wtorek, 6 października 2015

rozdział XIV


          Gdy zobaczyłam, jak wiele wiadomości wysłał mi Jamie, których na dodatek nawet nie przeczytałam, zrobiło mi się słabo. Miałam ochotę się rozpłakać. Czemu ja go w ogóle ignorowałam? Jak można zrobić coś tak beznadziejnego? Po co to w ogóle było? Położyłam się na łóżku i zadzwoniłam do niego. Chwila, co ja mu powiem?
-Lily? - nie ma już odwrotu. A przez jego głos miałam tylko jeszcze większe wyrzuty sumienia. - Halo? Jesteś tam?
-Tak... Hej, Jamie - na dodatek drżał mi głos. No pięknie.
-O boże, myślałem że coś ci się stało. Nie odpisywałaś, nie odbierałaś, a chłopaki nic nie chcieli mi powiedzieć.
-Zaraz, rozmawiałeś z nimi?
-Tak. Ale to nie jest teraz ważne, dlaczego nie było z tobą kontaktu? - dlaczego oni nie raczyli mi o tym powiedzieć?
-Uh, tak wyszło...
-Tak wyszło?! 
-Przepraszam, kilka spraw się skomplikowało. Musiałam wiele przemyśleć, słabo sobie z tym radziłam.
-Sorry, praca wzywa. Pogadamy jak wrócę, na spokojnie, twarzą w twarz, okej?
-Jasne - świetnie, czyli mam cztery dni stresowania się. Rzuciłam telefon na drugą stronę łóżka.
-Co tam robisz ciekawego? - co jest ze mną nie tak?! Dlaczego nigdy nie słyszę, kiedy on przychodzi?
-Rozmawiałam z Jamiem - patrzyłam na twarz Zayna, na której widoczna była narastająca irytacja. Usiadł obok mnie.
-I co chciał, że zdecydował się znowu zadzwonić po takim ignorowaniu? - zapytał. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
-To ja zadzwoniłam - wzruszyłam ramionami, a on westchnął i objął mnie. 
-Po co?
-Chciałam go przeprosić za to, wytłumaczyć choć trochę, chociaż tu i tak nie ma nic do tłumaczenia...
-Nie powinnaś go przepraszać, to pieprzony idiota, który--
-Spokojnie, Zayn - przerwałam mu. - Nie rozmawiajmy o nim, dobrze? - niechętnie się zgodził, a między nami zapadła cisza. Przyłożyłam ucho do jego klatki piersiowej, wsłuchując się w bicie jego serca. Mulat przesuwał ręką wzdłuż mojego boku.
-Cieszę się, że cię mam - powiedział nagle. Zaskoczona uniosłam głowę by spojrzeć na jego twarz, a on lekko się uśmiechnął i cmoknął mnie w usta. Zarumieniona wróciłam do słuchania jego serca.
-Głupek - mruknęłam pod nosem. Ciągle wprawiał mnie w zakłopotanie. Gdy spotkałam wtedy Nialla, nie wiedziałam że to się tak potoczy. Nawet gdy poznałam Zayna, nie miałam pojęcia, że moglibyśmy być razem. Ale bardzo mi się to podoba, że tak wyszło. On jest dla mnie taki kochany, opiekuńczy i miły. Uwielbiam spędzać z nim czas.
-Nad czym tak rozmyślasz? - zapytał.
-Nic ważnego.
-Na pewno?
-Jasne. 
-Kochanie? - mężczyzna podbiega do leżącej u dołu schodów kobiety. Upada na kolana, odsuwając małą dziewczynkę od zwłok swojej żony. Sprawdza jej puls. Jego największy skarb, jego jedyna miłość odeszła. - Co tu się stało? - szepcze.
-Spadła ze schodów, tatku. 
-Spadła, tak? - dziewczynka kiwa głową. Mężczyzna wstaje, wychodzi z pomieszczenia. Po chwili wraca ze sznurem i krzesłem.
-Co robisz? - dziewczynka pyta. On staje na krzesło, tuż pod lampą. Zawiązuje pętle. 
-Powodzenia, młoda - mówi jeszcze i kopie krzesło. Dziecko krzyczy. Płacze.
Ciężko oddychałam i za nic nie mogłam się uspokoić.
-Ciii, kochanie, spokojnie - Zayn próbował mnie uspokoić.
-O boże - wyszeptałam. Mulat mocniej mnie przytulił. 
