sobota, 9 stycznia 2016

rozdział XVI

          Po telefonie Jamiego nie byłam w stanie zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, aż w końcu wstałam z łóżka. Może chłopaki maja jakieś środki nasenne w domu? - z tą myślą udałam się do kuchni i otworzyłam szafkę z lekami. Przeciwbólowe, na katar, na gardło, na kaszel... Wszystko tylko nie to, czego potrzebuję. Zrezygnowana nalałam sobie szklankę wody. Usiadłam na blacie i zaczęłam ją powoli pić. Co jest ze mną nie tak, że nie mogę spać? I w ogóle, czemu Zayn sobie poszedł? I ten zalany Jamie... Wróciłam do pokoju i zdecydowałam się włączyć telefon. Kilkanaście nieodebranych połączeń. Najpierw mnie zwyzywał, a potem wydzwania... Telefon zawibrował w mojej dłoni. 
-Nie dzwoń do mnie - powiedziałam do słuchawki.
-Lily...
-Rozłączam się. Na razie - i tak też uczyniłam. Odetchnęłam i ułożyłam się na łóżku, kolejny raz próbując zasnąć.
-Lily, ja się chyba na Ciebie obrażę.
-Co tym razem, Logan? - spojrzałam na chłopaka, z którym spędzałam przerwę między lekcjami. 
-Bo Ty mi nic nie mówisz. Ja Ci tutaj opowiadam historie mojego życia, a Ty mi nic. Nie ufasz mi? - burknął.
-Jasne, że ufam. Po prostu nie udaje mi się wcisnąć między Twoje gadulstwo - wytknęłam język w jego stronę.
-Jesteś okropna, wiesz?
-Wiem. Za to mnie lubisz! - powiedziałam radośnie. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
-Najbardziej - puścił mi oczko. - Porozmawiajmy o Twoich relacjach romantycznych. Podczas naszej pierwszej rozmowy o tym wspominałaś.
-Niby co? - prychnęłam.
-Że romansujesz z dwoma na raz - poruszył śmiesznie brwiami, a ja walnęłam go w głowę.
-Idiota. Z jednym jestem, z drugim już nie rozmawiam. Lepiej Ci, kwiatuszku?
-Jestem dumny, w końcu mi coś mówisz  - dzwonek na lekcje. Uff. - Co teraz mamy?
-Historię.
-O tak! Szybko, idziemy. Chcę pomęczyć tego drania - pociągnął mnie za rękę w stronę sali. Nie mogłam się nie uśmiechnąć, cieszę się, że poznałam tego chłopaka. Znamy się krótko, ale myślę, że mogę go uznać za przyjaciela. Gdy tylko weszliśmy do sali, wraz z Loganem zajęliśmy ławkę z tyłu klasy. Wyjęłam podręczniki, piórnik i telefon na ławkę. Od razu rzucił mi się w oczy sms od Jamiego.
-Hej, pokaż co tam masz - niestety, Logan jest strasznie ciekawski.
-Nie dla psa - szepnęłam. Nienawidzę, kiedy ktoś zagląda mi w telefon. 
Przepraszam za wczoraj.
Nic nie odpisałam. 
-Dzieciaki, zrobimy teraz wychowawczą, a w poniedziałek będzie historia - nauczyciel poprawił okulary. - Jak co roku szykuje nam się pięciodniowa wycieczka, tym razem do Irlandii.
-Zajebiście - usłyszałam nad uchem zadowolonego Lermana.
-Pojedziemy całym rocznikiem, ale musi być przynajmniej połowa z tej klasy. Chętni niech podniosą ręce - nim zdążyłam zareagować, Logan uniósł za mnie rękę. Zaśmiałam się pod nosem.
-Mówię Ci, to może nie brzmi fajnie, ale wycieczki w tej szkole są najlepsze - Logan mocno gestykulował, gdy to mówił. - Serio. Możemy robić co tylko chcemy, gdzie tylko chcemy.
-No dobrze, wierzę. 
-Już widzę nas dwoje - objął mnie ramieniem i machnął dłonią przed nami. - za dnia obce, irlandzkie miasto, nocą alkohol i inne zabawy. Kurwa, ale jestem tym zajarany. Nie mogę się już doczekać - wyszczerzył się do mnie.
-Właśnie widzę - roześmiana odsunęłam się od niego. - W takim razie i ja nie mogę się doczekać.
-Wróciłam! - krzyknęłam, gdy weszłam do domu. Nie mam pojęcia po co, ale miałam naprawdę dobry humor, więc czemu nie. Przeszłam do salonu, gdzie natknęłam się na Louisa. Miał zbolałą minę.
-Hej, co jest? Ktoś umarł? - uniosłam brew.
-Jedziemy w trasę. Nie będzie nas dwa miesiące.
Momentalnie uciekł ze mnie dobry humor. Przełknęłam niepewnie ślinę.
-To... chyba dobrze, prawda? Koncerty i w ogóle... Lubicie to, nie?
-Nie chcemy Cię zostawiać, Lils. A zabrać ze sobą nie możemy - odwróciłam wzrok. Będę dwa miesiące sama tutaj? Jak to ich nie będzie? Głupie zachowanie Louisa, zabawne Nialla, kompletnie idiotyczne Harry'ego, odpowiednie Liama... I Zayn. Dwa miesiące bez jego dotyku, pocałunków, czułych słów. Zeszkliły mi się oczy.
-Gdzie jest Zayn? - zapytałam, patrząc się w przestrzeń za Louisem.
-U siebie.
-Dzięki - rzuciłam, po czym udałam się do pokoju mojego chłopaka. Jak zwykle weszłam do środka bez pukania. Stał przed szafą, w samych dresach. Jego włosy były wilgotne i opadały na czoło. Prawdopodobnie przed chwilą brał prysznic. Bez słowa podeszłam do niego i wtuliłam się w jego ciało.
-Hej, mała... Co jest? - usłyszałam jego szept nad uchem.
-Kiedy jedziecie? - zapytałam, a on odsunął mnie na odległość ramion i spojrzał mi w oczy.
-Za dwa tygodnie - wyraz jego twarzy wyrażał, że średnio był zadowolony tym wyjazdem.
-Okej - mruknęłam i spowrotem do niego przywarłam. Przyłożyłam ucho do jego klatki piersiowej, nasłuchując bicie serca. Wspominałam, że uwielbiam to robić? Wtedy dokładnie czuję jego obecność.
-Cholernie chciałbym z Tobą zostać, albo zabrać Cię z nami - nic nie odpowiedziałam. Znowu miałam łzy w oczach. - Poradzisz sobie sama?
-Nie - powiedziałam prosto. Zayn westchnął i pocałował mnie we włosy. 
-Kocham Cię, Lil.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udało się! Kolejny rozdział bez dłuższej przerwy!
Boże, jestem z siebie dumna.
I nawet kolejny już się szykuje.
Chyba wracam do formy. ♥

