszłam z budynku. Od razu go zauważyłam... opierającego się o motocykl. Mogę się jeszcze wycofać, nie spostrzegł mnie, krok do tyłu i... Zauważył. Uśmiechnął się i pomachał w moją stronę, a ja podeszłam do niego jak na ścięcie. Zrobił krok w moją stronę i pocałował mnie w policzek, a ja czułam że się rumienię.
-To co, jedziemy? - zapytał, a ja przełknęłam ślinę.
-Nie wsiądę na to. Nie mam mowy.
-Lily, nic się nie stanie. Spokojnie - uśmiechnął się ciepło. 
-Nie zginiemy? - spojrzałam na niego, a on się zaśmiał. Jasne, ja jestem przerażona a ten się śmieje.
-Nie bój się - wsiadł na ten piekielny środek transportu patrząc na mnie wyczekująco. - Zapraszam - westchnęłam i zajęłam miejsce za nim. Zauważyłam wychodzących ze szkoły znajomych, którzy patrzyli na mnie. Już widzę pytania od dziewczyn... Objęłam go w pasie i zamknęłam oczy.
-Błagam, ostrożnie - powiedziałam jeszcze.
-Zaufaj mi - ruszyliśmy. 
          -Lily, już dojechaliśmy - powoli otworzyłam oczy i puściłam chłopaka. - I jak widzisz, żyjemy - odetchnęłam. Jamie zszedł z motocykla, ja chciałam jak najszybciej odsunąć się od tego cholerstwa i oczywiście, musiałam zaczepić się nogą, przez co wpadłam w jego ramiona.
-Kurwa - mruknęłam pod nosem. Zaśmiał się, za co spiorunowałam go spojrzeniem. Stanęłam na nogach i odsunęłam się. - Dzięki. Gdzie my w ogóle jesteśmy? - rozejrzałam się dookoła. Staliśmy na podjeździe jakiegoś domu.
-U mnie - uśmiechnął się. - Chodź - pociągnął mnie za rękę do drzwi. Po chwili znaleźliśmy się w środku. - Chcesz coś do picia?
-Wodę - odłożyłam plecak na podłogę w salonie i usiadłam na kanapie. Jak zwykle "po turecku". Jamie wrócił z dwiema szklankami, zostawił je na stoliku i usiadł obok mnie. 
-Zabrałem cię do siebie bo chciałem porozmawiać, na poważnie - powiedział, a ja zmarszczyłam brwi. O co mu chodzi? Sięgnął po moją prawą rękę i podciągnął rękaw. Musiał ostatnio zauważyć, cholera. Przejechał palcami po bliznach.
-Zostaw - mruknęłam, zabierając rękę.
-Dlaczego to robisz? - zapytał, łapiąc mnie za dłoń i łącząc nasze palce.
-Przez dziesięć lat miotałam się między domem dziecka a rodzinami zastępczymi. W ostatniej rodzinie ten facet pieprzył mnie kiedy się tylko dało i nie rzadziej bił - powiedziałam bez emocji. Zacisnęłam drugą rękę w pięść. Nie wiem czemu to zrobiłam. Czemu podzieliłam się tym z nim? Chciał. To jego wybór. Zacisnęłam oczy. Nie mogę płakać, już wystarczająco łez wylałam. Objął mnie.
-Kiedy ostatnio się cięłaś? - zapytał.
-Jakoś tydzień temu - powiedziałam, a mój głos został stłumiony przez jego szyję.
-Nie rób już tego - mruknął i pocałował mnie we włosy. Westchnęłam.
-Ale ja to lubię...
-Błagam, nie mów tak.
-Możemy o tym nie rozmawiać, proszę? 
          -Więc widzimy się dopiero za dwa tygodnie - mruknął smutno Jamie, gdy staliśmy pod drzwiami domu, w którym mieszkałam. Właściwe, mogłabym go nazwać swoim domem, ale... Czy nie było na to za wcześnie? Tak czy inaczej, był już wieczór. - Będę tęsknić, Lily. Znamy się dopiero kilka dni ale zdążyłem się... bardzo do ciebie przywiązać - nie miałam pojęcia, co mu odpowiedzieć, więc po prostu go objęłam. Staliśmy przytuleni przez kilka minut, dopóki nie przerwał ciszy.
-Na mnie już pora - odsunął się ode mnie.
-Do zobaczenia w takim razie - powiedziałam, a on pocałował mnie w policzek.
