piątek, 15 stycznia 2016

rozdział XVII


          Zostałam jeszcze chwilę z Zaynem, po czym udałam się do swojego pokoju. Zrobiłam zadania domowe, pisałam chwilę z Loganem i, o dziwo, uczyłam się. Czyli podsumowując - robiłam wszystko, żeby nie myśleć o tym, że zostanę tu sama. Wieczorem poszłam się umyć, a potem zabrałam się za rysowanie. W trakcie przelewania emocji na papier zadzwonił mój telefon. Odebrałam i włączyłam głośnomówiący. Położyłam urządzenie na biurku i kontynuowałam czynność.
-uhm, Lily? - Jamiemu zadrżał głos. Brzmiał bardzo niepewnie. Hm, fajnie.
-Tak, mów.
-Nie odpisałaś, więc dzwonię. Przepraszam za wczoraj. I za to w nocy - milczałam. - Nie panowałem nad sobą. Powiedziałem wtedy kilka słów za dużo, ale nie o to mi chodziło. Po prostu poczułem się zraniony, może trochę wykorzystany i odsunięty na bok.  I to że Cię pocałowałem... Boże, jak żałośnie. Przepraszam. Jesteś tam jeszcze?
-T-tak, jestem. No dobra, ale co teraz proponujesz zrobić? Z nami? 
-Myślałem, że moglibyśmy się, no wiesz... Przyjaźnić. Naprawdę Cię polubiłem - zaskoczona przerwałam w połowie linii, którą rysowałam.
-Właściwie to czemu nie, okej. Po prostu zapomnijmy o tym co było - dokończyłam linię.
-Zgoda. 
Po zakończonej rozmowie odetchnęłam. Odłożyłam ołówek i wstałam, by się przeciągnąć. Dochodziła 23. Niewiele myśląc wzięłam telefon i poszłam do pokoju Zayna. W środku było pusto, więc zwyczajnie położyłam się do jego łóżka. Wtuliłam się w pościel, która tak uroczo nim pachniała. Przymknęłam oczy. Jak to możliwe, że ten chłopak tak szybko zawrócił mi w głowie? Jedno spojrzenie i już byłam jego, na każde zawołanie. Zgaduję, że mógłby ze mną zrobić co tylko by chciał, byleby był obok. No właśnie. Dwa pieprzone miesiące. I nie tylko bez niego, a także tych wariatów. Co ja będę tu robić? Spotkam się kilka razy z dzieciakami ze szkoły, Loganem, może nawet Jamiem. Ale co dalej? Boże, jakie to beznadziejne. Usłyszałam otwierające się drzwi, jednak nawet nie otworzyłam oczu.
-A więc to tu jesteś - pomieszczenie wypełnił cichy szept Zayna. Słyszałam, że krzątał się chwilę po pokoju, potem poczułam materac uginający się pod jego ciężarem. Objął mnie, a ja się w niego wtuliłam.
-Myślałem, że śpisz - uśmiechnęłam się delikatnie na jego słowa. Zaciągnęłam się jego zapachem.
-Zdarza się - przejechałam dłonią po jego zaroście. 
-Te dwa miesiące szybko miną, zobaczysz - mruknął. 
-Próbujesz pocieszyć siebie czy mnie? 
-Nas.
-Wstawaj, księżniczko - usłyszałam nad uchem głos Zayna. Jego zarost połaskotał mnie po policzku.
-Pięć minut - mruknęłam. Poczułam jego rękę na nodze. Chwycił mnie pod kolanem i pociągnął, przez co leżałam na nim. Zaskoczona otworzyłam oczy. Oparłam się przedramionami po bokach jego głowy.
-Dzień dobry - uśmiechnął się.
-Która godzina?
-Szósta trzydzieści.
-To jeszcze dużo czasu, mogę iść spać - stwierdziłam zadowolona. Zayn miał jednak inne plany - pocałował mnie. Odsunęłam się.
-Fuj, nie myłam jeszcze zębów - burknęłam.
-Przeżyjesz - powiedział i ponowił poprzednią czynność. Już na starcie byłam na straconej pozycji. Odwzajemniłam pocałunek, a on odwrócił nas tak, że to ja byłam pod nim. Objęłam go za szyję. 
-Zaraz musisz iść do szkoły - rzucił.