-Spokojnie, jestem tutaj. Nic ci się nie stanie, wszystko jest dobrze, tak? - kontynuował, a ja wybuchnęłam płaczem. 
-Zayn, zabierz te wspomnienia ode mnie, błagam - powiedziałam między spazmami płaczu. 
-Kochanie... - zaczął tak, jakby chciał coś jeszcze dodać ale umilkł. Płakałam, trzymając twarz w zagłębieniu jego szyi. Zayn głaskał mnie po plecach, czekając aż się uspokoję. A ja po prostu nie mogłam przestać. Czułam się okropnie. Ta scena... nie mogła wyjść z mojej głowy. Jakby znalazła wygodne miejsce i nie miała zamiaru go opuszczać.
-Błagam - szepnęłam. Bolała mnie głowa. Jeszcze nigdy nie czułam się tak źle przez koszmar, mimo że miałam je prawie codziennie od około dziesięciu lat. 
-Lily - usiadł ciągnąc mnie za sobą. Zapalił lampkę. - Spójrz na mnie - uniósł moją głowę. - Nic się nie dzieje, kochanie. Nikt cię nie skrzywdzi. 
-Tyle że to ja skrzywdziłam, Zayn - jęknęłam. W międzyczasie dostałam czkawki, ale prawie opanowałam płacz.
-Jak to? O czym ty mówisz? To nie są te... gwałty? - ostatnie słowo ciężko przeszło mu przez gardło.
-Nie tym razem... Bo to przeze mnie moi biologiczni rodzice nie żyją - przerwałam, by spróbować pozbyć się czkawki przez połykanie powietrza. Zayn cały czas patrzył mi prosto w oczy. Był zmartwiony, zdziwiony, może wręcz zszokowany. - Gdy miałam pięć lat moja mama umarła gdy spadła ze schodów. Ona biegła do mnie i nie zauważyła tych pieprzonych małych koralików, które rozsypałam przy zabawie... Spadła i umarła - znowu przerwałam. - Gdy tata wrócił do domu i to zobaczył... Powiesił się na moich oczach. Zginęli przeze mnie...
-Lily, to był nieszczęśliwy wypadek. Byłaś tylko dzieckiem i to wydarzyło się przez przypadek - objął mnie, a ja zdążyłam się już prawie uspokoić. - Postaraj się o tym nie myśleć. To było dawno. Twoje koszmary na pewno będą rzadsze gdy pogodzisz się z wydarzeniami z przeszłości, gdy one nie będą już miały wpływu na teraźniejszość. Teraz trzeba żyć dalej, zostawiając to w tyle. Postaraj się, dobrze?
-Spróbuję.
Tej nocy już nie zasnęłam. 
          Niedziela. Idealny dzień na zmarnowanie go przed telewizorem. A zaczynam go marnować już od piątej trzydzieści. Po tym koszmarze nie mogłam zasnąć, więc po jakimś czasie zeszłam na dół. Półleżałam na kanapie okryta kocem, a w telewizji leciała jakaś komedia. Po jakimś czasie dołączył do mnie Zayn.
-Uciekłaś mi - powiedział od razu, gdy obok mnie usiadł.
-Taa - mruknęłam.
-Nie mogłaś zasnąć po tym? - kiwnęłam głową. - Ah, Lily... - westchnęłam i przytuliłam się do jego boku. Objął mnie jedną ręką i pocałował we włosy. 
-Nie rozmawiajmy już o tym więcej - poprosiłam, a on się zgodził. Odsunęłam się i sięgnęłam do jego ust, a on od razu pogłębił pocałunek. Wplotłam palce w jego włosy. Po chwili Zayn wciągnął mnie na swoje kolana. Oderwałam się od niego i spojrzałam w te czekoladowe oczy, które, jak często ostatnimi czasy, świeciły radością. Mulat szybko chciał wrócić do wymieniania śliny, a ja nie protestowałam.
-Co wy tu... - Louis. Ups. Szybko zsunęłam się z kolan Zayna, o mało nie spadając z kanapy.
-Hej Lou, co ty tak wcześnie? - zapytałam beztrosko.
-Lily Collins. Do kuchni. Teraz - mruknął i udał się w tym kierunku. Zayn zachichotał.
-Powodzenia - puścił mi oczko i cmoknął mnie w usta akurat w momencie, kiedy Louis się odwrócił w naszą stronę. Jego wzrok ciskał pioruny. Posłusznie wstałam i udałam się za nim, za plecami pokazując środkowy palec Zaynowi, przez co wybuchł śmiechem. Głupek.