-Cześć - uśmiechnął się smutno i odszedł w stronę motocyklu. Spojrzał na mnie, a ja pomachałam mu. Zmrużyłam oczy, gdy zauważyłam obok niego jakiś cień. Pokręciłam głową i weszłam do środka, od razu wpadając na Louisa.
-Podglądałeś? - westchnęłam, zamykając za sobą drzwi.
-Sorry, mała. Uroczy jesteście - posłał mi uśmiech, a ja burknęłam pod nosem kilka przekleństw skierowanych w stronę Tomlinsona. Dopiero teraz zauważyłam jak późno się zrobiło - dochodziła dziesiąta. 
-Oglądamy horror, dołączysz się?
-Nie bardzo - pokręciłam głową. - Jutro mam szkołę i rozumiesz, muszę się wyspać - przeszliśmy przez korytarz.
-A no racja, zapomniało mi się - wyszczerzył się, a ja pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Dobranoc chłopaki! - rzuciłam głośno w stronę salonu i udałam się do swojego pokoju.
          Po wykonaniu wieczornej toalety położyłam się do łóżka. Pisałam jeszcze chwilę z Jamiem, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Miałam ochotę piszczeć, skakać po łóżku, śmiać się, płakać, cokolwiek. On był taki kochany! Gdy odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka, po pokoju rozniósł się dźwięk pukania.
-Proszę! - powiedziałam. W pokoju znalazł się Zayn. Czego on mógł chcieć? Ostatnio był trochę dziwny...
-Mogę? - zapytał nieśmiało.
-yhm, jasne - rzuciłam, a on zamknął za sobą drzwi. Podszedł i usiadł na krawędzi łóżka. Jedyne światło w pokoju dawała mała lampka nocna.  
-Więc, chciałem z tobą porozmawiać... - uniosłam brwi zaciekawiona i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-No to słucham - uśmiechnęłam się, a on nerwowo odwzajemnił to.
-Chodzi o Jamiego - rzucił szybko, jakby chciał jak najszybciej mieć to za sobą. Milczeliśmy.
-Nie rozumiem, rozwiń to jakoś - westchnęłam. Wziął głęboki oddech.
-Bo rozumiem, romansujecie tam sobie i w ogóle, szanuję to... dobra wróć, nie szanuję tego w ogóle - zaciął się. - Ale nie uważasz, że on jest dla ciebie jednak trochę za stary? Osiem lat różnicy to dość sporo. Znam go od kilku lat i wiem jaki potrafi być. Przez ostatni czas tylko zdobywał dziewczyny i zostawiał, bo nudził się i sprawiało mu to frajdę. Nie chcę żebyś cierpiała. Ok, mówił mi że się zmienił, że jesteś dla niego ważna, ale ta różnica wieku... Lily, do cholery, to jest dorosły facet a ty nie jesteś nawet pełnoletnia!
-Zayn, spokojnie, nie nakręcaj się. Wiem jaki był, wierzę w to że będzie inaczej. A różnica wieku mi nie przeszkadza, ludzie z którymi się zadawałam zawsze byli starsi. Jemu to z resztą też nie przeszkadza - mulat nie odpowiedział. Przysunął się do mnie i przełknął ślinę. Siedział tuż przede mną. Uniósł lewą dłoń, a ja zamknęłam oczy myśląc, że mnie uderzy. Zamiast tego ułożył ją na moim policzku. Poczułam jego oddech na mojej twarzy, co oznaczało że się nachylił. Złączył nasze usta ze sobą. O dziwo nie byłam spanikowana. Moja dłoń także wylądowała na jego policzku. Całowałam się z nim. Czy to była zdrada, nawet jeżeli nie byłam z Jamiem, ale wszystko zmierzało ku temu, bym z nim była? Ale całowanie się z Zaynem było wyjątkowo miłe. Sprawiało mi przyjemność.

-Tak naprawdę jestem o to chorobliwie zazdrosny - mruknął, gdy po chwili się odsunął. - Przepraszam za to. Pójdę już i... - zaczął się wycofywać. 
-Nie - złapałam go za rękę, zatrzymując. Ponownie złączyłam nasze usta. Wiedziałam, że jest zaskoczony, przez co uśmiechnęłam się podczas pocałunku. Nasze języki idealnie współgrały, a moja dłoń przeczesywała jego włosy. Drugą ręką obejmowałam go za kark.