piątek, 19 lutego 2016

rozdział XIX

          Wstałam w wyjątkowo dobrym humorze. W końcu leżał obok i obejmował mnie najlepszy facet na świecie.
-Dzień dobry kochanie. Jak się spało? - zapytał. Jego głos rano... perfekcyjny. 
-W porządku - miałam lekką chrypę, więc odchrząknęłam. 
-Chodź, wstajemy. Musisz zjeść śniadanie.
-Uh, pięć minut.
-Trzy i ani chwili dłużej. 
          Jakieś pół godziny później w końcu zeszliśmy na dół. Gdy skończyłam jeść, dołączył do nas Harry.
-O Lily, słyszałem wczoraj, że fajnie się bawiliście - już wiedziałam, że za kilka sekund będę cała czerwoniutka.
-Nie wiem o czym mówisz - odpowiedziałam.
- O tym "oh Zayn" - próbował naśladować mój głos. Załamana opuściłam twarz na blat stołu.
-To nie ja, tylko... Liam, tak! - uniosłam głowę. 
-No rzeczywiście, on ma bardzo piskliwy głos - zaśmiał się Harry. - Tylko co on robił z Zaynem?
-O no właśnie, tłumacz się - przeniosłam wzrok na Malika.
-Oj przestań Lils - objął mnie w pasie. Prychnęłam. 
-Tylko się zabezpieczajcie, nie chcemy tu na razie dzieci - Harry puścił mi oczko.
-Harry! - wstałam i podeszłam do niego, ale ta małpa zaczęła uciekać. A przede mną się nie ucieka, więc go goniłam. Przez jakieś piętnaście minut, po których byłam wyczerpana. 
-Dobra, poddaje się - zatrzymał się i uniósł ręce do góry. 
-Prawidłowo - oznajmiłam.
-Ale czemu nic mi nie zrobisz?
-A czemu bym miała? Wystarczyło mi, że uciekałeś.
-Boże Lily, jaka Ty jesteś wredna! 
-Przepraszam, kwiatuszku.
          Następne dni mijały szybko. Po szkole starałam się jak najwięcej czasu spędzać z chłopakami, aż w końcu przyszedł piątek. Dzień w którym mieli wyjechać. Gdy wróciłam ze szkoły miałam jedynie kilka godzin z nimi.
-Moja siostra ostatnio przeprowadziła się niedaleko stąd, udało mi się załatwić żeby wpadała tu co kilka dni, wiesz sprawdzić czy jeszcze żyjesz i inne takie - rzucił Harry. - Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza?
-Nie, jasne że nie - powiedziałam. Coraz bardziej wątpię w to, że przeżyję tu bez nich.
-Ej, nie smuć się lala - posłałam Louisowi zdenerwowane spojrzenie. Jak on może mówić żebym się nie smuciła? - Raz, dwa i jesteśmy w domu. 
-Pamiętasz wszystko o co Cię prosiłem? - szepnął mi do ucha Zayn. Prosił o to, żebym się nie cięła, jadła "odpowiednie ilości" jedzenia, nie piła alkoholu, nie ćpała i nie paliła, uważała na Jamiego i nie nawiązywała zbyt bliskich relacji z innymi mężczyznami, wysypiała się, dbała o siebie, nie zamartwiała się zbytnio... To chyba tyle.
-Chyba tak - odszepnęłam i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi. Pogłaskał mnie po włosach i westchnął.
-Na nas już chyba pora - Liam wypowiedział słowa, których tak bardzo nie chciałam usłyszeć. Dalej wszystko potoczyło się szybko. Przytulanie ich, płacz, trzaśnięcie drzwiami. Przez następną godzinę siedziałam w salonie, patrząc się przed siebie. Bez nich było tu tak pusto, cicho. Potem umyłam się, przebrałam i poszłam do pokoju Zayna. Wtuliłam się w jego pościel, która tak przyjemnie pachniała właścicielem. Od razu się rozpłakałam. Nie ma go niecałe dwie godziny, a ja już ledwo sobie radzę. Idealnie.
          Z następnego dnia niewiele pamiętam. Popołudniu spotkałam się z Loganem, który, jak na dobrego przyjaciela przystało, topił ze mną smutku w alkoholu. Rozmawiałam też z chłopakami, na szczęście gdy byłam jeszcze trzeźwa. Noc spędziłam u Lermana. 
          W niedzielę siedziałam w domu, gdzie wizytę złożyła mi Gemma, siostra Harry'ego. To okropnie miła dziewczyna i myślę, że ją polubiłam. Pocieszała mnie i szczerze mówiąc trochę podniosło mnie to na duchu. Wieczorem, gdy już leżałam w łóżku (oczywiśnie nie swoim) zadzwonił Zayn. Mówił, jak bardzo za mną tęskni, przez co znowu było mi okropnie źle. Znalazłam w jego szafie pełną paczkę papierosów, którą spaliłam dla odstresowania.
          Poniedziałek. Wstałam nieco później niż zwykle z jednego, ważnego powodu. Wycieczka! Poranna toaleta, śniadanie, wczoraj spakowany plecak i w drogę. Pod szkołą od razu znalazłam Logana. 