-Siadaj - zrobiłam to co kazał. Właściwie nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać. Był całkiem poważny, ale to jednak Louis. - Czy ty wiesz co robisz? 
-Nie rozumiem - przyznałam szczerze.
-Bo jeśli chcesz być z jakimś facetem, to nie możesz całować się z innym. To nie w porządku. Cholera, teraz serio jestem jak ojciec... Nie ważne. Tak czy inaczej tak się nie robi, Lily.
-Lou... Ja to doskonale wiem, ale jestem z Zaynem - próbowałam się nie uśmiechnąć.
-Co? Ale... Nie możesz! 
-Czemu?
-Uwiodłaś mojego kumpla, to dziwne. I nie mogę patrzeć jak moja mała dziewczynka całuje się z kimś!
-Ale jak miałam być z Jamiem to jeszcze mi pomagałeś...
-Bo zapomniałem, że będziesz się całować.
-Ale w związkach robi się takie rzeczy - oburzyłam się. Patrzyłam teraz na Lou, starając się wyglądać groźnie. Mam nadzieję że mi wyszło.
-I co, tak szybko ci przeszło i przerzuciłaś się na innego? - próbował podejść mnie z innej strony. I znowu poczułam okropne poczucie winy. 
-Najwidoczniej - mruknęłam.
-Eh, Lil - w końcu przestał się kręcić po tej kuchni jakby miał owsiki i usiadł obok mnie. - Po prostu to boli moje ojcowskie serce, gdy moja dziewczynka ma chłopaka i robi z nim takie okropne rzeczy.
-Ojcowskie serce... Wmawiaj sobie dalej - prychnęłam, a on się roześmiał. 
-Dobrze, bądź sobie z Zaynem ale nie całujcie się na moich oczach.
-Okej.
-I nie uprawiajcie seksu przed twoją osiemnastką! 
-Wiesz że wiek zgody w Wielkiej Brytanii wynosi 16 lat? - zapytałam, a on westchnął.
-Jak już musicie to chociaż dobrze się zabezpieczajcie.
-Tak jest! 
-Yh, nie chcę nawet myśleć o tym jak to robicie... Moja mała dziewczynka i on...
-Louis! 
-Już, już. Idź do niego, widzę jak się wyrywasz - uśmiechnęłam się słodko i wróciłam do salonu.
-I jak było? - zapytał Zayn, śmiejąc się pod nosem.
-Cztery metry od siebie - powiedziałam. Odsunęłam nieco fotel, żeby był dalej od kanapy i na niego usiadłam.
-Żartujesz sobie? - momentalnie przestał się śmiać. 
-Nie, Lou był śmiertelnie poważny - chyba zdradził mnie mój uśmieszek, bo Zayn wstał i w trzech krokach znalazł się przy mnie.
-Ładnie to tak sobie żartować? - zapytał i zaczął mnie łaskotać. Nie mogłam opanować śmiechu.
-Puszczaj mnie! - i już po chwili bolał mnie brzuch. - Zayn, litości - pisnęłam.
-Przeproś mnie za tak okropne kłamstwa - powiedział.
-Nigdy - ledwo skończyłam wypowiadać to słowo, a on wrócił do łaskotania.
-Przepraszam, przepraszam, przepraszam! - w końcu dał mi spokój. Odetchnęłam, a zaraz unosiłam się w powietrzu. Co?! 
-Puść mnie, połamiesz sobie ręce, kręgosłup, w ogóle wszystko - panikowałam. Zayn usiadł na kanapie, a mnie usadowił na swoich kolanach. Pocałował mnie w policzek.
-Kocham cię - szepnął, a mnie po prostu zatkało. Czy ja jestem gotowa mu odpowiedzieć? Kocham go? Boże, nie mam pojęcia! To dla mnie o wiele za szybko. W ogóle, to dla każdego powinno być za szybko! Co jest z nim nie tak?
-Obejrzyjmy coś - pisnęłam spanikowana i sięgnęłam po pilota, a on się zaśmiał pod nosem.
-Spokojnie, Lily. Przecież do niczego cię nie zobowiązuje, rozumiem i poczekam - mimo mojej zmiany tematu wrócił do tego. I szczerze mówiąc zaskoczył mnie. On naprawdę był taki wyrozumiały czy tylko udawał?