4 komentarze:

  1. Pierwsza! Super rozdział ale czekam na jakąś WIELKĄ DRAME. Życzę weny. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuu kocham cię <3 w koncu rozdzialy...dlugo na nie czekałyśmy:') ale to nic. Czekam na następny loff ja;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć, kochana!
    Strasznie Cię przepraszam, że komentuję tak późno, ale teraz szkoła zajmuję praktycznie cały mój czas i ciężko gdziekolwiek wcisnąć co nieco.
    W każdym razie...
    Z jednej strony szkoda mi naszego aktora, bo jakby nie patrzeć, to niczym nie zawinił. Przecież on nie wiedział, że Lily zakochała się w innym, prawda? Jeszcze oberwał po twarzy za jeden pocałunek! No co to ma być? Nie zgadzam się na takie traktowanie!
    I mimo wszystko uważam, że dziewczyna przesadza. Nie wiem dlaczego, ale coś mi w niej nie pasuje... Jednak co ja mogę zrobić? Muszę się pogodzić z jej zachowaniem, jednak od czasu do czasu skrytykować coś mogę, prawda? :D Kocham Cię, internecie!
    Dobra, nie ważne.
    Ja już zmykam, bo troszkę mi się porobiły zaległości, a naprawdę nie mam kiedy tego nadrabiać.
    Pozdrawiam, karmeeleq :*

    OdpowiedzUsuń