-Gotowa na pięć dni z Twoim ulubionym przyjacielem? - zapytał, zabawnie poruszając brwiami.
-Oczywiście, że tak - następne kilka spędziliśmy w drodze. Gdy dotarliśmy na miejsce kupiliśmy kilka potrzebnych rzeczy na wieczór (alkohol, alkohol, no, może jeszcze alkohol) i udaliśmy się do szkoły, w której spędzimy te pięć dni. Trafiłam do sali razem z Loganem i kilka osobami z "paczki" którą poznałam na początku mojej przygody w tamtej szkole. Rozmawiałam z chłopakami, którzy życzyli mi udanej wycieczki, a potem z samym Zaynem, który ostrzegał przed piciem alkoholu. Dobrze, tato.
          Cała wycieczka minęła bardzo szybko. Właściwie nie ma co opisywać, głównie się upijaliśmy. Dodatkowo, bardzo zbliżyliśmy się do siebie z Loganem. W piątek byłam już w domu, tego samego dnia odwiedziła mnie Gemma. Wypytywała o wyjazd, ale wątpię, że uwierzyła w moje kłamstwa. W sobotę spotkałam się z Jamiem, ale nasze wyjście zakończyło się niewiarygodnie szybko. Po prostu kompletnie nie miałam humoru, zbytnio tęskniłam za Zaynem. Drugą połowę soboty i całą niedzielę spędziłam w łóżku, a mój chłopak nie miał za wiele czasu, by ze mną rozmawiać. Minął dopiero tydzień od ich wyjazdu, nie wiem, jak to dalej przeżyję.
          W poniedziałek jakoś znalazłam w sobie siłę, by pójść do szkoły. Logan nie opuszczał mnie na krok, próbował mnie pocieszać, ale ja powoli zamieniałam się we wrak człowieka. Dopiero wieczorna rozmowa z Zaynem dała mi trochę siły, której wystarczyło tylko na umycie się. Wtorek, środa, czwartek i piątek minęły podobnie. Wszystkie czynności zaczęłam wykonywać jak robot. Nigdy nie spodziewałam się, że tęsknota może wyczyniać takie rzeczy z człowiekiem... W sobotę przyszła Gemma. Próbowała wyciągnąć mnie z łóżka, a ja wypłakałam się na jej ramieniu, jak bardzo mi ich brakuje. Podsłuchałam też jej rozmowę z Harrym, jak mówi mu, że źle to wszystko znoszę. Jak to źle? Myślę, że idzie mi całkiem nieźle - przecież jeszcze żyję. 
          Całe kolejne dwa tygodnie minęły dokładnie tak samo. Dopiero następny przyniósł jakieś zmiany - w poniedziałek nie poszłam do szkoły. Nie byłam w stanie się podnieść. Przyszedł do mnie Logan, próbował zmusić mnie do wstania, na próżno. Na zmianę płakałam i leżałam w łóżku. Czułam się okropnie, tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić. 
          We wtorek przyszedł Jamie. Po prostu siedział i patrzył na mnie.
-Możesz sobie pójść? Nie zniosę dłużej tego wzroku - rzuciłam, nie otwierając oczu. 
-Koniec z tym, Lily. Zobacz do czego Cię to doprowadziło. Nie przesadzasz trochę? To tylko chłopak - narzekał. 
-Aktualnie to on jest moim życiem - warknęłam.
-Ile Ty masz lat? Wielka miłość, całe Twoje życie uzależnione od jednej osoby?
-Nienawidzę tego i wiele bym dała żeby to zmienić - otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Normalnie bym się rozpłakała, ale nie miałam już na to siły. Z resztą, na nic nie miałam. Chciałam tylko zasnąć i obudzić się za miesiąc.
-Dosyć tego, jedziemy do nich.
-Co? 
-Zostawili Cię ze względu na to, żebyś mogła chodzić do szkoły. I tak tego nie robisz, więc gdzie problem?
-Co? Ale Ty tak serio?
-Ten jeden raz w życiu mogę zrobić dla Ciebie coś miłego - westchnął. - Postaram się coś szybko załatwić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Także no. Zostawcie komentarz, może dostanę motywacji żeby w końcu napisać coś dobrego. XD

5 komentarzy:

  1. Nie mogę się doczekać aż ona do nich poleci!! A tak w ogóle rozdział świetny!Dziewczyno masz talent!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobieto moja droga. Tak sobie leżę w nocy i myślę hm przeczytałabym jakieś zajebiste opowiadanie. I jeb jeb jeb znalazłam twojego bloga. I masz w tej chwili napisać z 10 rozdziałów na zapas. To jest rozkaz! Życzę dużo weny ( i więcej gorących scenek z Zaynem).
    Pozdrawiam
    RiDa
    Ps: zajrzyj do mnie może coś Ci się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Haalooo?? Kiedy nn!? Nie mogę się doczekać, ten blog jest super :)

    OdpowiedzUsuń