-Racja - westchnęłam. Zayn uśmiechnął się i musnął mnie ustami w nos. - To idę - powiedziałam a on wstał ze mnie i usiadł na łóżku. Spojrzałam na niego.
-I to tyle? Nie zatrzymasz mnie czy coś?
-Nie, dlaczego? - uśmiechnął się głupawo.
-Szkoda. 
          Dzień w szkole minął przyjemnie. No i zaczynamy weekend! I tak to praktycznie nic nie zmienia, ale sam fakt sprawia, że jest jakoś milej. 
-Jamie? - jak tylko zobaczyłam go na parkingu po wyjściu ze szkoły, stanęłam w miejscu. Normalnie mnie zamurowało. Gdy się ogarnęłam, od razu do niego podeszłam.
-Co Ty tu robisz? - zapytałam podejrzliwie.
-Cześć Lily, Ciebie także miło widzieć - czy mi się wydaje, czy jego uśmiech naprawdę był złośliwy? 
-No więc? - ponagliłam go.
-Chciałem osobiście przeprosić - tym razem uśmiechnął się w miły sposób. - No więc przepraszam, szczerze. I chciałem zaprosić Cię na stuprocentowo przyjacielską kawę. 
-Stuprocentowo? - uniosłam brew.
-Tak. Więc jak?
-Okej, wchodzę w to - o dziwo, nawet nie narzekałam na to, że będę musiała jechać na tej przeklętej maszynie. Chyba ufałam mu, że nas nie zabije. 
-Jak tam w szkole? - zapytał, gdy już zajęliśmy miejsca w kawiarni i złożyliśmy zamówienie. 
-Pytasz, bo wypada czy dlatego, że Cię to interesuje?
-Dlatego, że mnie to interesuje - zmarszczyłam brwi i przyglądałam się przez dłuższą chwilę jego twarzy. 
-Całkiem znośnie - zaczęłam powoli. 
-To ostatnia klasa, prawda?
-Yhym, a co?
-Pamiętam te czasy... Kiedyś też byłem w Twoim wieku, dzieciaczku - zakpił.
-Świnia - mruknęłam pod nosem na tyle cicho, że prawdopodobnie tego nie usłyszał. - No, a teraz zbliżasz się już do emerytury, staruchu - powiedziałam głośniej, a on uśmiechnął się krzywo. Jak wiele różnych uśmiechów zaprezentuje mi dzisiaj? W międzyczasie dostaliśmy nasze kawy. 
-Jak właściwie do tego doszło, że jesteś z Zaynem? - zmienił temat. Cholera, tego się nie spodziewałam.
-Nie wiem, tak wyszło - powiedziałam ostrożnie. Uważam, że to dość delikatny temat w relacji mojej i Jamiego, dlatego nie wiem, dlaczego go porusza. 
-Jakby Cię skrzywdził, wiesz do kogo masz lecieć na skargę - puścił mi oczko.  Zaśmiałam się i skinęłam głową.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę, zostaw po sobie komentarz. ❤️

6 komentarzy:

  1. Awww Zayn❤.❤ Jami spłoniesz...nie lubię go...ale rozdział cudowny <3 czekam na następny ;* loff ja^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny rozdział! Kocham to ff! Lovki i kiski <3<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny. Czekam na nastepny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłość kom­po­nowa­na przez dwoj­ga ludzi. Drżenie kącików ust i dłonie spla­tające gdzieś nad for­te­pianem uczuć. Tak, to miłość na­pisała naj­piękniej­szą me­lodię świata. Bi­cie dwoj­ga serc. Żaden Bee­tho­ven, żaden Vi­val­di. To my.
    Widzący - kocha ją przez jej wygląd.
    Niewi­domy - kocha ją przez jej złote serce. Oczy widzą to co na zewnątrz. Oce­niają obu­dowę. Za to ser­ce. Ser­ce widzi to cze­go nie dos­trze­ga wzrok, to co jest uk­ry­te głębo­ko w nas.
    Dla­tego niewi­domi widzą najlepiej
    Mu­zyka po­win­na za­palać płomień w ser­cu mężczyz­ny i na­pełniać łza­mi oczy kobiety.
    http://uliczkami-barcelony.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń